W pół roku po śmierci Hugo Chaveza kult twórcy "wenezuelskiego socjalizmu XXI wieku" przybiera wśród jego zwolenników formę religijną i czyni zeń jedno z bóstw typowego karaibskiego synkretyzmu, tj. syntezy katolicyzmu i wierzeń afrykańskiej religii joruba.
 
Odpowiadając na zapotrzebowanie licznej klienteli, w stolicy, Caracas, sklepy i kioski z dewocjonaliami oferują gipsowego Hugo Chaveza w cenie od 80 boliwarów (13 dolarów) za małą do 950 boliwarów (150 dolarów) za dużą, 120-centymetrową postać zmarłego przywódcy.

Postać Chaveza, na ogół w wojskowym mundurze komandosa, umieszczana jest często obok katolickich świętych oraz historycznego bohatera walk o niepodległość Ameryki Łacińskiej, Simona Bolivara, od którego zmarły prezydent Wenezueli określił swą rewolucję jako "boliwariańską".
 
Następca wyznaczony przez Chaveza na cztery miesiące przed śmiercią tego przywódcy, obecny prezydent Nicolas Maduro, w swych przemówieniach stara się przedstawiać Chaveza jako swego rodzaju nowego Zbawiciela.
 
- Wiemy, że nasz komendant, który podobnie jak Syn Boży przybył, aby "bronić tych, którzy nic nie posiadają, (...) stanął teraz przed obliczem Chrystusa Zbawiciela", co oznacza, że "nadeszła teraz godzina Ameryki Łacińskiej - powiedział niedawno w telewizji wenezuelskiej Maduro.

Podczas publicznych modłów w dzielnicach biedoty w Caracas, można słyszeć coraz częściej inwokacje do zmarłego prezydenta w rodzaju: "Chavezie nasz, który wstąpiłeś do nieba".