Etyka czy ateizacja?

Środowiska wrogie Kościołowi katolickiemu w Polsce w ostatnich latach nieco zmieniły taktykę. Starają się nie zrażać do siebie ludzi wierzących, jednocześnie piętnując księży i biskupów. Tym razem w centrum ich zainteresowania znaleźli się uczniowie, których pod pozorem wyimaginowanego zagrożenia ze strony Kościoła chcą ateizować.

Pewnie przy okazji rozpoczętego niedawno roku szkolnego „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst Pauliny Nodzyńskiej pt. „Wybór ze wskazaniem na religię” (5.09.2022 r.). Tym razem nikt nie udaje zatroskania o ludzi wierzących, a nawet przeciwnie, cytowana wielokrotnie przez autorkę Dorota Wójcik z fundacji Wolność od Religii mówi wprost, że szykowana przez Ministerstwo Edukacji alternatywa dla obowiązkowej religii lub etyki to w polskich realiach „rozwiązanie przemocowe”. „Ministerstwo w odpowiedzi na żądania Kościoła chce zmusić uczniów do udziału w religii, pozostawiając im »niby« wybór. Jednak obowiązkowa etyka będzie tak naprawdę »etyką chrześcijańską«” – twierdzi przedstawicielka fundacji. „Te lekcje zapewne nie zostaną pozbawione religijnych treści, nauka moralności będzie silnie osadzona w katolickich dogmatach, a kształtowanie krytycznego myślenia stanie się fikcją” – przewiduje Wójcik.

Etyka niechrześcijańska

Cytowana przez autorkę artykułu aktywistka pragnęłaby zapewne do prowadzenia lekcji etyki zatrudnić osobę pozbawioną wszelkich chrześcijańskich odruchów, myśli i odczuć. I narzeka, że takiego kogoś bardzo trudno znaleźć. No cóż, nawet sataniści nie mogliby zapewne podjąć się tego zadania, gdyż i oni parodiują lub negują myśl, wiarę czy symbolikę chrześcijańską, a to już tylko krok od jakże niebezpiecznych dla współczesnych polskich dzieci skojarzeń. Może więc do prowadzenia lekcji etyki w naszych szkołach należałoby zatrudniać buddystów czy wyznawców islamu, im raczej nie da się dokleić łatki chrześcijanina. Problem jednak w tym, że niemal wszystkie główne religie na świecie mają bardzo podobny rdzeń etyczny, więc oni także pani Wójcik się nie spodobają.

A może zatrudnić ateistów? Tylko których, bo chyba nie tych marksistowskich, którzy pokazali już ludzkości, na co ich stać. To prawda, że były to „wypaczenia” i nie można przez pryzmat największych zbrodni dokonanych w historii ludzkości patrzeć na wszystkich komunizujących ateistów, ale jednak coś tu zgrzyta. Postulat więc, by etyka była prowadzona w oderwaniu od chrześcijańskich korzeni naszej kultury, jest bardzo trudny do spełnienia. Chyba że podobnie jak we Francji, pod pozorem świeckości państwa, chce się doprowadzić do jego daleko idącej laicyzacji. Wówczas zapewne, tak jak robi obecnie lewica w Polsce, wszelkie wysiłki będą się koncentrowały na usunięciu religii ze szkół w ogóle.

Neutralność a ateistyczna indoktrynacja

Wypada w tym miejscu przytoczyć słowa Jana Pawła II, który wyjaśniał, że państwo neutralne światopoglądowo nie oznacza państwa promującego ateizm, a tym się stała obecna Francja. Model ten – zapoczątkowany w czasach rewolucji francuskiej, a następnie rozwijany we Francji poprzez ustawodawstwo w latach 1901−1905 – przejęty został i „udoskonalony” przez Związek Sowiecki, a dalej wprowadzony także w państwach satelickich.

Jak zauważył abp Stanisław Gądecki, błędne jest przekonanie, jakoby ateizm był poglądem neutralnym. Światopogląd ateistyczny jest jedną z odpowiedzi udzielanych przez człowieka na pytanie o Boga i o ostateczny sens ludzkiego życia. W tym znaczeniu jest to pogląd religijny, rodzaj religijnego ersatzu (zastępstwa, namiastki), zbudowany na fundamencie negatywnej odpowiedzi na pytanie o istnienie Bytu Najwyższego. Postulat przyjęcia go jako podstawy życia społecznego nie oznacza światopoglądowej neutralności, ale światopoglądową preferencję udzielaną jednej opcji – ateizmowi.

Mówił o tym Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do wolnej Polski: „Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością”.

Droga do wyrzucenia religii ze szkoły

O to jednak apeluje i w tym kierunku działa Lewica. Jej członkowie nie ukrywają, że najchętniej wyrzuciliby religię ze szkół. „Lekcje religii w szkole nie mają zbyt wiele wspólnego z nauką o religii czy o religiach, które same w sobie są ciekawe. Religia w szkole to tanie moralizatorstwo katolickie. To lepienie obywatela na religijną modłę, uczenie pokornej obłudy, bezmyślnego posłuszeństwa” – przytacza opinię posłanki Lewicy Anity Kucharskiej-Dziedzic autorka artykułu. Jej zdaniem religia, która była w PRL symbolem wolności, staje się symbolem opresji.

Cytowane przez autorkę artykułu osoby najwidoczniej usiłują spowodować, by lekcje etyki w szkołach podstawowych i średnich zamieniono na lekcję ateizowania, i to w dodatku bardzo agresywnego.

Kulturowe wykorzenienie

Postulat prowadzenia w naszym kraju etyki pozbawionej wszelkich konotacji chrześcijańskich jest pomyślany tak, by negował i dystansował się od fundamentów naszej wrażliwości i naszego myślenia. Czy bez odniesienia do religii naszych przodków możliwe jest pełne zrozumienie np. romantyzmu, powstań, walki o wolność? Autorka i osoby cytowane w artykule narzekają na koszty prowadzenia katechezy w szkołach. Jednak z ich toku myślenia wynika, że z chęcią by powitały finansowane przez nas wszystkich za pośrednictwem budżetu zajęcia ateizowania dzieci i młodzieży, uzasadniając to nieprzystosowaniem lekcji religii do realiów XXI w., odkryć naukowych i rozwoju wiedzy. Krótko mówiąc, dobrze znany z historii komunizmu argument postępu w walce z ciemnotą religijną.

To ciekawe, że argumenty pani posłanki Anity Kucharskiej-Dziedzic bardzo łatwo odwrócić i skierować przeciwko czasom, gdy władzę w naszym kraju sprawowali protoplaści jej ugrupowania z postępowej lewicy.

Czy teraz uważamy, że to była rzeczywiście zmiana jakościowa, że rządzili nami wtedy ludzie oświeceni, wykształceni i kierujący się ostatnimi odkryciami naukowymi? Nie! Ja czasy schyłkowe PRL doskonale pamiętam i spokojnie można o nich powiedzieć, że było to „lepienie obywatela na komunistyczną modłę, uczenie pokornej obłudy, bezmyślnego posłuszeństwa”. To był, pani Anito, brutalny reżim, który niszczył ludzi myślących inaczej. A to, co obecnie pani mówi o Kościele, tylko pokazuje spustoszenie, którego ten ustrój dokonał w głowach wielu niezorientowanych osób.

Niestety kolejny atak na polską szkołę unaocznia nam nie tylko brak umiaru opozycyjnych aktywistów, ale przede wszystkim brak elementarnego zdrowego rozsądku, bez którego nie może być mowy o jakiejkolwiek pozytywnej zmianie naszego systemu edukacji.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

#Gazeta Polska Codziennie

Jacek Szpakowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo