Środa z „Codzienną” – dobry wybór! Nowe smoleńskie kłamstwa TVN

Podkomisja smoleńska „ukryła” amerykański raport obalający tezę o zamachu - zasugerował TVN w reportażu pt. „Siła kłamstwa” w programie „Czarno na białym”. To kolejna smoleńska manipulacja tej stacji, podobna do wymyślenia przez TVN słów kpt. Arkadiusza Protasiuka: „jak nie wylądujemy, to nas zabiją” - które posłużyły do nagonki na polskich pilotów.

Gazeta Polska Codziennie

Według programu TVN, z symulacji NIAR wynika, że „komputerowy tupolew” upadł w tym samym miejscu co prawdziwy samolot, i że skrzydło po zderzeniu z brzozą złamało się prawie do końca i mogło się zupełnie urwać. Ponadto - twierdzi TVN – „w ostatecznym raporcie podkomisji Macierewicza cytowane są tylko fragmenty z załączników do raportu NIAR, ale wszystkie badania, które wskazują, że w Smoleńsku doszło do wypadku, zostały ukryte”. Twierdzenia te mają jednak tyle wspólnego z prawdą co wymyślone słowa kapitana Protasiuka „Jak nie wylądujemy, to nas zabiją” - czyli nic. Przede wszystkim – i to największa kompromitacja stacji - jako rzekome wyniki badań amerykańskiego instytutu NIAR (National Institute for Aviation Research) przedstawiono... rekonstrukcję na podstawie danych źródłowych dostarczonych przez podkomisję, opartych na raporcie Millera. Trzeba tu bowiem wyjaśnić, że Amerykanie mieli na zlecenie podkomisji smoleńskiej sprawdzić, czy "oficjalna" wersja przebiegu katastrofy smoleńskiej – ta z raportów Millera i Anodiny - jest zgodna z prawdą. Już w 2020 r. Antoni Macierewicz mówił „Gazecie Polskiej: „Jednym z najważniejszych celów badań prowadzonych przez NIAR miała być falsyfikacja lub weryfikacja oficjalnych hipotez, jakie zostały sformułowane w kwestii tragedii smoleńskiej. Mowa tu o koncepcjach zawartych w raporcie MAK czy tzw. raporcie Millera. I to - czyli weryfikacja i falsyfikacja owych hipotez - zostało zrobione”. Więcej w artykule red. Grzegorza Wierzchołowskiego pt. „Nowe smoleńskie kłamstwa TVN” w środowej „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Nie ustają również ataki na prof. Wojciecha Roszkowskiego i jego podręcznik Historia i Teraźniejszość. Środowiska opozycyjne stworzyły inicjatywę, w ramach której sprzeciwiają się przedmiotowi HiT oraz podręcznikowi prof. Roszkowskiego. Domagają się nauczania m.in. o „historii queerowej” w szkołach. Akcję pośrednio wspierają m.in. organizacje miliardera George’a Sorosa oraz niemieckie fundacje. Szereg podmiotów zawiązało Sieć Organizacji Społecznych dla Edukacji, które domagają się różnych zmian w szkolnictwie, sprzeciwiają się polityce ministra Przemysława Czarnka i zachęcają nauczycieli do bojkotu podręcznika prof. Roszkowskiego do przedmiotu Historia i Teraźniejszość. Domagają się reformy w różnych obszarach nauczania, m.in. zmian dotyczących historii. „Potrzebujemy innego punktu ciężkości w uczeniu (się) historii: więcej historii globalnej (w tym europejskiej), uzupełnionej mikrohistorią, historią regionalną i lokalną. Więcej historii społecznej, gospodarczej, kulturalnej oraz historii nauki, więcej współczesności, herstorii (perspektywy kobiet), historii queerowej i postkolonialnej” – czytamy na stronie SOS dla Edukacji. Stwierdzono, że obecny sposób nauczania historii „służy raczej umacnianiu i rozwijaniu postaw nacjonalistycznych”. W ramach SOS dla Edukacji powstał Obywatelski Pakt dla Edukacji. Proponowane zmiany w oświacie poparły m.in. Fundacja Batorego, Amnesty International, Komitet Obrony Demokracji, Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz ruch samorządowy Tak dla Polski, na czele którego stoi Rafał Trzaskowski. Więcej w artykule red. Huberta Kowalskiego pt. „Niemieckie fundacje finansują walkę z HiT” w „Codziennej” na środę.

W „GPC” publikujemy reportaż z Ukrainy, a konkretnie ze Lwowa. Lwów nie jest specjalnie zatłoczony – pisze red. Jarosław Żukowski. - Odkąd wybuchła wojna, turystów jak na lekarstwo, a wśród mieszkańców głównie kobiety, młodzież, dzieci i starcy. Poruszenie wywołuje grupa Polaków. Przywiozła jeepa dla armii ukraińskiej i będzie go chciała publicznie przekazać jej
przedstawicielowi. Lwowski rynek nic a nic nie stracił ze swojego uroku. Mijam Lwowską Kopalnię Kawy. Podobno mają tu najlepiej paloną 100-procentową arabikę w Europie. Kilkanaście metrów dalej podziwiam piękny lwowski ratusz, a obok niego … rosyjski sprzęt wojskowy. Jest samobieżna haubica Goździk. Jest część systemu rakiet kierowanych ziemia-powietrza Buk oraz systemu rakiet przeciwpancernych Szturm. Zniszczony, zajęty rdzą nie budzi ani strachu ani respektu mieszkańców, którzy licznie przychodzą obejrzeć te „cuda” sowieckiej techniki wojskowej. Ale trzeba już wracać na Halicką, bo tam zaraz odbędzie się szczególna uroczystość. Grupa Polaków przywiozła jeepa dla armii ukraińskiej i będzie go chciała publicznie przekazać jej przedstawicielowi. Więcej w reportażu red. Jarosława Żukowskiego „Lwów dziękuje Polakom”.

A co tam nowego na froncie? Kremlowi kończą się zapasy amunicji! Podczas kontrofensywy w obwodzie charkowskim wojska ukraińskie wzięły do niewoli kilka tysięcy rosyjskich żołnierzy oraz zdobyli dziesiątki sztuk sprzętu wojskowego, który nie został wycofany na czas przez Rosję. Jak informował niedawno ukraiński wywiad wojskowy, Kreml stara się zakupić amunicję do systemów artyleryjskich od państw Azji Centralnej. Sytuacja ta może świadczyć o powolnym wyczerpywaniu się rosyjskich zapasów pocisków artyleryjskich. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy informował wczoraj, że Rosja podczas inwazji na Ukrainę straciła już 53  300 żołnierzy oraz, jeśli chodzi o  sprzęt wojskowy, 2175 czołgów, 4662 pojazdy opancerzone, 1279 systemów artylerii lufowej, 311 zestawów artylerii rakietowej, 244 samoloty, 213 helikopterów oraz 165 systemów obrony powietrznej. Siły ukraińskie nadal osiągają znaczące zwycięstwa w  obwodzie chersońskim i  systematycznie obniżają morale i zdolności bojowe sił rosyjskich na tym obszarze – zauważają eksperci z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW). Więcej w artykule red. Pawła Kryszczaka „Ukraińcy biorą do niewoli tysiące rosyjskich żołnierzy”.

I na koniec nasza walka z Brukselą. Kontrowersje wokół propozycji KE w sprawie walki z kryzysem energetycznym. Pomysł Komisji Europejskiej obowiązkowego ograniczania zużycia energii i podatku dla firm, które dzięki wysokim cenom surowców osiągają duże zyski, budzi w UE kontrowersje. – Żadnych przymusowych ograniczeń nie powinno być – twierdzi rzecznik rządu Piotr Müller. Minister finansów Magdalena Rzeczkowska uważa, że firmy, zamiast płacić nowe podatki, powinny inwestować w transformację energetyczną. Jak donosi Bloomberg, szefowa KE Ursula von der Leyen ujawni szczegóły planu interwencji na rynku energii podczas dorocznego przemówienia o stanie Unii 14 września br. na forum Parlamentu Europejskiego. KE upiera się przy swoich propozycjach, choć rodzi to głębokie podziały w UE, które były widoczne na spotkaniu ministrów w ubiegłym tygodniu. – To spowalnia proces decyzyjny w sprawie zahamowania szalejących cen energii w UE – zaznacza agencja. Przykładem jest projekt obowiązkowego ograniczenia zużycia prądu. – Każdy kraj powinien o swoich kwestiach energetycznych decydować samodzielnie. Żadnych przymusowych ograniczeń nie powinno być, bo odbiorcy i tak sami się ograniczają ze względu na wysokie ceny – zauważa rzecznik rządu Piotr Müller. Szczegóły w artykule „Polska przeciwko pomysłom Brukseli” red. Mariusza Andrzeja Urbanke w środowej „GPC”. 

Dobra środa tylko z „Gazetą Polską Codziennie”!

 

 



Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

#Gazeta Polska #Gazeta Polska Codziennie

masz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo