Pstryknięcie palcami Putina

Kiedy byłem dzieckiem, wyobrażałem sobie, że największym oszustwem świata będzie sprzedawanie powietrza, wody i czasu. W epoce mojej młodości tak właśnie można było wyobrazić sobie karykaturę chciwości.

Przyszły jednak czasy, gdy handel powietrzem stał się bardzo zyskowną dziedziną, a o wodę zaczęły toczyć się wojny. Czas od dawna, w różnych formach, stał się przedmiotem spekulacji. Koncept handlu powietrzem przeszedł jednak wszelkie oczekiwania. Do jego urzeczywistnienia trzeba było przeprowadzić kilka manipulacyjnych operacji. Od czasów nieudanego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, pana Ala Gore’a, na poważnie rozpętała się histeria klimatyczna, która – w krajach Zachodu – zaczęła czynić ogromne gospodarcze i mentalne spustoszenia. Ich symbolem stała się pewna niegrzeczna i niedouczona dziewczynka ze Szwecji. 

Na fundamencie klimatyzmu rychło wyrosła cała gałąź spekulacji i politycznego szantażu, zwana „promowaniem zielonej energii”. Wystarczyło stworzyć nierealny system kontrolowania rzekomych zanieczyszczeń powietrza, oparty na fałszującej obraz świata ideologii, i spekulanci uzyskali narzędzia do zarabiania na… niczym. 

Rychło też pojawili się ci, którzy potrafili przechytrzyć nawet twórców tej terrorystycznej ideologii. Oto Polak z pochodzenia, ale działający na rynku francuskim, niejaki Jarosław K., wraz ze swoją firmą rozpętał spekulację na ogromną skalę uprawnieniami do emisji CO2. Wynikła z tego olbrzymia afera, która zawiesiła nawet giełdę handlu tymi pozwoleniami. W sprawę zamieszany był nawet pewien francuski karciarz, któremu postawiono zarzut wręczenia łapówki, w wysokości miliona dolarów, samemu Beniaminowi Netanjahu. Jarosława K. początkowo skazano nawet i aresztowano, potem jednak grzecznie został oczyszczony z zarzutów, a my nigdy nie poznaliśmy mechanizmu dokonywania ogromnych oszustw w handlu pozwoleniami na emisję. Terror klimatyczny i wymuszenie stosowania tzw. zielonej energii stały się spécialité de la maison całej Unii Europejskiej. I o to chyba właśnie chodziło!

Szczególny terror został wprowadzony wobec państw korzystających z własnych zasobów węgla kamiennego, który uznano za najbardziej szkodzący klimatowi. UE wprowadziła ścisłe restrykcje, a rządy państw członkowskich posłusznie zaczęły wygaszać górnictwo węgla; najbardziej te pomysły dotknęły Polskę. Unia „walczyła” o klimat w czasie, gdy Chiny i Indie zużywały coraz większe ilości węgla w swoich gospodarkach. Nikt jednak nie dostrzegał niszczącej gospodarkę roli ideologicznego zacietrzewienia.

Europa stawała się coraz bardziej fit i zielona, a kolejne polskie rządy posłusznie zamykały coraz więcej kopalń i obrzydzały życie górnikom. Władze UE ideologicznie przesądziły o wyższości gazu nad węglem i nuże sprowadzać coraz większe ilości błękitnego paliwa z Rosji. Nic zielono-czerwonym włodarzom Unii nie było w stanie przemówić do rozsądku, ani ostrzeżenia ze strony państw Europy Środkowo-Wschodniej, które miały wiele tragicznych doświadczeń w stosunkach z Rosją, ani też rzetelne wyliczenia ekonomiczne. 

W terrorze klimatycznym przodowały Niemcy, które – po katastrofie w Fukushimie – postanowiły wyłączyć wszystkie swoje elektrownie atomowe oraz całkowicie ukatrupić wydobycie węgla. Niemiecką przyszłością energetyczną miał stać się gaz z gazociągów Nord Stream, którym Berlin miał spekulować na terenie całej UE, oraz technologie wiatrakowe, którymi Niemcy zamierzały nasycić cały obszar Wspólnoty. 

I tak trwałoby to nadal, gdyby nie wojna Rosji z Ukrainą i sankcje wobec administracji Władimira Putina, które Niemcy, pod presją amerykańską, musiały – ze szlochem i łzami – poprzeć. Wtedy okazało się, że wykpiwane dotychczas w Berlinie polskie ostrzeżenia przed tym, że Putin traktuje dostawy gazu jako skuteczną broń w polityce międzynarodowej, przybrały realne kształty i uderzyły Niemcy tuż przed zimowym sezonem grzewczym. Zajęczała zresztą cała uzależniona od rosyjskiego gazu Europa.

Niestety, okazało się, że i w Polsce polityka klimatyczna poczyniła ogromne spustoszenia i na krajowym rynku zaczęło brakować… węgla. Naraz cała „zielona polityka” wzięła w łeb i po Europie poczęło krążyć widmo zimnych mieszkań i braku światła na ulicach. Putin oczywiście – zgodnie z wszelkimi przewidywaniami – rozpoczął „remonty” swoich gazociągów i nawet ociągające się z sankcjami wobec Rosji Niemcy przekonały się, że rosyjskiego gazu może po prostu zabraknąć. Rychło rozpoczęły się więc ekwilibrystyczne zabiegi prawne, aby jednak zapewnić Niemcom dostawy surowców energetycznych. Zaczęto bredzić o „solidarności energetycznej” (tak jakby kryterium solidarności było kiedykolwiek przez Berlin stosowane). I tak Putin praktycznie obnażył bezdenną głupotę klimatycznych urojeń. Kiedy w oczy zaczyna zaglądać zimno, któż jeszcze będzie bredził o „zielonych energiach i emisyjności”?

Rację mieli wszyscy, którzy ostrzegali, że niemiecka prosperity – coraz mocniej uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu – może zostać poważnie zachwiana za sprawą jednego pstryknięcia Władimira Putina.
 

 

 



Źródło:

Witold Gadowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo