Rocznica śmierci dr. Targalskiego. To on już dekadę temu przewidział proces wyzwalania się Ukrainy i klęskę Rosji

Dziś mija pierwsza rocznica śmierci dr. Jerzego Targalskiego. Historyk dał się poznać dzięki książkom z serii „Resortowe Dzieci”, później zaś dzięki programowi „Geopolityczny Tygiel” na antenie Telewizji Republika. Dla wielu był autorytetem w zagadnieniach dotyczących geopolityki czy służb specjalnych. Dziś przypominamy jedną z jego analiz, w której przewiduje on proces wyzwalania się Ukrainy z rosyjskiej zależności i ostateczną przegraną Rosji. Tekst ukazał się na łamach miesięcznika „Niezależna Gazeta Polska. Nowe Państwo” w grudniu 2013 roku. Targalski prognozował, że opisywany przez niego proces potrwa "dekadę, może dłużej". Dziś widzimy już, jak precyzyjne były te wyliczenia.

Fot. Filip Blazejowski Gazeta Polska

Dr Jerzy Targalski związany był od wielu lat z mediami Strefy Wolnego Słowa. Tomasz Sakiewicz wspominając go po jego śmierci mówił wprost:

Jurek był jednym z najwybitniejszych analityków geopolitycznych, jakiego w życiu poznałem. Jego analizy można porównać tylko z tym, co robią najlepsze amerykańskie think-tanki. Ogromna znajomość świata, szczególnie polityków, krajów czy procesów, które często działy się w regionach dla nas zupełnie egzotycznych, a mających wpływ na światową geopolitykę.
- tak wspominał dr. Jerzego Targalskiego redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”.

Poniżej publikujemy w całości tekst dr. Jerzego Targalskiego pt. "Rosja bez Ukrainy" z Numeru 12 (94)/2013 miesięcznika „Niezależna Gazeta Polska. Nowe Państwo”:

Rozpoczął się proces wyzwalania się Ukrainy z rosyjskiej zależności. Potrwa on dekadę, może dłużej, ale ostateczna przegrana Rosji jest przesądzona, mimo możliwych okresowych wahnięć. Zastanówmy się, jakie znaczenie ma Ukraina dla Rosji i czym będzie ten kraj bez zwasalizowanej Ukrainy.

Za czasów carskich i sowieckich Ukraina miała dla Moskwy znaczenie gospodarcze i geopolityczne. Surowce, przemysł wydobywczy, za Sowietów także zbrojeniowy oraz zboże stanowiły ważne elementy gospodarki państwa. Potencjał ludnościowy, czyli wielkość poboru do wojska i położenie, dawały korzyści geopolityczne, przede wszystkim możliwości ekspansji na Bałkany, skąd droga prowadziła do Konstantynopola i panowania na Morzu Czarnym. Co z tego aktualne jest dziś?

Znaczenie ekonomiczne

Dla Rosji neoimperialnej znaczenie gospodarcze Ukrainy jest niewielkie. Przemysł jest przestarzały i dubluje rosyjski. Poza tym warunki państwa zależnego, ale odrębnego, nie pozwalają traktować gospodarki Ukrainy jako części ekonomii rosyjskiej. Ukraina ważna jest tylko jako importer gazu (27 mln metrów sześciennych), ale już import ropy stał się śladowy (zaledwie 1–2 mln ton). Spada też znaczenie Ukrainy jako kraju tranzytowego dla tych surowców. Ukraina jest słabym płatnikiem, a warunkiem zachowania nad nią kontroli jest dostarczanie gazu po niższych cenach, czyli brak zysków. Jako rynek Ukraina ogranicza zakupy towarów rosyjskich i trend ten utrzymuje się, gdyż import z Zachodu rośnie kosztem zakupów w Rosji. Wprawdzie nadal bilans jest dla Rosji dodatni (27 do 17 mld dolarów), ale Ukraina nie ma pieniędzy.

Tranzyt miał znaczenie tylko do czasu otwarcia dróg alternatywnych. W 2013 r. przez Ukrainę przepompowano jedynie 75 mld metrów sześciennych gazu (maksymalne możliwości 124 mld metrów sześciennych). Wydajność Blue Streamu z Noworosyjska (Bieriegowaja) do Turcji wynosi 16 (z drugą nitką będzie 30 mld metrów sześciennych), a budowanego South Streamu 60 mld metrów sześciennych. Oznacza to, że gdyby Rosja ukończyła South Stream, mimo oporu Unii, mogłaby zamknąć tranzyt gazu przez Ukrainę. Podobnie stało się już z przepompowywaniem ropy przez Lisiczansk do Noworosyjska, gdy tylko uruchomiono nowy ropociąg rosyjski Suchodolnaja–Radionowskaja, omijając terytorium Ukrainy.
Przypomnijmy, że rurociągi BTS-1 i BTS-2, przebiegające po terytorium Rosji, docelowo razem będą przepompowywały 200 mln ton ropy, to jest cztery razy więcej niż możliwości rurociągu Drużba.

Przez Ukrainę Rosja może maksymalnie przepompować około 80 mln ton ropy (do Użhorodu – 28 i z Samary do Lisiczanska – 50 mln ton).

Tymczasem to Noworosyjsk jest już głównym portem eksportowym ropy. Z Tengiz może Noworosyjsk otrzymywać 35 mln ton ropy rocznie (docelowo 70), a z Baku 15 mln ton. Dodatkowo pobliskie Tuapse otrzymuje 15 mln ton. Te docelowe 100 mln ton rocznie ropy miałoby wypełnić trzy planowane naftociągi bałkańskie: Ambo (przez Burgas) – 15 mln ton (docelowo 35), Burgas-Aleksandrupolis – 15 mln (docelowo 35) i Paneuropejski (przez Kontancę) – 30 mln ton.

W tej chwili przez Noworosyjsk i Tuapse eksportuje się już około 47 mln ton, podczas gdy faktyczny tranzyt ropy przez Ukrainę spadł do 20 mln ton.

Widać więc, że Ukraina nie ma już znaczenia dla tranzytu ropy i Rosja robi wszystko, by ten kraj wyeliminować. Stąd jego utrata nie uderzy w gospodarkę rosyjską opartą na eksporcie i reeksporcie ropy i gazu.

Czynnik imperialny

Flota rosyjska tradycyjnie kontrolowała z Sewastopola Morze Czarne i na razie nie ma bazy alternatywnej, ale to nie znaczy, że nie może jej zbudować. Sewastopol jest z tego punktu widzenia ważny, ale nie jest niezastąpiony.

Kluczowe znaczenie Ukraina ma więc tylko dla polityki imperialnej i jej warstwy symbolicznej. O ile dla Zachodu droga na Kaukaz wiedzie przez Ukrainę, o tyle dla Rosji blokuje ona dostęp do Bałkanów i starego celu Konstantynopola.

Bez Ukrainy Rosja musi zrezygnować z programu neoimperialnego. Traci też dla niego uzasadnienie w postaci tezy o „zbieraniu ziem ruskich”. W tym sensie Putin ma rację, że serce Rosji bije na Ukrainie, ale jest to serce Rosji imperialnej, zagrażającej Europie.
Walka o Ukrainę jest nawet w większej mierze walką o symbole niż o rzeczywisty zasięg kontroli, gdyż przekreślając osiągnięcia Rosji od czasów Piotra Wielkiego, jest ciosem w istotę jej polityki. Dlatego car, który utraci Ukrainę, pokaże swoją niezdatność do zasiadania na Kremlu i pozbawiony zostanie władzy. Putin będzie więc walczył do końca, co nie znaczy, że wygra. Przegrana zaś musi zostać przyozdobiona w odpowiednie szaty symboliczne walki z agresją Zachodu i obietnicy rewanżu.

Dyskusje o tym, że „Rosja nigdy nie wypuści Ukrainy”, są charakterystyczne dla duszy niewolniczej. To niewolnik zastanawia się, czy pan pozwoli, czy zgodzi się, czy wybatoży? Wyeliminowanie zależności od Rosji zależy od stosunku i układu sił oraz od woli zainteresowanych. Rosja słaba może się nie zgadzać na wolność Ukrainy, tak samo skutecznie jak Rzym na utratę Galii. Germanie jakoś sobie takich pytań nie zadawali, tylko brali, co chcieli, gdyż mieli przewagę.

Kluczem jest Białoruś

Z punktu widzenia geopolitycznego tak długo, jak celem Moskwy pozostaje Europa, najważniejsza dla Rosji nie jest Ukraina, lecz Białoruś. To z Białorusi można przeciąć Ukrainę z północy na południe, a więc odbić. Stąd można też otoczyć państwa bałtyckie i zagrozić im, wreszcie stąd przez Polskę wiedzie droga do Niemiec. Dopiero więc wyrwanie Białorusi zabezpieczy Pomost Bałtycko-Czarnomorski przed Rosją i umożliwi stworzenie południkowej infrastruktury między Skandynawią a Turcją, Kaukazem i Bliskim Wschodem.

Z drugiej strony, nawet osłabienie wpływów rosyjskich na Ukrainie, nie mówiąc już o ich eliminacji w stopniu istotnym, będzie oddziaływało właśnie na Białorusinów. Poddani promieniowaniu idei niezależności z południa, północy i zachodu, również zaczną oddalać się od Rosji. Dlatego najważniejsza batalia o wyzwolenie Pomostu Bałtycko-Czarnomorskiego rozegra się na Białorusi. Tu też tkwi tajemnica tolerowania Łukaszenki jako skutecznej bariery przed zbliżeniem z Zachodem. Rosja starała się za wszelką cenę przejąć tamtejszą infrastrukturę, by kontrolować Białoruś pod względem gospodarczym i tą drogą mieć wpływ na władze polityczne, nawet gdyby się wymknęły spod jej kontroli. Celem dla Rosji nigdy nie jest gospodarka, lecz ekspansja polityczna, a ekonomia stanowi jedynie instrument polityki imperialnej.

Rosja XVI wieku

Wyzwolenie się Pomostu Bałtycko-Czarnomorskiego z rosyjskiej kontroli będzie miało trzy konsekwencje.

Dla Polski oznaczać będzie gwarancje bezpieczeństwa ze strony Rosji, a więc upadek wpływów jej agentury. Najważniejsze staną się dla nas stosunki z państwami Pomostu z jednej strony i z Niemcami z drugiej. Stąd też znaczenie związków z USA jako czynnika równowagi w tych stosunkach.

Centrum Europy przesunie się ze starej Unii na Wschód, a jednocześnie Europa zamiast wzdłuż osi od Szczecina do Triestu podzieli się grosso modo równoleżnikowo na strefę północną i śródziemnomorską.

Rosja będzie musiała się ostatecznie pożegnać z marzeniami o imperium, co powinno wywołać głęboki wstrząs, spowodować całkowitą zmianę charakteru tego państwa i przewartościowanie dotychczasowej tradycji. Wtedy nastąpi rzeczywista europeizacja kraju, który wreszcie zacznie troszczyć się o swych obywateli, a nie podboje i eksport kryzysów wewnętrznych. Wraz z rosnącym znaczeniem narodów muzułmańskich i rolą czynnika demograficznego można spodziewać się ich oderwania. Rosja stałaby się wówczas krajem europejskim.

Możliwy też jest wariant pesymistyczny. Oznaczałby on przekształcenie się Rosji w państwo azjatyckie, o znacznej ludności niesłowiańskiej, któremu ton nadawaliby Eurazjaci. Taka Rosja byłaby już nawet nie sojusznikiem, a „młodszym bratem” Chin i w oparciu o nie usiłowałaby prowadzić politykę rewanżystowską. To jednak Pekin decydowałby, kiedy i co wolno byłoby zrobić Moskwie.

Koniunktury

USA i Niemcy są zainteresowane uniezależnieniem się Ukrainy od Rosji tylko okresowo i taktycznie. W wypadku Ameryki zainteresowanie Ukrainą pojawia się na ogół w drugiej kadencji danego prezydenta, gdy miłość do Rosji ustępuje rozczarowaniu, a w ostatnim wypadku próby posłużenia się Moskwą przeciwko Pekinowi zawiodły. Wciąż bowiem obowiązuje koncepcja Samuela Huntingtona, iż Rosję należy przekupić, by ją pozyskać, lub zneutralizować w starciu USA z Chinami. Jakoś Amerykanie nie są w stanie dostrzec, iż sojusz chińsko-rosyjski leży w podstawowym interesie obu państw i na dawny konflikt patrzą ahistorycznie.

Drugą przyczyną regularnych powrotów do gwałtownej i gorącej miłości do Rosji jest zmiana cara. W nowym zawsze widziany jest skryty miłośnik wolności, Zachodu, a przede wszystkim porozumienia cudzym kosztem. Pojawiają się też nadzieje na rzekomo świetne biznesy z Rosją i wspaniały rynek, który potem okazuje się wielkości holenderskiego i pewności interesów mniejszej niż w Burkina Faso.

Polityka niemiecka i amerykańska może w każdej chwili zmienić się na rzecz sojuszu z Rosją, a więc przeciwko Ukrainie.

Polityka Polski stale będzie zainteresowana niepodległością Ukrainy, by odsunąć zagrożenie rosyjskie. Dlatego polski stosunek do niepodległości Ukrainy nie ma charakteru koniunkturalnego ani taktycznego. Dla Ukrainy i Polski współpraca wynika więc z interesu geopolitycznego. Oba kraje powinny wykorzystać koniunkturę na pomoc niemiecką i amerykańską, pamiętając, iż może się szybko skończyć. Błędem byłaby gra przeciwko sobie w nadziei, że zewnętrzny układ polityczny jest stały.

Z rosyjskiego punktu widzenia okresy koniunktury dla wasali należy przeczekać bez utraty aktywów lub przekroczenia punktu krytycznego. Byłby nim taki poziom strat, który uruchamia dynamikę procesu i czyni powrót do status quo niemożliwym.

Wobec Polski i Ukrainy w interesie Rosji leży natomiast trwałe uniemożliwienie współpracy i pogłębianie sztucznych konfliktów przy pomocy agentury wykorzystującej z jednej strony nastroje antyunijne i antyniemieckie oraz głębokie rozczarowanie Ameryką, a z drugiej – bazującej na nienawiści do Ukraińców opartej na doświadczeniach z okresu II wojny światowej.

Czynnik amerykański

Teza, iż w Polsce USA nie mają z kim rozmawiać, gdy jedni służą Rosji, a drudzy krytykują Amerykę, jest słuszna. Taki stan rzeczy wynika jednak z polityki amerykańskiej. Skoro koniunktura się zmieniła i Stany Zjednoczone chcą mieć nad Wisłą z kim rozmawiać, muszą sprzedanych wykupić z niewoli, do której ich wepchnęli. Tym wykupem powinno być ujawnienie prawdy o Smoleńsku. Inaczej będą traktowani jedynie jako potrzebujący Polski do postraszenia Rosji, a nie jako taktycznego choćby sojusznika do czasu nowych wyborów w USA albo zmiany na Kremlu. I tu widzimy, jaka jest jakościowa różnica w obecnej polityce amerykańskiej wobec Polski i Ukrainy.

Podczas gdy Polska pozostaje niejako w zanadrzu, a więc nadal uznawana jest za teren polityki niemieckiej, i nie ma żadnych ruchów, by nawet ułatwić rodzimym siłom usunięcie od steru rządów orientacji prorosyjskiej i służalczej, w Kijowie politycy amerykańscy obu partii udzielili pełnego poparcia Majdanowi.

Viktoria Nuland uderzyła w interesy oligarchów, uprzedzając Rinata Achmetowa, że sankcje skierowane będą także w osoby finansujące Partię Regionów, co oznacza ultimatum: albo porzucicie Janukowycza, albo poniesiecie konsekwencje.

Christopher Murphy, przewodniczący Komitetu Europejskiego w Senacie, stwierdził do zebranych na Majdanie, że „przyszłość Ukrainy znajduje się w zjednoczeniu z Europą i USA, które popierają ten Wasz wybór” i wezwał, by „kontynuować walkę”.

John McCain podkreślił: „Jesteśmy tu […], by poprzeć prawo Ukrainy do zmiany swego losu”.

W ten sposób Stany Zjednoczone jasno zaangażowały się po stronie Ukrainy, co musi spowodować dekompozycje w obozie oligarchicznym i stwarza perspektywy dla walki Ukraińców nie tylko z dyktatem Moskwy, lecz także o zmianę kleptokratycznego reżimu.

Dzieje się tak, ponieważ poparcie aspiracji ukraińskich uderza bezpośrednio i wyłącznie w interesy neoimperialne Rosji. Jest więc logicznym wyborem w sytuacji, gdy Rosja sprzymierzona z Chinami uderza w interesy amerykańskie. Poparcie na taką skalę Polski, która siedzi cicho i troszczy się, by Putin był zadowolony, byłoby niepotrzebną stratą energii.

Rosja ma więc racjonalne podstawy, by liczyć na sukces swej polityki w Polsce.

Gra Polską

Rosja, by móc przeczekać dekoniunkturę bez strat, musi przede wszystkim zneutralizować Polskę i powstrzymać ją przed zaangażowaniem się w sprawy Pomostu Bałtycko-Czarnomorskiego lub uczynić owo zaangażowanie fikcyjnym, nad czym skutecznie pracuje Radosław Sikorski. Nie chodzi tu tylko o postawę służalczego wobec Moskwy rządu warszawskiego, gdyż tu wystarczy wizyta ministra spraw zagranicznych Ławrowa i przypomnienie, kto rozdaje karty i dysponuje archiwami, ale o postawę większości społeczeństwa, sparaliżowanie polityki wschodniej opozycji, bojącej się utraty głosów, i wypromowanie opozycji antysystemowej, a więc wiarygodnej, a jednocześnie współdziałającej z Rosją.

Propaganda rosyjskiej agentury wpływu jest nakierowana na wykorzystanie strachu przed Rosją większego niż w PRL-u przed Sowietami, wzmocnienie autentycznych wątpliwości i obaw, wyolbrzymienie zagrożeń i posługiwanie się historycznymi kliszami, by obezwładnić Polaków. Najważniejszym celem Moskwy jest, byśmy nie działali.

Mamy więc periodyczne informacje o iskanderach, czyli straszenie wojną, co ma spowodować, iż złamani już duchowo Polacy będą siedzieli cicho. Do tego dochodzą groźby wojny ekonomicznej, co ma również wywołać efekty psychologiczne wobec znikomego znaczenia rynku rosyjskiego dla całej gospodarki.

Z punktu widzenia skuteczności ważniejsze jest jednak pogłębianie rozczarowania polityką USA i wzmacnianie poczucia zagrożenia ze strony Unii i Niemiec. Nie chodzi o to, że problemy te nie istnieją, ale sztuka polega na takim ich przedstawieniu, wyolbrzymieniu i żonglowaniu nimi, by wywołać zniechęcenie, bierność i marazm, bo wszystko będzie źle i przeciwko nam, więc siedźmy i czekajmy.

Dewiacje przychodzące z Unii Europejskiej przedstawiane są jako narzucane siłą, gdy tymczasem instalują je w Polsce elity polityczne i kulturowe wybierane i uwielbiane przez większość Polaków.

Niechęć do Unii jest wykorzystywana do blokowania poparcia dla Ukrainy, która właśnie w Unii widzi ratunek przed Rosją. Okazuje się, że popieranie aspiracji unijnych to „wpychanie w ręce Rosji”, czyli rozumując à rebours – nieprzeszkadzanie w podporządkowaniu się Rosji byłoby zbliżaniem do Unii. Trzymanie Ukrainy z dala od Unii to jej „ratowanie przed dewiacjami”, gdyż, jak wiadomo, Rosja stanowi zdrowy, a przynajmniej lepszy model.
Słyszymy o legalnie wybranym prezydencie Janukowyczu od ludzi, którzy jednocześnie negują wolność wyborów w Polsce. Jakby w oligarchicznej Ukrainie w ogóle jakaś demokracja istniała.

Oczywiście, miejsce centralne zajmuje nierozliczona sprawa Wołynia. Okazuje się, że Majdan szykuje się do nowego Wołynia i pod przewodem „Swobody” chce zmienić granice Polski. Ukraińcy awansują na głównego wroga, który „zawsze” walczył przeciwko Polsce, „bardziej niż Rosjanie i Niemcy”. Dyskutowanie z tymi bredniami nie ma sensu, gdyż taki jest cel Rosji. Chodzi o to, by z nich uczynić temat debaty publicznej, by Polska i Polacy byli nieobecni na Ukrainie, by w ten sposób ułatwić sterowanie Ukraińcami i narzucić im obraz Polski korzystny dla celów rosyjskich. Celem jest uniemożliwienie jakiegokolwiek wpływu Polski na stosunek Ukraińców do Polaków.

Optymalnym rozwiązaniem dla Rosji jest obudzenie maniakalnych nastrojów powrotu do Lwowa, podziału Ukrainy, przyłączenia Ukrainy Zachodniej itp. Wystarczy bowiem, że takie głosy będą pojawiały się w Internecie, a będzie można je wykorzystać do sterowania z kolei Ukraińcami, jako obraz polskiej opinii publicznej.

Gros roboty, rzecz jasna, nie wykonuje rosyjska agentura wpływu. Ona tylko podrzuca tematy ludziom często działającym w dobrej wierze, ale opanowanym jedną maniakalną myślą. Terenem walki jest Internet, gdzie wystarczy jeden agent, by sterować dziesiątkami maniaków i ludźmi naiwnymi.

Te nastroje budują atmosferę korzystną dla odbudowy ruchu narodowego, który obok uwiarygodniających haseł walki z rodzimą oligarchią i złodziejami oraz agenturą wysunie hasło z jednej strony sojuszu z Rosją i Cerkwią przeciwko zachodnim dewiantom, a z drugiej – zdystansowania się od Ameryki i przeciwdziałania razem z Rosją zagrożeniu ze strony nacjonalistów ukraińskich, którzy przyłączają Rzeszów do Ukrainy. Robert Winnicki już radzi nie wtrącać się i obserwować, nie pomagać, czyli nie pchać Ukrainy w ręce Rosji itp. Powodzenie tej akcji zabetonowałoby Polskę w rosyjskiej strefie wpływów politycznych i oczywiście jeszcze wzmocniłoby rodzimy system kleptokratyczny i mafijny. A koniunktura dla naszej aktywnej polityki może szybko się skończyć. Podobnie było poprzednio. Wtedy także agenturze i ludziom zapatrzonym w schematy udało się zablokować polską polityką wschodnią. 


W swojej pracy zajmował się problemem przemian ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej i udziałem w tym procesie służb specjalnych. Wielokrotnie wskazywał na niebezpieczeństwo związane z funkcjonowaniem w przestrzeni politycznej i gospodarczej byłych funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki.

Tematy te szeroko podejmował w swoim programie na antenie Telewizji Republika - „Geopolityczny tygiel”. Popularna seria zatrzymała się na 199 odcinkach. Stan zdrowia prowadzącego nie pozwolił na zrealizowanie jubileuszowej, 200. odsłony. Komplet programów dostępny jest na kanale YouTube Telewizji Republika.

Poniżej udostępniamy playlistę ze wszystkimi archiwalnymi wydaniami programów dr. Targalskiego:

Formuła programu była prosta - dr Targalski omawiał założone zagadnienie w swoim domu, na tle pokaźnej biblioteki, charakterystycznie rzadko spoglądając w obiektyw kamery. Żaden z epizodów nie mógł odbyć się bez gościa - kota. Historyk był miłośnikiem zwierząt. Na okoliczność 100. odcinka, w programie przedstawił pięcioro swoich kompanów. To kolejno: Barbarossa (Barbiś), Herszt (Hersio), Lisio, Tomek i Czarnuszek. Do szczegółowego omówienia każdego z futrzanych przyjaciół odsyłamy do artykułu „Niesamowity 100. odcinek "Geopolitycznego tygla". POZNAJ KOTY DR TARGALSKIEGO!”.

Ciekawostką jest, że za sprawą jednego z nich - o dr. Targalskim usłyszał dosłownie cały świat. Wszystko przez wypowiedź historyka w programie „Nieuwsuur” holenderskiego publicznego nadawcy NTR w lipcu 2018 roku, a właściwie… niespodziewanego gościa. Gdy kot wdrapał się na ramiona dr. Targalskiego, ten bez mrugnięcia okiem kontynuował wypowiedź. Co jakiś czas odpychał jedynie ogon, którym kot zasłaniał mu oczy.

 



Źródło: Niezalezna.pl, Radio Poznań, Telewizja Republika

 

Piotr Łukawski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo