Katarzyna Wiśniewska z "Gazety Wyborczej" nie powiedziała całej prawdy w zgłoszeniu na kurs dla obrońców życia. Podała się za... studentkę. Portal gosc.pl opisał całą sprawę. 

"Fundacja Pro-prawo do życia organizuje we wrześniu kolejne kursy dla osób, które chcą działać w obronie życia. Działalność naszej Fundacji od lat wpływa znacząco na zmianę opinii publicznej. Chemy się tą wiedzą dzielić, bo im więcej osób się zaangażuje, tym lepsze osiągniemy efekty" - zachęcają organizatorzy.

Katarzyna Wiśniewska wysłała zgłoszenie udziału w kursie gdzie przedstawiła się jako studentka psychologii dla magistrów i podała nazwę swej uczelni. Zadeklarowała: „Jestem przeciwniczką aborcji i chciałabym się dowiedzieć, jakimi metodami przekonywać ludzi, że aborcja jest złem” - informuje portal "Gościa Niedzielnego" - gosc.pl.

W związku z tym, że Wiśniewska krytykowała wcześniej poczynania pro life, organizatorzy zaczęli ją dopytywać  o miejsce pracy:
- Obecnie tylko studiuję - odpisała Wiśniewska.
- I nie jest Pani Katarzyną Wiśniewską, która pracuje w Gazecie Wyborczej? - dopytywał się jeden z organizatorów kursu Krzysztof Kasprzak.
- To dość dziwne pytanie. Czy ten kurs jest niedostępny dla mediów? - odpowiedziała.

Zapytana dlaczego skłamała odpowiedziała, że chciała wziąć udział w kursie jako osoba prywatna. Na uwagę, że jej publicystyka jest raczej proaborcyjna niż antyaborcyjna, odparła, że jest to tylko interpretacja indagującego ją dziennikarza, a następnie zasłoniła się brakiem czasu na dalszą rozmowę - opisuje zdarzenie portal gosc.pl

Na stronie stopaborcji.pl tak skomentowano całe zdarzenie: "Po co były te kłamstwa i prowokacja. Czy dziennikarz nie ma obowiązku mówienia prawdy? Czy Kodeks Etyki Dziennikarskiej nie stanowi, że tzw. dziennikarstwo śledcze można stosować tylko w przypadku "zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy"? Ciekawe jakie zbrodnie Katarzyna Wiśniewska spodziewała się odkryć w środowisku obrońców życia? Prosimy pytać wprost, nie mamy nic do ukrycia" - napisała Aleksandra Musiał.