"To jest do niczego". Łukaszenka wpadł w szał po wizycie w białoruskiej fabryce

Wczoraj białoruski dyktator odwiedził Mińską Fabrykę Motocykli i Rowerów, gdzie ostro skrytykował pracę kierownictwa zakładu. Łukaszenka wpadł w szał po tym, jak usłyszał, że wszystkie części zamienne białoruskiego motocykla "Mińsk" pochodzą z Chin. Zdaniem dyktatora, "należy tworzyć swoje", ponieważ Białorusini "najedli się już tego importu".

Wikimedia Commons/ Okras, CC BY-SA 4.0

Prezydent Białorusi odwiedził w niedzielę fabrykę motocykli w stolicy kraju, gdzie produkowano niegdyś znane na cały ZSRS jednoślady marki "Mińsk". Dyrekcja fabryki miała pokazać przywódcy motocykl w nowej wersji.

Przedstawiciel przedsiębiorstwa chwalił się, że przed dyktatorem stoi "nowy model, który cieszy się dużym zainteresowaniem". Łukaszenka najpierw pochwalił motocykl, ale potem jednak zaczął zasypywać przedsiębiorcę pytaniami.

- Co tu jest własnego? - zapytał Łukaszenka. - Projektowanie i montaż - odpowiedział przedstawiciel. Przyznał, że wszystkie części zamienne pochodzą z Chin, nawet opony, chociaż na Białorusi jest zakład, który je produkuje.

To rozzłościło białoruskiego dyktatora. Łukaszenka zaczął pytać o poszczególne części zamienne. - Czyj reflektor? - Chiński. - Tarcze? - Również. - Silnik? - Chiński. Łukaszenka zapytał, co zrobi, jeżeli "jutro zostaną wprowadzone sankcje". Przedsiębiorca próbował się tłumaczyć, ale białoruski dyktator się nie uspokajał.

 

Wtedy dyktator powiedział, że "czas zrobić swoje" i "ma dość montażu z importowanych części zamiennych". - Czy to twoje przedsięwzięcie? Pamiętaj, że Białorusini już się najedli tego importu - podsumował Łukaszenka, ledwo powstrzymując gniew.

Warto podkreślić, że "Mińsk" to znana i ceniona na obszarze postradzieckim marka motocykli, skuterów, quadów i skuterów śnieżnych produkowanych przez Mińską Fabrykę Motocykli i Rowerów na Białorusi.

 

 



Źródło: o2.pl, Niezalezna.pl

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo