"Gazeta Wyborcza" nie ustaje w praniu mózgów swoich czytelników. Tym razem atakuje serial "Czas honoru", bo komuniści są w nim przedstawieni równie negatywnie jak hitlerowcy. Według sugestii "GW", jest to pisowska wersja historii.

Autor recenzji nowej serii "Czasu honoru", której akcja rozgrywa się po wojnie w Polsce okupowanej przez komunistów, nie może darować twórcom serialu, że zrównali komunizm z hitleryzmem. 

Już tytuł artykułu mówi wiele: "Czas honoru" - nowy sezon od niedzieli w TVP. Komuniści źli jak hitlerowcy.

Potem jest jeszcze ciekawiej. Autor poucza: "Historia nie jest prosta. Powojnie było pod wieloma względami bardziej skomplikowane niż wojna. Mieliśmy własne państwo, które trzeba było odbudować. Komuniści przynosili obietnicę rozwoju przemysłu i wyrwania mas z nędzy. Wielu Polaków wolało zachować neutralność wobec systemu. Inni wybierali współpracę, z przekonania czy konformizmu, tym bardziej że zachodni alianci oddali Polskę w strefę wpływów ZSRR na konferencjach w Teheranie i Jałcie".

I biadoli: "Cała złożoność powojennej sytuacji została sprowadzona do prostej opowieści: my, szlachetni, zdradzeni przez Zachód - oni, źli, pachołkowie Stalina". 

Swój tekst autor kończy sugestią, że "Czas honoru" jest serialem pisowskim. Pisze: Być może ma to związek z dzisiejszą polską polityką - w końcu odwołania do PRL i komunizmu odgrywają w niej dużą rolę, a obie główne partie prowadzą własne "polityki historyczne". Ten serial pasuje bardziej do tej, która mówi, że komunizm był kolejną okupacją.

"Gazecie Wyborczej" przypominamy więc, że komunizm był dużo bardziej krwawym systemem niż hitleryzm (według słynnej "Czarnej księgi komunizmu" pochłonął 100 mln istnień ludzkich). A wszystkich telewidzów zapraszamy do oglądania nowej serii "Czasu honoru" - antyrecenzja w "GW" jest najlepszą rekomendacją.