Czasami bić się trzeba

Trwająca już od pół roku wojna na Ukrainie stawia w innym świetle nasze polskie sierpniowo-wrześniowe rocznice. Jakże blado wyglądają dziś ci wszyscy oskarżyciele atakujący polską walkę o wolność.

Nie ma co ukrywać, wszyscy przez dekady przyzwyczailiśmy się do pokoju. Owszem, była wojna na Bałkanach czy hybrydowe wojny Rosji na obszarze byłego ZSRS, były też dalekie wojny na innych kontynentach, ale to nie burzyło poczucia bezpieczeństwa od wojny. Dorosły nowe pokolenia, niepamiętające, co to wojna totalna, co to ludobójstwo, zbrodnie wojenne. Co to znaczy stanąć w obliczu utraty wolności i domu. Co to znaczy żyć pod okupacją.

Walka ze złem

To dobrze, ale w naturalny sposób im więcej mijało czasu, im bardziej taka wojna była czymś obcym i abstrakcyjnym, tym trudniej było pojąć bohaterstwo naszych przodków, to, co przeżyły poprzednie pokolenia Polaków. W kombinacji z faktem, że realnie przegraliśmy II wojnę światową, i latami komunistyczno-moskiewskiej indoktrynacji wbijającej Polakom do głów poczucie bezsensu oporu, straszącej śmiercią i zniszczeniem, jeśli nie będą „grzeczni”, coraz większą popularność zdobywali różni dekonstruktorzy polskiej historii.

Dziś, gdy okazało się, że są takie chwile w dziejach, gdy można tylko podjąć walkę – inaczej i tak albo się zginie, albo zostanie się niewolnikiem, przedmiotem w rękach zbrodniarzy – lepiej rozumiemy naszych przodków bohaterów. Czasami po prostu nie jest najważniejsze fizyczne przetrwanie. Gorzej jest stracić wolność, zwłaszcza że poddanie się siłom zła i tak nie gwarantuje zachowania życia.

Przypominają nam o tym dziś Ukraińcy. My na szczęście nie musimy stawać do walki, ryzykując życie. Mamy ten „luksus”, którego przez wieki nie mieliśmy w historii – wystarczy wspierać innych walczących o swoją wolność. Tylko tyle i aż tyle. Ale jednocześnie ta lekcja pozwala nam zrozumieć lepiej naszych przodków oraz co to jest wolność i niepodległość. Zwłaszcza gdy chcą ją odebrać totalitarni sąsiedzi, którzy gardzą życiem ludzkim i traktują innych jak podludzi.

W świetle wojny 2022 r. jakże inaczej wygląda Powstanie Warszawskie, z którego próbowano zrobić w publicystyce obłęd. Nie przez przypadek różne zdjęcia z walk miejskich na Ukrainie tak przypominają zdjęcia z Powstania Warszawskiego, a Mariupol dziś wygląda jak Warszawa w 1944 r. Cywilnych mieszkańców Mariupola niestety też spotyka ten sam los co cywilnych mieszkańców Warszawy. Zresztą w 1944 r. mordowali Polaków rosyjscy naziści – kolaboranci Hitlera. Dziś mordują Ukraińców naziści Putina.

Ale te ofiary nie znaczą, że walka o wolność nie ma sensu. Zbrodniarze i tak popełniliby swoje zbrodnie. Bo to sens ich istnienia – zabijać. A tych, których nie zabiją, zamienią w niewolników. Co jest śmiercią za życia.
Z kolei rocznica zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej przypomina nam, że zwycięstwo nad Moskowią jest jak najbardziej możliwe. Przypomina nam też o polsko-ukraińskim braterstwie broni z tamtej wojny. Z kolei obrońcy kombinatu Azowstal i mniej znanych przyczółków na linii frontu, wiążący w beznadziejnym, wydawałoby się, boju siły rosyjskie, przypominają obrońców spod Zadwórza i Dytiatyna. Walczyli i ginęli jak Spartanie pod Termopilami, ale ich ofiara nie poszła na marne, pomogła w ostatecznym zwycięstwie. Dzięki ich bohaterstwu najeźdźcy nie mogli iść dalej, wykorzystać swoich „orków” gdzie indziej, tracili ich (nawet oficerów). I tak uratowano inne miasta, ze stolicą na czele.

Ukraina w lepszej sytuacji niż Polska

Zbliża się też rocznica 1 września i wojny obronnej 1939 r. Ci sami publicyści, którzy „dekonstruowali” Powstanie Warszawskie, podważali sens walki o wolność w 1939 r. Za granicą też polski opór był często krytykowany – już wtedy.

Przed rozpoczęciem obecnej rosyjskiej zbrodniczej inwazji na Ukrainę także było pełno „wujków dobra rada”, którzy radzili Ukrainie, by nie stawiała oporu. Do dziś zresztą są nawoływania, by Ukraina przestała walczyć, by nie dostarczać jej broni. Ciekawe, że łączy to papieża Franciszka, Viktora Orbána, skrajnie lewicowego amerykańskiego językoznawcę Noama Chomskiego, komunistów.

Skoro jesteśmy przy II wojnie światowej, warto zauważyć, że reżim Putina stosuje wobec tych, których chce zniszczyć, tę samą propagandę: że są to jakoby faszyści lub naziści. Dla reżimu Putina dziś nazistami są nie tylko Ukraińcy, ale i wszyscy, którzy się jemu sprzeciwiają. Polska, kraje bałtyckie, Szwecja. Lista jest długa. Tymczasem sama dzisiejsza Rosja nawiązuje do nazizmu. Jej ideologia – raszyzm – to kombinacja komunizmu, nazizmu i postkomunistycznego kultu mamony.

Na szczęście dzisiejsza Ukraina jest w lepszej sytuacji niż Polska w 1939 r. Polska była otoczona i atakowana prawie ze wszystkich stron. Sojusznicy byli słabsi, niż dziś jest NATO. Nie było w dodatku technologii, która umożliwiałaby szybkie dostarczenie broni, np. drogą lotniczą. Ukraina ma przyjazne granice z Polską i Rumunią. Tędy idą transporty uzbrojenia, pomoc humanitarna i inne dostawy. Ukraina może wysłać swoje kobiety i dzieci do zaprzyjaźnionych krajów, by były bezpieczne. To też bardzo ważne.
Sytuacja Ukrainy przypomina raczej sytuację Finlandii zaatakowanej w 1939 r. na mocy paktu Hitler-Stalin przez Sowietów. Broni się tak samo skutecznie, zadając ogromne straty agresorom. Oby tylko nie znalazła się w sytuacji Finlandii, która obroniła niepodległość, ale straciła sporą część terytorium.

Nadchodząca rocznica 17 września przypomina nam z kolei, że niedaleko było i jest od Moskowii do nazizmu. ZSRS był sojusznikiem Hitlera i jako sojusznik III Rzeszy wymordował polskie elity (także na dzisiejszej Ukrainie) i zesłał miliony obywateli polskich w głąb ZSRS. Dokładnie tak jak teraz robią z Ukraińcami. Próbują realizować takie same ludobójcze plany, jakie realizowali wobec Polski.

Tęsknota za papieżem Solidarności

I na koniec ostatnia, ale nie najmniej ważna rocznica. Może najważniejsza. 31 sierpnia. Rocznica zwycięstwa rewolucji Solidarności. Rewolucji pokojowej. Została zgnieciona przez moskiewskiego kolaboranta Jaruzelskiego i jego reżim, ale nie na długo. Ostatecznie Polska była wolna, a z nią wyzwoliły się inne kraje. Ta rocznica też przypomina nam, że zwycięstwo nad Moskowią jest możliwe. Przypomina, że są też chwile, gdy skuteczny jest pokojowy opór, co też jednak może wiązać się z najwyższymi poświęceniami. Przypomina, że można zapobiec wojnie i wyzwolić się, ale trzeba działać zawczasu, solidarnie, a nie gdy jest za późno. Ukraina po obu Majdanach nie dostała wystarczającego wsparcia od wolnego świata, jak wtedy dostała Solidarność.

Ta rocznica przypomina nam też o Janie Pawle II, którego pielgrzymowanie, nauki i modlitwy doprowadziły do pierwszego upadku imperium zła. Dziś nie ma takiego papieża, a imperium zła próbuje się odrodzić. Ale stoją mu na drodze Ukraińcy przy wsparciu wszystkich ludzi dobrej woli. Nie ma wątpliwości, że upadnie po raz drugi, tym razem już definitywnie. Jak Babilon i inne ponure imperia w historii, po których zostały już tylko malownicze ruiny. Po Moskowii nie będzie zresztą nawet malowniczych ruin.

 

 



Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Marcin Herman
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo