​Policja brutalnie bije, a jej rzecznik poucza nas, jak powinny zachowywać się media

O brutalnej akcji policji w Otwocku przeciwko kibicom Hutnika Warszawa i skatowaniu jednego z nich portal niezalezna.pl jako pierwszy poinformował wczoraj wieczorem. Dzisiaj oburzył się na nas rzecznik stołecznej policji.

Malgorzata Armo / Gazeta Polska
O brutalnej akcji policji w Otwocku przeciwko kibicom Hutnika Warszawa i skatowaniu jednego z nich portal niezalezna.pl jako pierwszy poinformował wczoraj wieczorem. Dzisiaj oburzył się na nas rzecznik stołecznej policji. Pouczył nas o roli mediów, ale ani słowem nie wspomniał o podbitych oczach ofiary brutalności kolegów po fachu i nie dostrzegł cytatów z obdukcji mężczyzny.

Wczoraj portal niezalezna.pl w tekście, który dzisiaj cytowało wiele mediów, opisał, jak policja zaatakowała niewielką grupkę kibiców Hutnika wracających z meczu w Wólce Mlądzkiej koło Otwocka.

„W grupie 12 osób (7 małolatów i 5 dorosłych) wracaliśmy tą samą drogą, co przyszliśmy. W środku lasu jesteśmy zatrzymani przez policje. Kazali nam się zatrzymać, a po zatrzymaniu się momentalnie wybiegli (około 25/30 wąsów)”. Z relacji kibiców wynika, że jeden z policjantów szczuł ich psem.

Gdy jeden z kibiców, zapytał, za co są zatrzymani, od razu otrzymał pierwszy cios, później w ruch poszedł paralizator, pałki policyjne i teleskopowe. Bito także innych, cały czas przy akompaniamencie wulgarnych odzywek policjantów.

„(policjant – przyp. red.) podszedł do dwóch małolatów (16 lat) i uderzył ich pałką w miejsca intymne, a po chwili kazał im się rozebrać do naga. Małolaci rozebrali się do majtek” - pisał portal niezalezna.pl. - Na tym jednak nie koniec. Policjant kazał im rozbierać się do naga. „Chłopaki skrępowani tą całą sytuacją nie chcieli ściągnąć majtek, po czym jeden wąs uderzył jednego z nich w nogę. Przerażeni tą sytuacją ściągnęli majtki, a on kazał im robić przysiady. Gdy nic nie znaleźli przy nich, to mogli w końcu się ubrać” - relacjonowali nam kibice.

Dzisiaj drążyliśmy temat. Najpierw w otwockiej komendzie, ale tam odbiliśmy się od ściany. Później dostaliśmy odpowiedź od rzecznika stołecznej policji. Dość obszerną. Szkoda tylko, że rzecznik poszedł w ilość zamiast w jakość. Nie odpowiedział praktycznie na żadne konkretne pytanie, za to zastosował typowy szablon w tego typu sprawach. Pismo nadesłane z policyjnej centrali jest długie, pełne wzniosłych akapitów, a nawet tłumaczeń o roli mediów w Polsce. Rzecznik łaskawie godzi się w nim, że policja może być krytykowana, ale powinna mieć możliwość skomentowania stawianych jej zarzutów ("Jak wielokrotnie podkreślałem w swoich wystąpieniach, prasa spełnia bardzo ważną rolę. Ta rola to między innymi społeczna kontrola nad działalnością Policji. Nie można jednak poprzez swobodny dobór informacji, półprawd lub wręcz nieprawdy zapominać o konsekwencjach społecznych tego, co przekazuje się opinii publicznej"). Rzecznik pisał długo i dużo, ale…

- nie odpowiedział, skąd podbite oczy zatrzymanego

- szczegółowo opisał stan podczas przyjmowania, ale nie dostrzegł różnic z obdukcją lekarską

- kategorycznie zaprzeczył, aby doszło do zdarzenia ze zmuszeniem do rozebrania się przez nieletnich kibiców. Skąd Pan aspirant to wie, skoro do dzisiejszego południa pokrzywdzeni nie zostali przesłuchani? Zapewniamy, czeka Pana niespodzianka…



 

 

Źródło: niezalezna.pl

Grzegorz Broński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo