Z OSTATNIEJ CHWILI

Papież: apeluję do prezydenta Rosji o zatrzymanie spirali przemocy i śmierci na Ukrainie • • •

Środa z „Codzienną” – wiesz dużo więcej! 

W ostatnim czasie dużo mówi się o kolejnej unijnej posadzie dla Donalda Tuska. Szef PO w zamian ma doprowadzić do obalenia polskiego rządu. Aby to osiągnąć m.in. straszy politykami z wytatuowaną na czole literą „Z”. W przeszłości jednak sam prowadził politykę uległą wobec Berlina i Moskwy. – Donald Tusk jest politykiem wygodnym dla Niemiec i Rosji. Mają nadzieję, że zrealizuje on ich plany w Polsce – mówi Anna Kwiecień, poseł Prawa i Sprawiedliwości. 

Zdjęcie ilustacyjne
Bartosz Kalich/Gazeta Polska

O scenariuszu powrotu Tuska do Brukseli mówił w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” już w sierpniu prof. Adam Glapiński, szef Narodowego Banku Polskiego. Powiedział wtedy, że w kuluarach na spotkaniu banków centralnych rozmawiano o posadzie dla Tuska i zadaniach, jakie musiałby najpierw wykonać. - W Bazylei, gdzie odbywają się co dwa miesiące regularne spotkania banków centralnych, głównie rozmawia się na temat sytuacji finansowej na świecie. Oczywiście, podobnie jak przy okazji spotkań innych gremiów, w kuluarach dyskutuje się też o polityce międzynarodowej. I od jakiegoś roku mówi się, że zadanie wyznaczone przez Brukselę dla Tuska to nie tylko obalenie przez niego istniejącego w Polsce rządu i wprowadzenie naszego kraju na kurs do strefy euro. Po zrealizowaniu tych zadań Tusk ma wrócić do Brukseli, zostać szefem Komisji Europejskiej i realizować przyspieszoną budowę państwa europejskiego. Rozważane są tylko kandydatury Tuska i Kristaliny Georgiewej, szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jako reprezentantów Europy Centralnej - powiedział „Gazecie Polskiej” prof. Glapiński. Jak wynika z najnowszych doniesień „Wprost”, nieoficjalnie mówi się, że Donald Tusk może otrzymać kolejną posadę w Brukseli. Chodzi o stanowisko szefa Komisji Europejskiej, które obecnie sprawuje Ursula von der Leyen.

W kuluarach niemieccy politycy mieli udzielić Tuskowi poparcia. Szczegóły w artykule red. Huberta Kowalskiego pt. „TUSK: WIELU POLITYKÓW MA LITERKĘ „Z” WYTATUOWANĄ NA CZOLE” w środowej „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Umowy ws. KPO podpisane, ale… - wybrzmiał we wtorek komunikat Komisji Europejskiej. Mimo zawartych z Polską porozumień, KE znów podnosi kwestię wymiaru sprawiedliwości. Wrzawę wokół wypłaty środków studzi prof. Karol Karski. - KPO został zatwierdzony, umowa została podpisana, faktury będą składane - mówi „Codziennej” eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.
„Komisja Europejska podpisała umowy z Polską dotyczące finansowania z Funduszu Odbudowy” - przekazała wczoraj rzeczniczka Komisji Europejskiej Veerle Nuyts. To kolejny krok do wypłaty Polsce środków z Funduszu Odbudowy, choć jeszcze nieostateczny. Do podpisania zostały tzw. Ustalenia Operacyjne - dokumenty określające „dowody potrzebne do wykazania, że poszczególne etapy i cele zostały osiągnięte”. Rzecznika precyzuje, że w przypadku Polski mowa m.in. o „wzmocnieniu niektórych aspektów niezależności polskiego sądownictwa”.

Dziwi komunikat Komisji, wszak przyjęcie przez nią polskiego KPO w czerwcu br. było wynikiem reformy Sądu Najwyższego autorstwa prezydenta. To wtedy zlikwidowano m.in. Izbę Dyscyplinarną, co - jak akcentowała sama szefowa KE Ursula von der Leyen - miało być warunkiem do wypłaty środków z Funduszu Odbudowy. - Porozumienie było, a nie prawie było - przyznał przed kilkoma dniami prezydent Andrzej Duda.

Spokojny o zmaterializowanie KPO jest europoseł PiS prof. Karol Karski. - Mimo wrzawy, proces posuwa się do przodu. Pada wiele słów, dzieje się wokół tego wiele polityki w złym tego słowa znaczeniu, natomiast koniec końców Komisja podejmuje pozytywne decyzje. KPO został zatwierdzony, umowa została podpisana, faktury będą składane - mówi „Codziennej”. Więcej w artykule red. Aleksandra Mimiera pt. „Stara śpiewka Komisji Europejskiej” w „Codziennej” na środę.

W „GPC” obszernie piszemy o Rosjanach i sankcjach, jakie ich spotkają przy ewentualnej próbie wjazdu do Polski. Powiększył się krąg Rosjan, którzy nie będą wpuszczani do Polski. Dotychczas zakaz obowiązywał jedynie turystów Putina, teraz unijnej granicy nie przekroczą także osoby podróżujące m.in. w celach sportowych lub kulturalnych. Taką decyzję podjęto w porozumieniu z Litwą, Łotwą i Estonią. 

Na granicy z należącym do Rosji obwodem kaliningradzki, od 2020 r. nieczynne są przejścia drogowe w Gronowie i Gołdapi, a ruch jest zawieszony zgodnie z wcześniejszym rozporządzeniem MSWiA (wydanym jeszcze w związku z pandemią koronawirusa). W regionie działają jedynie przejścia Grzechotki i Bezledy, ale i tamtędy od ponad dwóch lat nie mogą wjeżdżać na teren Unii Europejskiej obywatele Rosji podróżujący w celach turystycznych. 

Pomimo to, jak niedawno ujawnił portal Niezalezna.pl, przez pół roku jakie minęło od napaści Rosji na Ukrainę - wschodnią granicę Polski, która jednocześnie jest zewnętrzną granicą Unii Europejskiej, przekroczyło aż 70 tysięcy Rosjan. Natomiast Frontex poinformował, że w tym samym czasie na teren wspólnoty wjechał milion obywateli kraju rządzonego przez zbrodniarza Władimira Putina. 

Dlatego już od wielu tygodni w całej Europie dyskutowano o konieczności zablokowania wydawania wiz turystycznych Rosjanom, którzy nierzadko podczas podróży wykorzystywali okazję do putinowskiej propagandy. Niestety, nawet w tej kwestii zabrakło jednomyślności, bo sprzeciw wobec inicjatywy wykazywały przede wszystkim Niemcy i Francja. Dlatego państwa należące do Unii, a równocześnie bezpośrednio sąsiadujące z Rosją, postanowiły dłużej nie czekać. Więcej w artykule red. Grzegorza Brońskiego „Gęstsze sito na polskiej granicy”.

A co tam nowego na ukraińskim froncie? Rosja chce nielegalnie anektować Donbas. Sukcesy ukraińskiej kontrofensywy obniżają morale rosyjskich jednostek, które przed inwazją na Ukrainę były uważane za elitarne – informuje Instytut Badań nad Wojną (ISW). Zdaniem ekspertów niedawna decyzja o niezwłocznym przeprowadzeniu referendum w sprawie przyłączenia do Rosji samozwańczych republik ługańskiej i donieckiej, a także Zaporoża i Chersońszczyzny to przejaw strachu Kremla przed kolejnymi sukcesami Sił Zbrojnych Ukrainy na polu bitwy. 

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy informował wczoraj o tym, że podczas inwazji na Ukrainę zginęło już 54 810 rosyjskich żołnierzy. Jeśli chodzi o  sprzęt wojskowy, rosyjscy agresorzy stracili do tej pory 2216 czołgów, 4724 pojazdy opancerzone, 1323 systemy artylerii lufowej, 318 zestawów artylerii rakietowej, 252  samoloty, 217 helikopterów oraz 168  systemów obrony powietrznej. Wkrótce możemy się spodziewać kolejnej wymiany jeńców pomiędzy Ukrainą a  Rosją, o  czym poinformował prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan podczas rozmowy z  amerykańską telewizją PBS. – Na podstawie porozumienia między Rosją a Ukrainą dojdzie do wymiany 200 jeńców wojennych; myślę, że zostaną podjęte ważne kroki – zauważył prezydent Turcji. Siły Zbrojne Ukrainy kontynuują ograniczone działania ofensywne w pobliżu rzeki Oskił, a także wzdłuż linii Łyman−Jampil−Biłohoriwka. Strona ukraińska systematycznie uderza w  węzły logistyczne oraz zgrupowania wojsk rosyjskich na froncie południowym. Tymczasem siły rosyjskie kolejny już dzień prowadziły ataki na południe od Bachmutu – zauważają eksperci z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW). Więcej w artykule red. Pawła Kryszczaka „Ukraińcy rozprawiają się z rosyjskimi „elitarnymi” oddziałami”.

I na koniec trochę optymizmu. Spadają ceny gazu w Europie i trwa napełnianie magazynów błękitnego paliwa. Pomimo że gaz nie płynie do Europy przez Nord Stream 1, ceny surowca spadły do najniższego poziomu od 8 tygodni. Europa liczy na łagodną zimę, ale również z nadwyżką zapełnia swoje magazyny gazu alternatywnymi do rosyjskiego szlakami dostaw. Według ekspertów ceny gazu nadal będą spadać, nawet podczas sezonu grzewczego na Starym Kontynencie. 

Ceny gazu ziemnego w  Europie spadają już od kilku tygodni. We wtorek rano surowiec w holenderskim hubie TTF w kontraktach październikowych taniał o przeszło 2,7 proc., do nieco ponad 177 euro za megawatogodzinę. W poniedziałek cena ta w pewnym momencie zbliżyła się nawet do 175 euro za MWh, co stanowi najniższy poziom od ośmiu tygodni. Spadały również notowania w kontraktach na listopad o ponad 2,5 proc., do 193 euro za MWh. Jednak w  porównaniu do średniej ubiegłorocznej za ten okres ceny są nadal siedmiokrotnie wyższe. W  dniu ataku Rosji na Ukrainę, 24 lutego br., gaz TTF kosztował ponad 128 euro za MWh, zaś w  szczytowym momencie pod koniec sierpnia notowania były bliskie 350 euro za MWh. Szczegóły w artykule „Spadają ceny gazu w Europie” red. Pawła Woźniaka w środowej „GPC”.

Środa tylko z „Gazetą Polską Codziennie”!

 

 



Źródło: niezalezna.pl

#Gazeta Polska Codziennie

masz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo