„Europa Ojczyzn znajduje coraz większe poparcie”. Wiśniewska ocenia wyniki wyborów we Włoszech

- Zwycięstwo konserwatystów we Włoszech to dowód na to, że idea federalizacji Unii Europejskiej, forsowana przez siły lewicowo-liberalne, nie znajduje uznania w oczach obywateli państw członkowskich, którym bliższa jest UE pojmowana jako Europa Ojczyzn - oceniła europoseł Jadwiga Wiśniewska w rozmowie z portalem Niezalezna.pl.

Nowa premier Włoch Giorgia Meloni & europoseł PiS Jadwiga Wiśniewska

- Czy cieszy panią wynik wyborów we Włoszech? 

- Oczywiście. Zwycięstwo prawicowych ugrupowań we Włoszech przyjmuję z radością i jednocześnie nadzieją. Z Giorgią Meloni, liderką Braci Włochów, która jak wszystko wskazuje stanie na czele nowego rządu, jako pierwsza premier w historii Włoch, współpracujemy w ramach Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim. Meloni jest szefową partii EKR, do której należy Prawo i Sprawiedliwość. Mam nadzieję na dobrą współpracę pomiędzy polskim rządem i przyszłym rządem włoskim, która przełoży się także na grunt Rady Europejskiej. 

- Co taka zmiana oznacza dla Unii Europejskiej? Czy dzięki temu głos konserwatystów w UE będzie mocniejszy? 

- Z całą pewnością tak. Jak pokazały zwycięstwa partii konserwatywnych w Czechach i Szwecji, a wcześniej także w wyborach regionalnych w Hiszpanii, ten głos jest coraz mocniejszy. To dowód na to, że idea federalizacji Unii Europejskiej, forsowana przez siły lewicowo-liberalne, nie znajduje uznania w oczach obywateli państw członkowskich, którym bliższa jest UE pojmowana jako Europa Ojczyzn. Renesans konserwatywnego spojrzenia na Unię to szansa na zatrzymanie tego marszu ku federalizacji wraz z jego negatywnymi konsekwencjami, takimi jak utrata suwerenności państw narodowych na rzecz posiadających coraz szersze kompetencje instytucji unijnych. My chcemy Europy równych szans i takich samych możliwości dla wszystkich państw członkowskich. I jak widać, to pragnienie podziela coraz więcej Europejczyków. 

- Czy zmiana władzy we Włoszech może stanowić odwrócenie unijnego marszu w stronę skrajnej lewicy?

- Wybory we Włoszech potwierdzają tę tendencję. Stąd tak wielkie oburzenie skrajnej lewicy i liberałów. Pojawia się bowiem realna szansa, że ten szalony i ślepy bieg ku superpaństwu europejskiemu uda się zatrzymać, dzięki przybierającemu na znaczeniu sojuszowi sił prawicowych. I to się tak nie podoba, bo ten wiatr zmian w Europie wieje coraz silniej. 

- Jak pani patrzy na groźby unijnych polityków wobec Włoch dot. mechanizmów praworządności? 

- Każda ingerencja w demokratyczne procesy i suwerenne decyzje wyborców w państwach członkowskich jest niedopuszczalna. Tym bardziej oburza fakt, że takie groźby płyną z ust przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen, która zapowiada użycie dostępnych narzędzi, jeśli wynik wyborów we Włoszech nie będzie satysfakcjonujący dla eurokratów, a więc jeśli to prawica zwycięży. To nie brukselscy urzędnicy, ale Włosi przy urnach wyborczych opowiedzieli się za konserwatywnym rządem. Tak jak wcześniej Polacy, Węgrzy, Czesi, czy Szwedzi. Czy to się komuś podoba, czy nie, jest to suwerenna decyzja, którą trzeba uszanować. 

- Wypowiedź przewodniczącej KE oceniam więc jako skandaliczną. To totalna kompromitacja nie tylko Ursuli von der Leyen, ale także instytucji, na czele której stoi. Pokazuje tym samym upadek standardów i wartości, które są zapisane w Traktatach i na straży których powinna stać właśnie Komisja Europejska. Powinna to być bezstronna instytucja, tymczasem wchodzi z przysłowiowymi butami i  zaczyna mieszać we włoskiej polityce, co gorsza, angażując się w kampanię wyborczą. To niedopuszczalne. Zatem nie mamy już cienia wątpliwości, że działania KE w zakresie tzw. praworządności, także względem Polski, są motywowane tylko i wyłącznie politycznie. Prawdziwe intencje KE obnażyła w swoim kompromitującym wystąpieniu jej przewodnicząca. 

- Prezydent Macron już zapowiedział, że będzie obserwował, czy we Włoszech przestrzegane są prawa człowieka. Co pani o tym sądzi? 

- Cóż za bezczelność. Wypowiedź Macrona jest odzwierciedleniem frustracji sił lewicowo-liberalnych, które najwyraźniej boją się wzrostu znaczenia europejskich partii konserwatywnych. I w taki kompromitujący sposób dają upust swoim frustracjom. 
Może prezydent Macron przyjrzałby się, jak wygląda przestrzeganie praw człowieka we Francji, zwłaszcza podczas brutalnego tłumienia protestów ruchu żółtych kamizelek.

- Na szczęście Europa budzi się. Partie prawicowe i ich idea Europy Ojczyzn znajduje coraz większe poparcie. Ten ożywczy trend stał się faktem. I miejmy nadzieję, że na naszych oczach kończy się era lewicowo-liberalnego dyktatu w UE, dyktatu który szkodzi zjednoczonej w różnorodności Unii, opartej na wartościach. 

 

 



Źródło: Niezalezna.pl

Adrian Siwek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo