„Gazeta Polska”: Proszę wstać, Iustitia orzeka. Procesy, w których nie brakuje bulwersujących wydarzeń

Wyrok bez wysłuchania pozwanego, zabezpieczenie będące cenzurą prewencyjną, pogaduszki, a wręcz oznaki sympatii sędziego wobec jednej ze stron. Takich zaskakujących sytuacji, niedopuszczalnych w sądach praworządnych krajów, nie brakuje w procesach z udziałem dziennikarzy „Gazety Polskiej”. Po analizie kilkudziesięciu spraw dostrzec można pewną regułę – nader często dochodzi do nich, gdy referentami są członkowie Iustitii lub sygnatariusze czysto politycznych apeli, które ostatnio obrodziły - pisze "Gazeta Polska". Specjalnie dla naszych Czytelników zza granicy przygotowaliśmy ten tekst również w języku angielskim.

Zdjęcie ilustracyjne
Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Początkowo w miarę subtelnie, z upływem czasu coraz jawniej, obecnie wręcz ordynarnie część środowiska sędziowskiego angażuje się w spór polityczny. Symboliczna jest scena, gdy grupka znanych sędziów gościła na urodzinach Komitetu Obrony Demokracji i oklaskiwała przemawiającego Donalda Tuska.

Przez to zaangażowanie dochodzi do coraz bardziej niedorzecznych sytuacji. Dziennikarze „Gazety Polskiej” (i innych mediów Strefy Wolnego Słowa), wielokrotnie krytykujący sposób działania sędziowskiego stowarzyszenia Iustitia, zdani są na orzeczenia członków Iustitii, gdy dochodzi do sporu z politykami opozycji lub ich sympatykami, których wspiera stowarzyszenie Iustitia. Skutki są dość oczywiste…

Ryzyko podczas losowania

W Polsce orzeka około 10 tysięcy sędziów, a Iustitia chwali się, iż ma ponad trzy i pół tysiąca członków. Prawdopodobieństwo więc, że do danej sprawy wylosowany zostanie sędzia z legitymacją tego stowarzyszenia, jest spore.

Gdy Piotr Nisztor opublikował serię artykułów o Polskim Związku Piłki Nożnej, ówczesny prezes Zbigniew Boniek nie tylko złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew o ochronę dóbr osobistych, ale domagał się też zablokowania dalszych publikacji. I sędzia Rafał Wagner, po niejawnym posiedzeniu, przychylił się do takiego wniosku – Nisztor dostał roczny zakaz pisania o Bońku!

Wybuchł skandal, na sędziego i byłego piłkarza spadła fala krytyki, bo postanowienie odebrano jako cenzurę prewencyjną. Wprawdzie Boniek z tego się wycofał, ale z pozwu już nie. Finalnie sędzia Wagner nakazał Nisztorowi przeproszenie Bońka. Nieprawomocnie.

Od niedawna sędziowie są zobowiązani składać oświadczenia o przynależności (obecnej i w przeszłości) do partii politycznych, związków zawodowych, stowarzyszeń. Są one jawne. Wagner też takie złożył – dowiadujemy się z niego, że od kilkunastu lat jest członkiem Iustitii.

Obecnie akta sprawy są w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, a referentem została sędzia Joanna Wiśniewska-Sadomska. Z jej oświadczenia nie wynika, czy należy do Iustitii, bo poprzestała na stwierdzeniu, że nie należy do organizacji, której „cele lub działalność nie dają się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Za to na pewno w ubiegłym roku podpisała dwa apele – w obronie Igora Tulei oraz z wezwaniem wykonania orzeczeń TSUE.

Jest też sędzią, która wydała szokujące orzeczenie, dzięki któremu Barbara Engelking i Jan Grabowski nie musieli przepraszać za treści zawarte w książce „Dalej jest noc”.

Pogaduszki sędziego z Kramkiem

Skandal – tylko tak można nazwać przebieg procesu, jaki Bartosz Kramek, mąż Ludmiły Kozłowskiej, przewodniczący rady Fundacji Otwarty Dialog, wytoczył „Gazecie Polskiej”. Tym razem chodziło o satyryczną okładkę, na której Kramek został pokazany w niemieckim mundurze. Meritum sporu zeszło jednak na dalszy plan wskutek zachowania sędziego Tomasza Jaskłowskiego z Sądu Okręgowego w Warszawie. Najpierw wydał wyrok bez wysłuchania argumentów pozwanego. Orzeczenie uchylono, a podczas powtórnego procesu pozwalał sobie na kuriozalne komentarze. Portal Niezalezna.pl ujawnił stenogram z tej rozprawy. Dwa cytaty:

„Moim zdaniem ci świadkowie są do niczego niepotrzebni. Słuchanie stron też nie bardzo jest potrzebne”.

„Ja mogę dzisiaj wydać wyrok. Mnie nie zależy”.

I jeszcze wymiana zdań pomiędzy sędzią a powodem:

Jaskłowski: Proszę pana, tak w ogóle trochę mi niezręcznie występować w tej sprawie, bo pan występował w mojej obronie, a teraz ja pana sądzę, no, trochę dziwne. No, ale ja to zrobię. Znaczy nie w mojej osobistej, ale, ale jakby…
Kramek: Niezależności sądownictwa ogółem.
Jaskłowski: No, właśnie.

W tej sytuacji trudno było się spodziewać innego wyroku niż korzystnego dla Kramka. I taki właśnie zapadł.

W Sądzie Apelacyjnym w Warszawie referentem została sędzia Edyta Jefimko. Będąca w gronie osób, która przed rokiem podpisała się pod wezwaniem ws. orzeczeń TSUE, kolportowanym przez Iustitię.

A wyrok z pozwu Kramka został utrzymany w mocy.

Wolność słowa zależy od nazwiska?

Satyryczna okładka „skazana” za naruszenie dóbr osobistych, a użycie wobec kogoś epitetu „faszystowski”? Na chłopski rozum – tym bardziej naganne. Autorem tego określania był Tomasz Lis i padło ono pod adresem „Gazety Polskiej”. Dlatego ówczesny redaktor naczelny „Newsweeka” został oskarżony o zniesławienie.

Sprawa toczyła się w wydziale karnym Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa. Niespodziewanie sędzia Edyta Snastin-Jurkun wydała postanowienie o umorzeniu postępowania uznając, że słowa Lisa były opinią w ramach wolności słowa.

Zerknęliśmy w jej oświadczenie:

„(…) Jestem członkiem Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” od dnia 1 lipca 2008 r.” – napisała.

Wprawdzie orzeczenie zaskarżono, ale w ubiegłym tygodniu zostało utrzymane w mocy. Przez sędzię Katarzynę Wróblewską.

Nie tylko w Warszawie

Nie wszystkie sprawy rozstrzygały warszawskie sądy. Poseł Borys Budka (swego czasu szef Platformy Obywatelskiej) poczuł się urażony okładką „Gazety Polskiej” odnoszącą się do nieodpowiedzialnego zachowania niektórych polityków i celebrytów podczas pandemii koronawirusa. Złożył pozew w Sądzie Okręgowym w Gliwicach, żądając przeprosin oraz 10 tys. zł na fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Referentem była sędzia Barbara Przybylska – od ponad dekady członek Iustitii, a także sygnatariusz wspomnianego już wezwania ws. orzeczeń TSUE.

Po nieudanej próbie mediacji ruszył proces, który nie trwał zbyt długo, a przebieg rozpraw wzbudził sporo kontrowersji. Brakowało analizy dowodów, niektóre ze stwierdzeń sędzi sugerowały, iż nie zna obecnych realiów w mediach. Według Tomasza Sakiewicza, świadczyło to „albo o kompletnej ignorancji, albo o bardzo złej woli”.

Wyrok? Sędzia Przybylska, wieloletni członek Iustitii, uznała argumenty polityka Platformy Obywatelskiej.


Dla Czytelników, którzy chcą udostępnić tekst znajomym mieszkającym poza granicami kraju lub nie znających języka polskiego, przygotowaliśmy wersję po angielsku, dostępną na stronie "Poland Daily 24"


 

 



Źródło: Gazeta Polska

 

#Gazeta Polska

Grzegorz Broński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo