Pierwsza rozprawa Grodzki-Sakiewicz. "Marszałek jest wielkim zagrożeniem dla wolności słowa"

Nie wolno ujawnić mi nic z sali sądowej. W przeciwnym razie grozi mi za to do trzech lat więzienia - mówi nam po rozprawie red. Tomasz Sakiewicz. Proces osobiście "zainaugurował" marszałek Senatu Tomasz Grodzki; polityk był przesłuchiwany. Wyznaczono kolejne terminy rozpraw, podczas których dojdzie do przesłuchań świadków.

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

O godz. 10:15 ruszyła pierwsza rozprawa w procesie, jaki wytoczył redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi marszałek Senatu Tomasz Grodzki. Powód osobiście stawił się na rozprawie; polityk był przesłuchiwany. Proces prowadzi sędzia Piotr Sysik - Zastępca Przewodniczącego Wydziału IV Karnego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli.

Przypomnijmy, polityk Platformy Obywatelskiej wytoczył proces po ujawnieniu przez „Gazetę Polską” afery kopertowej. Marszałek mógłby się oczyścić przed sądem, ale od półtora roku chowa się przed prokuraturą za immunitetem.

- Nie wolno ujawnić mi nic z sali sądowej. W przeciwnym razie grozi mi za to do trzech lat więzienia - słyszymy od red. Sakiewicza po zakończonej rozprawie.

Przypomina, że „na odtajnienie rozprawy musi się zgodzić sam marszałek Grodzki”. - Wielokrotnie apelowałem o taką zgodę, ale rozprawa dalej jest tajna - przyznaje.

I dalej:

„sam fakt, że opinia publiczna nie może się dowiedzieć, co dzieje się na sali sądowej, jest ogromnym niebezpieczeństwem dla demokracji i wolności słowa. Dziennikarzowi, który relacjonował to, co było powszechnie znane opinii publicznej, grozi więzienie. Z drugiej strony człowiek oskarżany o najcięższe przestępstwa nie może nawet rozliczyć się przed opinią publiczną, bo chroni go immunitet. Dzisiaj marszałek Grodzki jest wielkim zagrożeniem dla wolności słowa w Polsce”.

Dopytywany o szereg publikacji o aferze kopertowej, odpowiada:

„nie zamierzam się z niczego wycofywać. Mówiłem i pisałem to, co było w powszechnej domenie publicznej, to, co można było spotkać w tysiącach wpisów, w setkach komentarzy. Pan marszałek postanowił podać mnie do sądu, bo to „Gazeta Polska” ujawniła - razem z red. Tomaszem Duklanowskim (Radio Szczecin) – innych świadków, niż prof. Popielę”.

Następne terminy wyznaczono na 26 października oraz 15 listopada br. Obydwie rozprawy rozpoczną się o godz. 10:15, podczas których dojdzie do przesłuchań świadków.


Oskarżonemu przez polityka KO Tomaszowi Sakiewiczowi grozi nawet 3 lata więzienia, bo senator oskarżył go z artykułów 212. i 216. Kodeksu karnego. Proces jest o tyle kuriozalny, że zarzuty łapówkarstwa wobec Grodzkiego chciała postawić prokuratura. Problem jest jednak taki, że od dokładnie 536 dni marszałek Senatu chowa się za swym immunitetem. Jednocześnie pozywa osoby, które mówią o przyjmowaniu przez niego łapówek. Przypomnijmy, że pod koniec 2019 roku media - w tym „Gazeta Polska” - zaczęły podawać informacje o tym, że Tomasz Grodzki - jako lekarz chirurg zawodowo związany ze Specjalistycznym Szpitalem im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie - kontaktował się w 2016 r. z prof. Agnieszką Popielą ws. wpłaty "na fundację". Po prof. Popieli zaczęli ujawniać się kolejni świadkowie w tej sprawie, co spowodowało, że prokuratura wszczęła śledztwo. W sprawie przesłuchano setki świadków. Zdołano ustalić zdarzenia korupcyjne, z których część nie uległa przedawnieniu. Grodzki przeciwstawiał świadków, którzy mieli o nim dobrze mówić. Najbardziej gorliwie marszałka bronił Tadeusz Staszczyk - w przeszłości funkcjonariusz UB donoszący na własną żonę.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo