Niemcy używają dzisiaj Tuska tak, jak przed ponad stu lat używali Lenina. „A jego misja bierze w łeb”

– Dla każdego, kto chociaż trochę zna historię i obserwuje ostatnie wypowiedzi Tuska, nasuwają się bardzo oczywiste, chociaż dla nas Polaków bardzo smutne skojarzenia. To, że Donald Tusk jest tak agresywny, jaki jest, wcale nie dziwi. On chce wywołać rewolucję. A kto go tutaj przysłał? Niemcy. I Niemcy używają dzisiaj Tuska tak, jak przed ponad stu lat używali Lenina – ocenił specjalista od wizerunku politycznego Zbigniew Lazar w rozmowie z portalem Niezalezna.pl.

Donald Tusk
Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Szef PO Donald Tusk podczas spotkania w Krośnie Odrzańskim zobowiązał się do tego, że jego formacja "oczyści Odrę". To ma wymiar praktyczny dotyczący Odry, ale ma też wymiar uniwersalny, symboliczny, bo trzeba Polskę oczyścić z tego brudu – brudu materialnego i brudu w polskim życiu publicznym – mówił Tusk.

W ostatnich tygodniach Donald Tusk posuwał się jeszcze dalej, wzywając do rozwiązań siłowych wobec osób, które mu nie odpowiadają. Były premier zapowiadał, że „silni ludzie wyprowadzą prezesa NBP Adama Glapińskiego i „odkuwanie od fotela” prezes TK Julii Przyłębskiej.

Zapytaliśmy eksperta ds. wizerunku politycznego Zbigniewa Lazara o to, czy tak ostry ton Donalda Tuska nie nasuwa mu skojarzeń z narracją stosowaną przez największych zbrodniarzy XX wieku. – Dla każdego, kto chociaż trochę zna historię, nasuwają się bardzo oczywiste, chociaż dla nas Polaków bardzo smutne skojarzenia. To, że Donald Tusk jest tak agresywny, jaki jest, wcale nie dziwi. On chce wywołać rewolucję. A kto go tutaj przysłał? Niemcy. I Niemcy używają dzisiaj Tuska tak, jak przed ponad stu lat używali Lenina – powiedział.

- Tak jak Niemcy wówczas przygotowali Lenina i wysłali go do Rosji – wówczas carskiej – do wzbudzenia rewolty, obalenia ówczesnego rządu cara i co za tym idzie osłabienia Rosji. Wtedy to się udało – chociaż oczywiście wymknęło się spod kontroli - i Niemcy dzisiaj robią to samo z Tuskiem. Już bez żadnego udawania, rękami swoich unijnych polityków wysłali go, aby Polskę osłabić, gdyż wyrastamy na coraz silniejsze i ważniejsze geopolitycznie i gospodarczo państwo, co nie jest w interesie Niemiec. Metody stosowane dzisiaj przez Tuska są takie same, jak kiedyś przez Lenina

- zaznaczył.

Zbigniew Lazar stwierdził, że „sianie niepokojów, nawoływanie do zamętu, zamieszek ulicznych to typowe działania rewolucyjne”. – Podczas jednego ze spotkań przecież mówił wprost „wyjdziemy na ulicę”, wzywał do usuwania siłą demokratycznie, jakby nie było, wybranych władz ważnych instytucji, tworzy lub powiela kłamstwa takie jak te o rtęci w Odrze, czy chlebie za trzydzieści złotych – przypomniał.

- Polacy w przeciwieństwie do Rosjan – kiedyś i teraz – nie podążają za demagogami, więc frustracja Tuska rośnie i będzie rosła. Nie spodziewam się, że stanie się on łagodniejszy. Nie ma nic do stracenia, bo został tu przysłany na misję i ta misja na razie bierze w łeb, co powoduje, że jego frustracja rośnie. Bo bardzo widać to w jego mimice, stylu przemawiania, a zwłaszcza w tych nerwowych i zupełnie nieskoordynowanych ruchach dłoni i rąk

- wyjaśnił ekspert ds. wizerunku politycznego.

[polecam:

Do sprawy odniósł się także profesor Mieczysław Ryba z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Te wypowiedzi przywołują bardzo złe skojarzenia. Mam wątpliwości co do tego, czy taka retoryka trafia do dużej liczby wyborców. Do twardego elektoratu na pewno, do tego elektoratu konkurencyjnych partii może, ale nie sądzę, aby trafiała ona do takich zwykłych wyborców – powiedział.

- Myślę, że ona trafia jednak przede wszystkim do mocodawców Tuska zza granicy, bo to tam adresuje on ten swój bardzo agresywny przekaz. Opozycja za pośrednictwem Tuska brutalizuje się w sposób niezwykły

- dodał.

Powrót Donalda Tuska mocno wpłynął na język stosowany przez polityków Platformy Obywatelskiej, których retoryka staje się coraz agresywniejsza. Zapytaliśmy posła PSL-u Marka Sawickiego o to, czy podoba mu się sposób prowadzenia polityki przez Donalda Tuska, z którym jego partia była w rządowej koalicji. Nasz rozmówca skupił się jednak głównie na Prawie i Sprawiedliwość, próbując w pewien sposób usprawiedliwić atak lidera PO.

– Mnie przede wszystkim nie podoba się dzisiejszy system zarządzania państwem i brak informacji, które jako polityk i obywatel mam prawo mieć. Kiedy zwołałem posiedzenia dwóch połączonych komisji w sprawie Odry, to usłyszałem, że minister za to odpowiedzialny wiedział o tym w marcu, w kwietniu, na początku lipca, ale jakie są wyniki badań z tego, że on wiedział, to nie chciał powiedzieć. To jest problem, gdzie zarządzający wiedzą, ze mamy do czynienia z sytuacją katastrofalną, obywatela się nie informuje, a na komisji wobec organu nadzorującego rząd nie udziela się odpowiedzi

– stwierdził.

Mimo początkowych tłumaczeń, w dalszej wypowiedzi Sawicki postanowił jednak wbić szpilkę w Donalda Tuska, nazywając go kłamcą.

- Mnie kompletnie nie interesuje retoryka Donalda Tuska. Wiem, że dla środowiska PiS to jest polityczne złoto, że on chciał tu wrócić i chce się z nimi potykać, bo oni z tego czynią główną oś sporu. Ani z wypowiedzi Tuska, ani z wypowiedzi Kaczyńskiego, ani tym bardziej z wypowiedzi Morawieckiego nic dobrego dla Polaków na ogół nie wynika. Jak ja słyszę na konferencji prasowej Morawieckiego, jak on mówi, że „Tusk kłamie” to powiem szczerze, że mi się już z tego śmiać nie chce, bo jak staje dwóch kłamców i jeden drugiego oskarża, to wygląda to niepoważnie
- powiedział

O ocenę retoryki Tuska, zapytaliśmy także byłego polityka Platformy Obywatelskiej, działacza opozycji z czasów PRL Jana Rulewskiego, który odszedł z tej partii w geście sprzeciwu wobec wspólnego startu z komunistami w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Rulewski stanął jednak w obronie swojego byłego lidera.

– Ta retoryka raczej mi się nie podoba, ale nie z tego powodu, że taka ona jest, bo są różne style uprawiania polityki, ale dlatego, że jest ona reakcją na taki sam język przeciwników, a Donalda Tuska zawsze ceniłem za taki dosadny, ale jednak miękki język

– zaznaczył.

Agresywna retoryka Tuska niczym wirus zaraża nie tylko polityków Platformy, ale także zaprzyjaźnionych z nimi dziennikarzy. W ostatnich dniach słuchacze Radia TOK FM mogli usłyszeć obrzydliwą rozmowę podczas której Piotr Najsztub, Magdalena Chrzczonowicz i Tomasz Piątek rozprawiali na temat „niekonwencjonalnych metod walki z PiS-em”.

- Ja bym się nie zdziwił, gdyby Donald Tusk podszedł do Morawieckiego i dał mu w pysk po prostu. Tak po ludzku, co się Morawieckiemu należy za nieustanne kłamstwa i szczucie - mówił Najsztub. Piątek drwił, że najpierw poprosiłby Morawieckiego o zdjęcie okularów. - Gdybym była na miejscu Tuska, to takie emocje prowadzące do rękoczynów doprowadziłyby mnie do rękoczynów przeciw Jackowi Kurskiemu - grzmiała natomiast Chrzczonowicz.

Te absurdalną rozmowę skomentował w rozmowie z portalem Niezalezna.pl publicysta Marek Król. – Szczytowymi osiągnięciami lumpenelit, czyli pseudoelit komunistycznych, które przeszły do III RP jest chamstwo, posługiwanie się wulgaryzmami i agresja. Jestem tym bardzo zaniepokojony. Piotra Najsztuba uważam za prymitywa i nie dziwi mnie taka wypowiedź z jego strony. Propozycje uderzenia premiera odbieram jako dowód na bezsilność – zaznaczył.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#polityka

Adrian Siwek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo