Od rana mainstreamowe media bombardują nas informacjami o rzekomym międzynarodowym sukcesie filmu Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie. Tymczasem relacje z prasowego pokazu  - także dziennikarki TVP2 – mówią o pustej sali kinowej i niezrozumiałej fabule.

Czerwony dywan, owacja na stojąco, Lecha Wałęsa bohaterem wieczoru, a Andrzej Wajda uhonorowany za kolejny rzekomo znakomity film – taką propagandę cały dzień wciskają Polakom niektóre media w tym TVN24. Brzmi to zabawnie, bo te same media, ale słowem lub piórem innych dziennikarzy opisują całkowicie inną sytuacją.
 
Adriana Prodeus z TVP 2 wbrew ogólnej propagandzie nie pozostawiła na "Wałęsa - Człowiek z nadzie” suchej nitki. Już na pierwsze pytanie reportera TOK FM, który chciał zacząć sztampowo: „Jak ciepło został przyjęty flm o Lechu Wałęsie”, odpowiedziała: - Zobaczyłam film na pierwszym pokazie prasowym, który odbył się przedwczoraj, a ten główny pokaz odbył się wczoraj o 22 – przypomniała wspominając o pojawieniu się w Wenecji Wałęsy i Wajdy, przez chwilę było słodko, a później: Na pierwszym pokazie, na który my czekaliśmy od miesięcy, aby nie powiedzieć od lat, atmosfera była trochę inna. Niestety, okazało się, ze jest to film ważny głównie dla publiczności polskiej, na widowni były pustki.
 

Dopytywana ilu zagranicznych dziennikarzy się pojawiło: „niestety, niewielu, było to około dziesięciu, kilkunastu osób”. - Tłumów nie było  - dodała Prodeus.
 
Z kolei "Gazeta Wyborcza" w wielkiej recenzji filmu Wajdy pisze na wstępie: "Nie ma co ukrywać: prasowy pokaz "Wałęsy. Człowieka z nadziei" w środę wieczorem nie przyciągnął tłumów, choć na poprzedzającej go projekcji "Zabłąkanych psów" Tsai Ming-lianga sala pękała w szwach".

Przy okazji warto wspomnieć o szokującym tekście wygłoszonym przez dziennikarza TOK FM rozmawiającego z reporterką TVP. Ten pierwszy chciał porównać przekaz dwóch filmów Andrzeja Wajdy. Właśnie „Wałęsy” i opowiadającego o zbrodni katyńskiej. A jak wyraził się o zamordowaniu tysięcy polskich żołnierzy: "skomplikowane wydarzenie polsko-rosyjskie".