Prof. Szymanowski dla Niezalezna.pl: Polska i Węgry padły ofiarą. Wykonano ciężką pracę, żeby nas skłócić

Wiele środowisk i wpływowych mediów - zwłaszcza o niemieckim kapitale - bardzo ciężko pracowało, żeby nas skłócić - powiedział niezalezna.pl prof. Maciej Szymanowski, dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej. Oceniając dalej stosunki polsko-węgierskie przyznał, że "jest rozdźwięk pomiędzy polityką Warszawy a Budapesztu, ale nie ma różnic co do celów".

Wielki Wyjazd na Węgry Klubów "Gazety Polskiej" 2021
fot. niezalezna.pl

Aleksander Mimier, Niezalezna.pl: Lata ostrzegania Unii Europejskiej przed Rosją jako państwem nieprzyjaznym nie przynosiło skutku. Europie Środkowej przyznaje się rację dopiero po ponownej agresji na Ukrainie, a region zyskuje swoją podmiotowość. Zdaje się, że to główna oś, wokół której toczą się dyskusje na Szczycie Konserwatywnym w Bratysławie.

Prof. Maciej Szymanowski, dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej: Fizyk powie zawsze, że czas płynie linearnie. Historyk, którym jestem, powie zaś, że czasami przyspiesza. Jesteśmy właśnie w takim momencie, kiedy zegar historii - pisanej przez wielkie „H” - przyspiesza ewidentnie; widzimy to w wielu punktach. Wojna na Wschodzie, rozstrzygnięcia kolejnych wyborów dalece inne (prof. wskazuje na ostatnie wybory do szwedzkiego Riksdagu) niż przed rokiem czy dwoma byłyby oczekiwane, sytuacja w Europie Środkowej, gdzie wieją wichry historii, wojna informacyjna…

Bardzo cieszę się z tej inicjatywy (Szczytu Konserwatywnego - aut.). Inicjatywy, która skupia ludzi, którzy nie są ideologami, nie są pseudo-dziennikarzami. To osoby zaangażowane w życie publiczne swoich krajów, tutaj w Europie Środkowej głównie. Wiedzą, jak dokonywać zmian i są pozytywnie nastawione do współpracy. Nie jesteśmy tu po to, by wystawiać sobie rachunki krzywd z przeszłości. Patrzymy na szklankę do połowy pełną, z perspektywą kolejnego napełnienia. Jako Europa Środkowa, region najszybciej rozwijający się na świecie w ciągu ostatnich dwudziestu lat, powinniśmy mieć coraz więcej do powiedzenia w Unii Europejskiej. Ta świadomość rośnie. W Polsce jest ona obecna, podobnie jak na Węgrzech. 

Ta inicjatywa świadczy o tym, że Słowacy czują, że chcieliby się pod to podłączyć. Ewidentnie pytają nas: „co mamy zrobić, żeby…?”. Z regionu, który wcześniej był popychadłem - mówię o latach sprzed 1989 roku, ale też po - stajemy się podmiotem. To bardzo dobry sygnał.

W jakich formatach wdrażać w życie omawiane projekty?

Grupa Wyszehradzka jest dwa razy ważniejsza gospodarczo dla największej gospodarki Unii - Niemiec - niż Francja. Miejmy świadomość tych proporcji. Ta sama Grupa Wyszehradzka, która była w stanie zatrzymać pomysł masowej migracji nieeuropejczyków do Europy kilka lat temu. W tym formacie jesteśmy w stanie jeszcze bardzo dużo zrobić.

Ponadto mamy Inicjatywę Trójmorza - porozumienie wschodniej flanki NATO i państw Unii Europejskiej. Mamy również miękki format - od Gruzji i Armenii po Austrię - Europę Karpat, czemu patronuje Sejm i marszałek Marek Kuchciński. 

Jeśli pojawiają się głosy, że „coś się nie da”, w tej części Europy zazwyczaj się da. Tak mówi Polska, tak mówią Węgry; potem dołączają kolejne państwa. Tak to jest, że musimy być samotną flagą na okręcie, który ciągnie resztę. Nie bójmy się tego, to rola Polski. Bardzo dobrze, że w ostatnich latach nasze rządy - najpierw premier Beaty Szydło, dziś premiera Mateusza Morawieckiego - mają tego pełną świadomość. Co nie oznacza, że nie ma problemów z tą strategią.

Jak ocenia pan stosunki polsko-węgierskie, blisko siedem miesięcy po wybuchu wojny na Ukrainie? Przekaz części mediów rysuje obraz podzielonych bratanków.

Polska i Węgry padły ofiarą. Przekręcano wypowiedzi premierów Mateusza Morawieckiego oraz Viktora Orbana. Wiele środowisk i wpływowych mediów - zwłaszcza o niemieckim kapitale - wykonało bardzo ciężką pracę, żeby nas skłócić. Nikt oczywiście nie kwestionuje tego, że jest rozdźwięk pomiędzy polityką Warszawy a Budapesztu. Nie ma jednak różnic co do celów; Węgry nie mają wątpliwości, że to Rosja napadła na Ukrainę i to Rosja musi się wycofać z Ukrainy. Na Węgrzech na pewno nie ma poparcia dla Rosji. Jest tam różnica zdań co do taktyki.

Węgrzy się bardzo boją, że w momencie, kiedy zabraknie gazu, a przemysł stanie, dojdzie do porozumienia ponad państwami, na przykład w formacie Niemcy-Francja-Rosja. Węgrzy pamiętają to, co stało się po aneksji Krymu. Pomnikiem ataku na Ukrainę w 2014 roku jest Nord Stream 2. Pamiętajmy, że to przeforsowały Niemcy. Gdyby wtedy obowiązywała zasada głosowania większościowego i braku weta, wszyscy finansowalibyśmy z naszych podatków, również polskich, budowę tego gazociągu.



Uczestnicy Szczytu Konserwatywnego omawiali wyzwania, przed którymi stoi współczesna Europa. Wyzwania były rozpatrywane z uwzględnieniem perspektywy regionu Europy Środkowej oraz w kontekście wartości i dziedzictwa chrześcijańskiego. Dyskutowano również o rosyjskiej agresji na Ukrainie czy tendencjach centralizacyjnych w UE.

Szczyt organizowany jest przez Wspólnotę Ladislava Hanusa - to akademickie stowarzyszenie ze Słowacji. Organizatorzy wydarzenia podkreślają, że Polska stanowi dla nich pozytywny przykład wdrażania konserwatywnej agendy w życiu publicznym.

Ladislav Hanus był rzymskokatolickim księdzem, historykiem sztuki oraz wybitnym przedstawicielem słowackiej filozofii kultury, który żył w latach 1907-1994.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo