Jestem kobietą, jestem matką, jestem chrześcijanką!

W dniu wyborów włoska scena polityczna w niemal niczym nie przypomina tej sprzed czterech lat. Ostatnie sondaże, ogłoszone na kilka dni przed głosowaniem, dawały prowadzenie partii Bracia Włosi (Fratelli d’Italia). Czy nową włoską premier, zarazem jako pierwsza kobieta, zostanie założycielka i szefowa ugrupowania – Giorgia Meloni?

Jakiś czas temu w przepastnych czeluściach internetu zaczął krążyć wrzucony przez jakiegoś łebskiego youtubera filmik – swego rodzaju montaż z wystąpienia liderki partii FdI na wiecu politycznym, który odbył się w Rzymie w październiku 2019 r. na placu San Giovanni. Ten remix, zmontowany z klubową muzyką w stylu techno, wykorzystywał kilka zdań wykrzyczanych przez Meloni do mikrofonu. Brzmiały one: „Jestem Giorgia, jestem kobietą, jestem matką, jestem chrześcijanką!”.

Bóg, Ojczyzna, Rodzina

W tym wideoklipie ze słowami „Sono Giorgia, sono una madre, sono cristiana!” widać cały potencjał kobiety, która wywindowała w ciągu kilku lat swoją partię na szczyt sondaży i już niedługo może przejąć stery rządu w Italii – ma ona niezwykłą charyzmę, temperament, jest inteligentna, błyskotliwa i w dodatku świetnie wygląda. Gdy przemawia – rozpala się, rozkręca i chwilami faktycznie krzyczy. Potrafi porwać tłumy. Ot, w czerwcu była gościem na wiecu partii VOX w Hiszpanii. Mówiła po hiszpańsku, potem zaczęła wykrzykiwać, przeciwko czemu protestuje – przeciw nachalnej propagandzie LGBT, agresywnemu islamowi, niszczeniu tradycji i rodziny. Hiszpanie aż wstali z emocji, zerwały się okrzyki poparcia i burza oklasków. Zresztą właśnie wtedy Meloni powiedziała słowa, po których rzuciła się na nią lewicowa prasa we Włoszech: „Bóg, Ojczyzna, Rodzina”. Dziennikarz „La Repubblica” Paolo Beirizzi skomentował: „Jak to się dzieje, że na półtora miesiąca przed wyborami, w których rozegra ona swój najważniejszy mecz polityczny życia, przy wietrze w żagle, który dają optymistyczne dla niej sondaże, i z kolacją centroprawicową w ręku, Meloni czuje potrzebę odkurzenia starego sloganu – tej triady faszystowskiej?”. Notabene ponieważ wiele elementów włoskiej kultury politycznej przenika do Polski, znajdując uznanie w środowiskach opozycyjnych, nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” nazwano i u nas „triadą faszystowską”.

W wywiadzie udzielonym dziennikowi „Corriere della Sera” Giorgia odniosła się do użycia tego sloganu, wyjaśniając: „Dla nas, konserwatystów europejskich, oznacza on przede wszystkim to, że czujemy się dziedzicami, że posiadamy świadomość historyczną dziedziczenia tradycji, kultury, tożsamości i poczucia przynależności. Zadaniem konserwatystów jest nie tylko zachowywać to dziedzictwo, lecz także dbać, by wzrastało, by było żywe, by wreszcie trwało wobec zmian, jakie wynikają z toku dziejów. Zatem konserwatyści to nie »ludzie przeszłości«, ale – parafrazując słowa Prezolliniego („Prawdziwy konserwatysta jest przekonany o byciu człowiekiem, jeśli nie jutra, to pojutrza” – przyp. T.Ł.) – »ludzie pojutrza«”. Po czym dodała: „»Bóg, Ojczyzna i Rodzina« to nie slogan polityczny, lecz najpiękniejsze wyznanie miłości, które przemierza wieki. Ma swe korzenie w »pro Aris et Focis« Cycerona („Za ołtarze i ogniska domowe” – przyp. T.Ł.), które od zawsze były fundamentem cywilizacji zachodniej”.

Moje korzenie, moje idee

„Ja jestem Giorgia, jestem matką, jestem chrześcijanką!” – te słowa wykrzyczane na pl. San Giovanni tak przylgnęły do Meloni, że stały się wręcz jej hasłem przewodnim. Do tego stopnia, iż wydanej dwa lata temu autobiografii sama nadała tytuł zaczynający się od „Jestem Giorgia” („Jestem Giorgia, moje korzenie, moje idee”). A potem podzieliła ją na rozdziały: „Jestem Giorgia”, „Jestem kobietą”, „Jestem matką”, „Jestem z prawicy”, „Jestem chrześcijanką”, „Jestem Włoszką”. Kim więc jest Giorgia Meloni? Czy rzeczywiście można ją posądzać o faszystowskie korzenie lub inklinacje? Napisała w książce, że gdy widziała przed sobą morze ludzkich głów na San Giovanni, powiewające włoskie flagi, tego dnia, gdy zaprzysięgano „drugi rząd Conte” (czyli porozumienie lewicy i Ruchu Pięciu Gwiazd), wykrzyczała to wszystko, co ją konstytuuje, co ją stwarza, kim jest, w co wierzy. I dodała ważne: „Nie zabierzecie mi tego!”.

Jakie są owe korzenie, z których wyrasta? Z jednej strony sardyńskie – tata Francesco jest z Cagliari, ale zostawił rodzinę, gdy Giorgia miała 12 lat, i wyemigrował na Wyspy Kanaryjskie. Matka Anna Paratore pochodzi z Sycylii. Meloni zaś urodziła się w Rzymie w 1977 r. To Wieczne Miasto w jakiejś mierze ją „wychowało” (chciała nawet zostać jego burmistrzem, ale przegrała z Virginią Raggi, choć uzyskała bardzo dobry wynik 20 proc.). Studiowała hotelarstwo w rzymskim instytucie Amerigo Vespucci, a potem uzyskała jeszcze tytuł zawodowego dziennikarza. Jej kariera polityczna zaczęła się w 1992 r., gdy miała zaledwie 15 lat! Przystąpiła wówczas do Fronte della Gioventù (Front Młodzieży), będącego częścią partii Movimento Sociale Italiano. To z tego powodu wypomina się jej owe „faszystowskie korzenie”. Dlaczego? MSI została założona w 1946 r. przez Giorgia Almirantego oraz Pina Romualdiego, dwóch byłych funkcjonariuszy reżimu faszystowskiego. Na logo wybrali trójkolorowy płomień z literami M.S.I., który zresztą przeniknął potem jako symbol do innych ugrupowań politycznych. W każdym razie młodzieżowa przybudówka wyrastała na łonie partii o dawnym faszystowskim podłożu ideologicznym – i nawet jeśli w latach 90. mocno się od tego odżegnywano, twierdząc, iż faszyzm dawno temu odszedł do lamusa, to jednak na karierze i życiorysie Meloni ta karta jakoś ciąży. I jest jej zresztą bezwzględnie przypominana przez obecnych adwersarzy politycznych.

Trzeci element włoskiej prawicy

W 1996 r. Giorgia stała się głównym przedstawicielem kolejnego ruchu młodzieżowego włoskiej prawicy – Azione Studentesca (Akcja Studencka), będącego częścią partii Alleanza Nazionale, która powstała w 1995 r. na bazie wcześniejszej MSI, lecz połączyła różne postaci ze środowisk chrześcijańskich, patriotycznych i konserwatywnych. Jej szefem został Gianfranco Fini. W logo pozostał dawny trójkolorowy płomień. Meloni z ramienia partii wystartowała w wyborach samorządowych i została radną Prowincji Rzymu (1998 r.). Rok 2000 to już kierowanie młodzieżowym Azione Giovani. Wreszcie, w 2006 r., dostała się do parlamentu z list Alleanza Nazionale. W rządzie Berlusconiego w 2008 r. otrzymała tekę ministra ds. młodzieży. Od tego czasu zaczęła odgrywać coraz bardziej wyrazistą rolę na włoskiej scenie politycznej. Wyrażała mocnym głosem swoje poglądy – wśród których był sprzeciw wobec destrukcji rodziny, islamskiej i agresywnej imigracji, wobec legalizowania małżeństw homoseksualnych, adopcji dzieci przez homoseksualne pary (o tym wszystkim mówi zresztą do dzisiaj). Znalazła się w drużynie Berlusconiego, została szefową młodzieżowego ruchu w partii Popolo della Libertà (czyli tworu politycznego powstałego z połączenia Forza Italia Berlusconiego oraz Alleanza Nazionale). Jeśli w ostatnich latach Giorgia Meloni stanowiła swego rodzaju „trzeci element” na włoskiej prawicy – sytuując się między Legą Salviniego a Forza Italia – to właśnie dawne polityczne związki z Il Cavaliere oraz bliskość poglądów z Matteem Salvinim wyjaśniają jej dobre kontakty z liderami prawicy.

Bracia Włosi

Wreszcie w 2012 r. zostawiła PdL i założyła – wraz z Guidem Crosettą i Ignaziem La Russą – nową partię – Fratelli d’Italia. Nazwa – Bracia Włosi – to po prostu pierwsze słowa włoskiego hymnu. W logo są od góry kolor niebieski, poniżej paski układające się we włoskie barwy narodowe, wreszcie… płomień w trzech kolorach. Ten sam, który widniał w graficznych formach używanych przez MSI. Czy to jednak wystarcza, by móc – jak to czynią lewicowi adwersarze – przyklejać jej łatkę „faszystki”? Meloni przecież nigdzie nie wygłasza poglądów „faszystowskich” i wyraźnie się od takich skojarzeń odcina – jest po prostu współczesną konserwatystką.

Giorgia robi więc, co może, by teraz, przed wyborami, upewnić – przede wszystkim centrowych wyborców – iż z faszyzmem nie ma nic wspólnego. Nie tylko wyborców, lecz także opinię europejską i światową. Nagrała w trzech językach przesłanie, które opublikowała w internecie (po francusku, angielsku i hiszpańsku). Odniosła się w nim m.in. do trwających już tyle lat rządów lewicy w Italii. Zaprzeczyła jakimkolwiek możliwym sympatiom „profaszystowskim”, stwierdzając dobitnie, że nic nie przyniosło tyle zła światu, co dwa totalitaryzmy – ten wyrosły z faszystowskich inspiracji i ten sowiecki, bolszewicki. Dodała jednocześnie uszczypliwie, że jakoś przeszłość tych, których partie przez długie lata były wprost finansowane przez Moskwę (jak wyrosła na ruchu komunistycznym i socjalistycznym Partia Demokratyczna), nie jest poddawana krytyce, a powinna.

Najważniejsze jednak są jej zapewnienia dotyczące linii możliwego prawicowego rządu, którym w wypadku wygranej mogłaby pokierować. Będzie ona proatlantycka i zdecydowanie taka, jaką ustaliły państwa europejskie wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej – chodzi o wsparcie Ukrainy napadniętej przez imperialne państwo. „Byliśmy, jesteśmy i będziemy skupieni wokół ideałów wolności!” – zapewniła w programie telewizyjnym dziennikarza Brunona Vespę, gdy zapytał ją o tę sprawę. Na kilkanaście dni przed wyborami z misją dyplomatyczną został przez Meloni wysłany prominentny polityk Fratelli d’Italia, Adolfo Urso. Pierwszą stolicą, do której się wybrał, był… Kijów. Kolejna była Warszawa. A następnie Waszyngton. Jak będzie w istocie wyglądała polityka zagraniczna nowego gabinetu? Dowiemy się już niedługo. Ale włoskie wybory mogą przyczynić się do powstania nowego układu sił wewnątrz Unii Europejskiej. To dlatego na kilka dni przed pójściem przez Włochów do urn Ursula von der Leyen zaczęła grozić Italii…

Tekst w swej pierwotnej postaci ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” numer 33 (1514)/2022
 

 

 

 



Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Tomasz Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo