Jutro Raków zagra o fazę grupową Ligi Konferencji

Piłkarze Rakowa Częstochowa w czwartek staną przed szansą awansu do fazy grupowej Ligi Konferencji. W Pradze zagrają ze Slavią, którą u siebie pokonali 2:1. "Poprzeczka wciąż jest zawieszona bardzo wysoko, ale zrobiliśmy pierwszy krok, by ją pokonać" - podkreślił trener Rakowa Marek Papszun.

https://twitter.com/Rakow1921

Przed rokiem, gdy częstochowianie debiutowali w europejskich rozgrywkach, Raków również dotarł do 4. rundy eliminacji Ligi Konferencji, ale do fazy grupowej nie udało się awansować. Na przeszkodzie stanął wtedy zdobywca Pucharu Belgii – KAA Gent, chociaż w pierwszym spotkaniu grający jako gospodarz w Bielsku-Białej Raków wygrał 1:0 po golu Andrzeja Niewulisa. W rewanżu w Gandawie przez 45 minut częstochowianie utrzymywali bezbramkowy remis, ale w jedynej minucie doliczonej do pierwszej połowy gospodarze dopięli swego i objęli prowadzenie - bramkarz Vladan Kovacevic, który czyste konto zachowywał przez 555 minut (pięć pełnych spotkań, dwie dogrywki i pół meczu w Gandawie) w końcu skapitulował. W drugiej połowie Gent zdobył jeszcze dwa gole i wygrał 3:0, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, kto zasłużył na awans.

Teraz sytuacja pozornie jest podobna, bo Raków przed rewanżem na boisku rywali ma tak jak przed rokiem jednobramkową zaliczkę. Ale na tym podobieństwa w zasadzie się kończą. Zwycięstwo nad KAA Gent było bowiem dosyć szczęśliwe, a nad Slavią w pełni zasłużone i nawet powinno być wyższe. Co więcej, zdobyte doświadczenie procentuje i po grze Rakowa widać, że drużyna ma poczucie swojej wartości i mimo klasy przeciwnika potrafi mu nie tylko dorównać, ale i zdominować.

W komentarzach pojawiających się w czeskich mediach pojawiła się teza, że Slavia co prawda nie zlekceważyła wicemistrzów Polski, ale ich nie doceniła i dlatego przegrała, ale w rewanżu już na pewno nie popełni tego błędu. Z kolei trener Jindrich Trpisovsky miał pretensje do niektórych swoich zawodników o zbyt małe zaangażowanie podczas pojedynku w Częstochowie i niewykluczone, że w rewanżu w składzie prażan będzie sporo zmian.

Ewentualni dublerzy pokazali się z dobrej strony w niedzielę, w ligowej konfrontacji z FK Pardubice, zakończonej zwycięstwem Slavii 7:0 (2:0). Co prawda mieli nieco ułatwione zadanie, bo przeciwnik od 44. minuty grał w dziesiątkę, niemniej wynik robi wrażenie. W wyjściowym składzie trener Trpisovsky pozostawił tylko czterech piłkarzy, którzy rozpoczynali mecz w Częstochowie, w tym bramkarza Alesa Mandousa. Prowadzenie dla „Czerwono-Białych” uzyskał David Doudera, potem hat-trickiem popisał się Stanislav Tecl (obaj w Częstochowie nie weszli do gry, choć byli wśród rezerwowych), a dopiero pod koniec meczu na listę strzelców wpisał się Ondrej Lingr oraz dwukrotnie Moses Usor (którzy grali z Rakowem od początku, a przeciwko Pardubicom od 61. min).

Czy zmiany w składzie to ma być recepta Slavii na rewanż z Rakowem, czy też trener po prostu pozwolił niektórym zawodnikom nieco odpocząć? Prawie pewny jest występ ukraińskiego obrońcy Tarasa Kaczaraby, który w Częstochowie nie zagrał z powodu urazu w ligowym pojedynku z FC Jablonec, a z Pardubicami wystąpił w pełnym wymiarze. Z kolei raczej wykluczona w czwartek jest gra Liberyjczyka Oscara Murphy’ego Dorleya i Brazylijczyka Eduardo Santosa, którzy ucierpieli w pierwszej połowie pierwszego meczu z Rakowem i musieli zostać zmienieni.

Trener Trpisovsky wierzy w sukces swojego zespołu. "W rewanżu na własnym boisku musimy być agresywniejsi i mocniej walczyć. Ponadto trzeba poprawić stałe fragmenty gry, zwłaszcza w obronie, bo rywale stwarzali sobie wiele sytuacji po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów. Była duża różnica w powietrzu i musimy nad tym popracować" - podkreślił.

W przeciwieństwie do szkoleniowca Slavii, trener Papszun nie zdecydował się na rozegranie w minioną niedzielę kolejnego meczu ekstraklasy i pojedynek z Pogonią Szczecin został przełożony na 31 sierpnia. Dzięki temu częstochowianie mieli więcej czasu na regenerację i przygotowanie się do występu w Pradze. Spektakularnych zmian w składzie raczej nie należy się spodziewać, chociaż nie można wykluczyć powrotu do drużyny Kovacevica. Zastępujący go w bramce Kacper Trelowski gra co najmniej poprawnie, ale obciąża go bramka, którą strzelił mu z dystansu Nene w meczu z Jagiellonią Białystok. Również z dystansu pokonał go Tomas Holes, tyle że tutaj trudno winić golkipera z Częstochowy, bo kapitanowi Slavii wyszło przypadkiem uderzenie, po którym piłka w efektowny sposób wylądowała w siatce Rakowa.

Należy się spodziewać, że Raków zagra w Pradze w podobnym składzie, jak w pierwszym meczu przeciwko Slavii: na obronie Stratos Svarnas, Zoran Arsenic i Milan Rundic, w drugiej linii Fran Tudor, Giannis Papanikolaou, Walerian Gwilia i Patryk Kun, a w formacji ofensywnej Ivi Lopez, a także Mateusz Wdowiak lub Władysław Koczergin, względnie Bartosz Nowak oraz Vladislavs Gutkovskis lub Sebastian Musiolik. W odwodzie pozostają jeszcze: Bogdan Racovitan, Deian Sorescu, Szymon Czyż, Wiktor Długosz, Gustav Berggren, Fabian Piasecki i Marcin Cebula oraz 17-letni bramkarz Jakub Rajczykowski. Z powodu kontuzji na pewno nie zagrają stoperzy Tomas Petrasek i Andrzej Niewulis oraz pomocnicy Ben Lederman i Igor Sapała.

Przed meczem w Częstochowie faworytami w rywalizacji Rakowa ze Slavią byli wicemistrzowie Czech. Po wygranej Rakowa szanse obu drużyn są oceniane mniej więcej równo, chociaż sympatycy Slavii nie wyobrażają sobie, by ich drużyna zakończyła swój udział w Lidze Konferencji już teraz. Częstochowianie doceniają rywala, ale już pokazali, że można go pokonać i chcą to zrobić po raz drugi.

Papszun jest optymistą, choć zawsze podkreśla klasę rywala. "Jak już wspominałem, poprzeczka wciąż jest zawieszona bardzo wysoko, ale zrobiliśmy pierwszy krok, by ją pokonać. Szkoda, że pierwszego spotkania nie udało się nam wygrać wyżej, bo wtedy mielibyśmy w rewanżu jakiś margines błędu. No, ale lepiej błędów nie popełniać. Przed rewanżem jesteśmy w nieco lepszej sytuacji niż Slavia i zrobimy wszystko, żeby tak pozostało" - zapewnił.

Rewanżowy pojedynek Rakowa ze Slavią poprowadzi trójka sędziów angielskich, a głównym arbitrem będzie Craig Pawson. Początek meczu o godz. 19. Zwycięstwo Rakowa lub remis, to awans częstochowian. Slavia do awansu potrzebuje co najmniej dwubramkowej wygranej. Gdyby wygrała różnicą jednej bramki, to będzie dogrywka, a gdyby i ona nie przyniosła rozstrzygnięcia, to uczestnika fazy grupowej Ligi Konferencji wyłonią rzuty karne.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

 

#Slavia Praga #Raków Częstochowa #Liga Konferencji #Marek Papszun

tm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo