Zaskakujące tłumaczenie sądu po procesie Kramek-Sakiewicz. "Przypudrowanie blamażu"

Na stronie Sądu Apelacyjnego w Warszawie pojawiło się oświadczenie wiceprezesa SA, a dotyczące sposobu prowadzenia procesu, który Bartosz Kramek wytoczył redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi. Procedowanie tej sprawy wzbudziło wiele wątpliwości. Sąd uważa jednak, że wszystko było w najlepszym porządku, a Sakiewicz mówi o "przypudrowaniu blamażu".

Sąd Apelacyjny w Warszawie
Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

W sierpniu w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa Kramek-Sakiewicz. Sprawa dotyczyła satyrycznej okładki tygodnika "Gazeta Polska" o „nowej kampanii wrześniowej”, na której znalazł się m.in. Bartosz Kramek. Jeden z szefów Fundacji "Otwarty Dialog" poczuł się urażony i pozwał Tomasza Sakiewicza.

Sąd, wydając wyrok, podtrzymał wyrok I instancji w zakresie zadośćuczynienia finansowego. Solidarnie Tomasz Sakiewicz i Niezależne Wydawnictwo Polskie są zobowiązani zapłacić: - 15 tys. zł na rzecz Bartosza Kramka, 10 tys. zł na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet oraz koszty II instancji 3 240 zł. Pozwani zostali zobowiązani do publikacji oświadczenia na 2. stronie „Gazety Polskiej”. 

- W procesie jaki mi wytoczył Kramek należy zwrócić uwagę na rażącą nierówność stron. W pierwszej instancji nie dopuszczono mnie w ogóle do udziału w rozprawie, nie dopuszczono moich świadków, a sędzia nie ukrywał, że sprzyja Kramkowi. W drugiej instancji jedynie przypudrowano wyrok z pierwszej. Kramek mógł mnie przesłuchiwać, ja jego nie. Nie mogłem też przesłuchać świadków. Satyra w Polsce nie podlega karze a okładka ma charakter satyryczny

– ocenił tuż po wydaniu wyroku Tomasz Sakiewicz.

Podczas procesu w sądzie pierwszej instancji doszło m.in. do sytuacji, w której sędzia Tomasz Jaskłowski mówił do Kramka: " Proszę pana, tak w ogóle trochę mi niezręcznie występować w tej sprawie, bo pan występował w mojej obronie, a teraz ja pana sądzę, no, trochę dziwne. No, ale ja to zrobię. Znaczy nie w mojej osobistej, ale, ale jakby". Wówczas Kramek odpowiedział, że w sprawie "niezależności sądownictwa ogółem", a sędzia potwierdził - "no właśnie". 

W bulwersującej sprawie wypowiedziało się Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, powstało wiele publikacji medialnych, opisujących sposób prowadzenia tej sprawy. W końcu oświadczenie wydał... wiceprezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie. W oświadczeniu czytamy, że wypowiedzi jakoby w postępowaniu przed Sądem Apelacyjnym doszło do rażącej nierówności stron procesu "wprowadzają opinię publiczną w błąd".

W oświadczeniu wiceprezesa Sądu Apelacyjnego ds. cywilnych napisano:

Dowód z przesłuchania stron został dopuszczony i przeprowadzony w I instancji przed Sądem Okręgowym w Warszawie, z tym, że został ograniczony do przesłuchania powoda - wobec niestawiennictwa pozwanych prawidłowo wezwanych na termin rozprawy wyznaczony w celu przeprowadzenia dowodu. W przesłuchaniu powoda brał udział pełnomocnik strony pozwanej, który korzystał m.in. z uprawnienia do zadawania powodowi pytań. Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpoznając apelację od wyroku Sądu Okręgowego, z urzędu uzupełnił postępowanie dowodowe i przesłuchał także pozwanego. Pozwani nie zgłosili w postępowaniu apelacyjnym wniosków dowodowych, w szczególności nie wnosili o ponowne przesłuchanie powoda. Zatem, zawarte w rozpowszechnianych wypowiedziach twierdzenia, jakoby w postępowaniu przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie pozwany nie mógł zadawać pytań powodowi, nie znajdują uzasadnienia w toku czynności procesowych. W postępowaniu przed Sądem Apelacyjnym powód nie był przesłuchiwany. W jego przesłuchaniu przed Sądem Okręgowym brał udział pełnomocnik pozwanych. Zgodnie z art. 382 kpc Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał wyrok na podstawie materiału dowodowego zgromadzonego zarówno w postępowaniu przed Sądem Okręgowym w Warszawie, jak i w postępowaniu przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie. Tym samym podstawę orzeczenia stanowiło zarówno przesłuchanie powoda, w którym brał udział pełnomocnik pozwanego, jak i przesłuchanie pozwanego, przeprowadzone przez Sąd Apelacyjny z urzędu.

O komentarz do tego oświadczenia poprosiliśmy Tomasza Sakiewicza. 

- Wiceprezes Sądu Apelacyjnego porusza się w kompletnie wirtualnej rzeczywistości i próbuje stworzyć wrażenie, jakby w obu instancjach odbywały się normalne procesy w sprawie Kramka

- powiedział Sakiewicz, w rozmowie z Niezalezna.pl.

- Po pierwsze, była to już druga apelacja i powtarzano proces, w pierwszej i drugiej instancji, właśnie ze względu na nieprawdopodobne zachowanie sędziego z pierwszej instancji, który jawnie ogłosił się stronnikiem Kramka, odmawiając mi jakiegokolwiek prawa głosu. W ponownej pierwszej instancji, po ogromnej krytyce, również nie dopuszczono mnie do głosu, ale użyto wybiegu zupełnie bezprawnego, tzn. kiedy korzystając z przepisów COVID-owych, poprosiłem o możliwość udziału na Skypie w rozprawie, co jest obligatoryjne w warunkach epidemii, sąd uznał, że jestem nieobecny i mi uniemożliwił udział. Co oznacza odmowę jednej ze stron, tej która się broni, udziału w procesie. To uniemożliwiło mi zadawanie pytań w czasie przesłuchania Kramka. Sąd nie pozwolił też, ani w pierwszej ani w drugiej instancji, na przesłuchanie świadków, mimo, że o to się zwracaliśmy i prosiliśmy. A już sam fakt, że w drugiej instancji próbowano zrobić inscenizację tego, co powinno się zrobić w pierwszej, jak najgorzej świadczy o sądzie. Bo ta inscenizacja miała nie służyć próbie obrony, a przykryć ogromne nadużycia, których dokonano w tej sprawie

- stwierdził redaktor naczelny "Gazety Polskiej", podsumowując przy tym:

Oświadczenie wiceprezesa Sądu Apelacyjnego nie zmieni tego, że jedna ze stron miała wielką atencję ze strony sądu, jawną i publiczną, a druga zero praw do obrony, poza przypudrowaniem tego blamażu. 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#Bartosz Kramek #Tomasz Sakiewicz #Warszawa #Sąd Apelacyjny

mk,gb
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo