Polka zachwyca świat sportu: „Taki talent jak Ada Sułek trafia się raz na milion”

Adrianna Sułek w pięknym stylu - pomimo kontuzji - zdobyła srebrny medal w siedmioboju podczas lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Monachium. "Taki talent jak Ada trafia się raz na milion" - mówi z zachwytem jej trener Marek Rzepka.

Adrianna Sułek na mistrzostwach Europy wywalczyła srebrny medal
Fot. Paweł Skraba/PZLA

Adrianna Sułek to rekordzistka Polski i czwarta zawodniczka niedawnych mistrzostw świata w Eugene. W Monachium - pomimo tego, że startowała z urazem nogi - zdobyła łącznie 6532 pkt. Postawa polskiej wieloboistki w Niemczech wzbudziła podziw z uwagi na szczególne okoliczności jej występu. Praktycznie nikt nie wierzył, że uda się jej ukończyć wielobój z powodu kontuzji.

Nie mogła się ruszyć z bólu

Gdybyś zapytał mnie trzy dni temu, czy jest szansa na medal, to powiedziałbym, że absolutnie nie. Adę noga bolała nawet podczas niewielkiego rozruchu. Przyznam szczerze, że w trakcie zmagań mówiłem jej kilka razy, że może należy przerwać rywalizację, bo przed nami kolejne, jeszcze wyższe cele. To jest bowiem zawodniczka na medal olimpijski. Z profesorem Janem Blecharzem rozmawialiśmy z nią na bieżąco. Nie było jednak na tych mistrzostwach Europy siły, która mogłaby Adzie odebrać ten medal

- powiedział trener Rzepka.

Dodał, że najbardziej wszyscy obawiali się biegu płotkarskiego, który otwierał wielobój. W nim Sułek pobiegła znacznie poniżej swoich ogromnych możliwości, ale ukończyła konkurencję.

Ada nie dopuszczała nawet do siebie myśli, że nie ukończy. Baliśmy się także o bieg na 200 m. Po 150 metrach widzieliście wszyscy, że były ogromne problemy. Po tym biegu widać było na jej twarzy ogromny grymas bólu. Po chwili przyszła jednak do nas na boczny stadion i jakby w ogóle nie kulała, jakby nic się nie działo.

Rekord za rekordem

Drugi dzień zmagań Polka zaczęła rewelacyjnie. Poprawiła rekordy życiowe w skoku w dal (6,55) oraz rzucie oszczepem (42,86).

Po dwóch spalonych próbach w dal były we mnie nerwy. Raptem podchodzi do mnie Ada i jakby nigdy nic wypala: "spokojnie trenerze, będzie bardzo dobrze". Potem idzie i skacze życiówkę. Co można powiedzieć o takim zawodniku?

- pytał retorycznie jej szkoleniowiec.

Mogę śmiało powiedzieć, że dyspozycja Ady w Monachium była znacznie wyższa niż w Oregonie. Ona sama — pomimo słabszego wyniku punktowego — także docenia to, co tutaj zrobiła. Rezultat ponad 6500 punktów uzyskany z kontuzją? Przecież to kosmos. W tej dyspozycji, którą osiągnęła na ME, gdyby nie uraz na ostatniej prostej, mogła pokonać w Monachium nawet Thiam. Nie boję się tego powiedzieć

- wskazał trener wicemistrzyni Europy.

Dla Sułek nie ma rzeczy niemożliwych

Trener Rzepka nie krył wzruszenia występem swojej zawodniczki, ale i wielkiej dumy.

Weszliśmy na znakomity poziom. Z niej nie zeszło powietrze po Eugene. Pracowała ciężko i doszła do jeszcze lepszej dyspozycji. Co może być lepszego dla trenera?

Z profesorem Blecharzem Rzepka rozmawiał już po starcie i zgodnie przyznali, że trzeba teraz iść i "sporo położyć na tacę".

Ada nie ma barier. Może skoczyć wzwyż 195 cm, ale to dla niej nie jest kosmos możliwości, jakiś szczyt, na którym jest koniec. Ona teraz ma już kolejny cel. Chce poprawić rekord Europy w pięcioboju halowym. Cel na siedmiobój? Mówiła już o tym - to 7000 punktów. Z taką głową, z takim potencjałem, z takim charakterem? Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych.

 

 


Źródło: pap, niezalezna.pl

#Adrianna Sułek #lekkoatletyka #siedmiobój

jm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo