Z OSTATNIEJ CHWILI

Müller: w przyszłym tygodniu projekt specjalnej taryfy na energię elektryczną dla samorządów, podmiotów wrażliwych, małych i średnich firm • • •

Europoseł Rafalska o wydarzeniach w lubuskim WORD: Tak bezczelne zachowania absolutnie nie powinny się zdarzyć

W rozmowie z naszym portalem była minister rodziny, pracy i polityki społecznej oraz europoseł PiS Elżbieta Rafalska stwierdziła, że ostatnia afera w lubuskim WORD pokazuje, iż Platformie Obywatelskiej (PO) brakuje wiarygodności. Bo posłanki tej partii pokazują się jako osoby walczące o prawa kobiet, podczas gdy żadna z nich nie pomogła pani Magdzie Szypiórkowskiej z tegoż WORD. Zatrudnionej w nim zresztą – przypomina polityk PIS – w zamian za wstąpienie właśnie do PO!

Kancelaria Premiera from Poland, PDM-owner, via Wikimedia Commons

Niedawno publicznie mówiła Pani o znanych już w całej Polsce wydarzeniach w lubuskim Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego (WORD). Czy zwracała się Pani w ten sposób do członkiń Platformy Obywatelskiej (PO)?

Tak, absolutnie. A dokładnie: do posłanek Platformy Obywatelskiej, które bardzo często identyfikowane są jako osoby walczące o prawa kobiet, o równość kobiet, Zresztą, one same deklarują tego rodzaju poglądy w swoich programach wyborczych, na swoich sztandarach i billboardach… 

A co Pani skłoniło do wygłoszenia tego wezwania do posłanek PO?

Jestem europosłanką z okręgu zachodniopomorskiego i lubuskiego, a afera w WORD miała miejsce właśnie w Lubuskiem. Przypomnijmy: chodzi o sytuację, w której poszkodowana osoba, zatrudniona w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w zamian za legitymację partyjną, zwraca się z prośbą do posłanki swojej partii o pomoc i ta pomoc nie jest jej udzielana.

I po kolei, wszystkie funkcyjne osoby trochę „ukręcają łeb sprawie”. Co pokazuje, że między deklaracjami a rzeczywistością jest po prostu gigantyczna przepaść! Bo kobieta nie wyciąga pomocnej dłoni do innej kobiety, znajdującej się w trudnej sytuacji. Przecież pani marszałek Elżbieta Polak, która już chyba ponad dziesięć lat jest marszałkiem Województwa Lubuskiego i twardo sprawuje swoją władze, w którymś z wywiadów lub na konferencji prasowej, powiedziała, że pani Magda Szypiórkowska szuka rozgłosu, A na ostatniej konferencji, na której podjęto decyzję o odwołaniu dyrektora WORD, mówiła że pani Szypiórkowska będzie musiała udowodnić mobbing.

Oczywiście, że tak. Ale to jest sytuacja, w której nie staje się po stronie kobiety, tylko po stronie mężczyzny będącego tu - jako dyrektor - stroną silniejszą. Bo ma on przecież określone - że tak powiem - koneksje, gdyż od dawna pełni różne stanowiska. Przeszedł też różne partie, bo najpierw był chyba w PSL. Teraz zaś jest w Platformie Obywatelskiej. A to zdarzenie, do którego doszło w lubuskim WORD, pokazuje, że w PO nie obowiązuje kobieca solidarność.

Dodam jeszcze, że w całej sprawie jest jeszcze drugi wątek. Podnosi go mąż zmarłej w ubiegłym roku pani księgowej, która też tam była nękana i pozbawiano ją uprawnień głównej księgowej. A ta pani skarżyła się do Najwyższej Izby Kontroli i do Państwowej Inspekcji Pracy.

Tak że to nie jest jakaś jedyna, odosobniona sprawa. Relacje pracownicze w lubuskim WORD były absolutnie nieprawidłowe, żeby nie powiedzieć: „absolutnie patologiczne”. Bo przecież jest jeszcze kwestia związana z niemoralną propozycją obyczajową.

Wróćmy jeszcze do Pani wezwania do posłanek PO. Właściwie w jakim celu ono zostało wygłoszone?

Po to, żeby może teraz – nawet tak późno – ale jednak, posłanki PO powiedziały, że sprawa powinna być jak najszybciej zbadana. Nie przesądzając oczywiście o winie czy niewinności nikogo.

Podobne sytuacje zdarzały się już w różnych środowiskach, ale jakby się zadziały w Prawie i Sprawiedliwości, to ten cały „świat aktywistek kobiecych” uderzałby w to, jak konserwatyści - radni czy działacze - zachowują się w stosunku do kobiet. Na pewno byłaby wtedy nieprawdopodobna „jazda polityczna”.

Poza tym chcę pokazać to, że PO brakuje wiarygodności. A w takiej nadzwyczajnej sytuacji, „zwyczajnego pracownika” nie będącego funkcyjnym, nie osłania nawet przynależność do partii politycznej. Bo tu jest polityczne tło. I chodzi mi o to, żeby ludzie w lubuskim WORD nie czuli się bezkarni przez fakt przynależności do PO i sprawowania funkcji z nominacji politycznej. Również z tego powodu, że ich plecami stoi ten czy inny poseł.

Tak bezczelne, bezprawne i skandaliczne zachowania absolutnie nie powinny się zdarzyć. Albo powinny być natychmiast ukrócone. Liczymy, że w okresie wakacyjnym posłanki PO może się troszeczkę przebudzą i pomyślą, że trzeba było się odezwać, stanąć murem za panią Magdą i powiedzieć: „Platformo! Co wy tam wyrabiacie w tym Lubuskiem?”. Zapytać też o to, co robi w tej sprawie pani marszałek, porozmawiać ze swoją koleżanką Krystyną Sibińską.

Przecież proszę pamiętać: te wszystkie działaczki, bardzo wiele posłanek to aktywne uczestniczki Kongresów Kobiet, „Strajku Kobiet”, wszystkich form protestu w obronie praw kobiet i tak dalej. Tak, jak powiedziałam: jest przepaść między deklarowanymi poglądami a rzeczywistymi działaniami!

A posłanki PO odpowiedziały na Pani wezwanie?

Nie. Ale może teraz odpoczywają od polityki i niedługo przylecą z różnych zagranicznych rejsów albo zejdą z zamorskich plaż. Każdy człowiek ma przecież prawo do urlopu.

Ale my musieliśmy reagować natychmiast, żeby nie było powiedziane, że to był atak polityczny. A nie sprawa pracowniczo-obyczajowa. Ale ona jest rozwojowa. Bo skala nieprawidłowości w tej instytucji podległej nadzorowi marszałka jest naprawdę zatrważająca.

Myślę zresztą, że w lubuskim WORD dokonano pewnego rodzaju „zemsty politycznej” na pani głównej księgowej za to, że zwracała się do Najwyższej Izby Kontroli i do Państwowej Inspekcji Pracy. Chciano ją przecież zwolnić dyscyplinarnie. W końcu odeszła za porozumieniem stron. Więc sprawa pani Magdy to nie jest pierwszy przypadek nieprawidłowości w lubuskim WORD.

Chciałbym zwrócić Pani uwagę na udział w tej całej sprawie „Gazety Lubuskiej”. Bo gazeta ta kiedyś należała do Polska Press. Następnie zaś została przejęta przez Orlen. I wygląda na to, że dobrze się stało, bo wreszcie ktoś „patrzy lokalnej władzy na ręce”. A nie jest tak, że wszyscy są w jednej „grupie trzymającej władzę”.

Wcześniej „Gazeta Lubuska” była po prostu jedną z agend Urzędu Marszałkowskiego. Trudno było w niej znaleźć słowo krytyki adresowanej do władz województwa lubuskiego. I może dlatego obecna „Gazeta Lubuska” spotkała się z tak szalenie nieprawdopodobnym atakiem za swoją ingerencję. 

Po pierwsze: próbowano - i to drogą pisemną – ingerować w politykę kadrową pisma, podważając wiarygodność dziennikarza piszącego na temat WORD i sugerując jego wyrzucenie. Jest to rzecz całkowicie niedopuszczalna!

Po drugie: mówiono, że tego rodzaju działania gazety mają być zakończone. I po prostu „włos na głowie się jeży”, jak pomyślimy, co by było, gdyby „Gazeta Lubuska” ugięła się pod tą presją. Tak jak przedtem „uginało się” wiele innych regionalnych czy lokalnych mediów.

I przypomnę, że bardzo wielu dziennikarzy pracujących w „Gazecie Lubuskiej” przy poprzednim właścicielu, albo w różnych innych gazetach, zostało po prostu „wyssanych” do Urzędu Marszałkowskiego, gdzie poszli do pracy. Być może spokojniejszej, wdzięczniejszej. Na pewno lepiej płatnej i bardziej stabilnej.

Było tych dziennikarzy naprawdę bardzo dużo. Można by tu wymieniać całą listę nazwisk. W związku z tym pani marszałek Polak jest też silna –  że tak powiem – własnymi „posiłkami dziennikarskimi”. Ludźmi z doświadczeniem dziennikarskim, sprawnie „władającymi piórem”.

Poza tym bardzo często w przeróżnych sporach marszałek Polak nadużywa straszenia sądami, A mianowicie: jak komuś nie podobają się poglądy pani marszałek Polak w różnych tematach, to wtedy ona mówi: „staniemy na drodze sporu sądowego”. A to jednak na ludzi działa. Wolą nie zaczynać z sądami. Mają obawy nie tylko co do rozstrzygnięć, ale również co do ponoszenia kosztów finansowych. Po prostu czują się słabsi w tym sporze.

A czy pani sądzi, że w innych województwach i powiatach rządzonych przez Platformę jest podobnie?

Ależ jestem przekonana, że tak! Taka sytuacja jest szczególnie w tych województwach, gdzie mamy do czynienia z partyjną ciągłością władzy. Albo tam, gdzie wciąż te same osoby piastują lokalne stanowiska.

Naprawdę taki okres – powiedziałabym – „higieniczny” to są chyba te dwie kadencje, o których mówiliśmy przy prezydentach i burmistrzach. Również dotyczy to marszałków.

Potem – jak to określam – „obrasta się w piórka” i „odrywa się od korzeni”. Władza wtedy wydaje się być ponad wszystko.

Cieszę się więc, że ruszyliśmy temat, który naprawdę jest obecny w różnych miejscach. I który do tej pory jakoś nie przebijał się. Był niedostrzegany. A wymaga naprawdę zmian i odpowiednich rozstrzygnięć.

Może dużą rolę w tym niedostrzeganiu odgrywały lokalne media, które są (a raczej były) opanowane przez przyjaciół Platformy Obywatelskiej i PSL-u?

Mogło tak być! Choć oczywiście obecna ”Gazeta Lubuska” natychmiast zareagowała. Może zresztą dlatego pani Magda poszła właśnie do tej gazety, gdyż wiedziała, że sprawie „nie zostanie ukręcony łeb”. Dalej jest tylko pytanie, na ile starczy odwagi kolejnym ludziom, żeby mówili o innych nieprawidłowościach. Bo proszę pamiętać, że powiązania polityczne przy zatrudnianiu są mocno utrwalone. I ta „siatka znajomych królika” jest bardzo gęsta.

A czy to, że media wreszcie zaczynają mówić o lokalnych sprawach i wpływach różnych grup, „otworzy oczy” mieszkańcom? Chodzi mi o to, że może zaczną zastanawiać się nad tym czy warto – na przykład przy różnych głosowaniach – konserwować stare układy, grupy, sitwy!

Z całą pewnością tak będzie! Tymczasem do tej pory zarząd województwa lubuskiego budował wizerunek swojej władzy jako nieskazitelnej. Pracował nad takim wizerunkiem.

Niezależnie od tego, co się działo.

Dysponując pieniędzmi z Unii Europejskiej, dysponował zresztą gigantycznymi środkami promocji siebie przy okazji realizacji wszystkich unijnych projektów. I ta promocja była permanentna. Miało się wrażenie, że ciągle trwa kampania wyborcza! To dawało zarządowi rzeczywistą przewagę nad opozycją. A przy obecności mediów takich jak „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Lubuska” przy poprzednim właścicielu, na tę władzę nie padał nawet „cień krytyki”.

Tymczasem afera w lubuskim WORD nie jest – moim zdaniem – tylko „rysą na wizerunku” zarządu. To już poważne „pęknięcie”. I refleksja nad tym pojawia się u wyborców!

Wiem o tym, bo widzę, że jest poruszenie. I nawet ci, którzy szczegółowo nie wczytują się w przebieg spraw, widzą, że coś tam jest nie tak. I że ta władza do samego końca ani przez moment nie powiedziała: „zrobiliśmy coś źle”. Brnie więc dalej w rozwiązania bardzo – powiedziałabym - niekorzystne z punktu widzenia pracownika. Czyli opowiada się po stronie dyrektora WORDu i mówi, że nie ma jeszcze rozstrzygnięcia sądowego, a pani Szypiórkowska będzie musiała udowodnić swoje słowa. Jakby już wiedziano, że jej będzie trudno to udowodnić. A przecież natura ludzka jest taka, że zawsze mówimy: „stajemy po stronie tego słabszego, który ma trochę gorzej”. Któremu będzie trudniej niż komuś, kto ma funkcję i pieniądze.

Jednak działacze Platformy Obywatelskiej stają po stronie silniejszego, bo to jest ich kolega!

To jest rodzaj kumoterstwa politycznego. Drugi stopień „doktryny Neumanna”: „gdy dojdzie do jakiegoś sporu, to nie wystarczy być z nami, bo my staniemy po stronie tego, kto jest z nami, a jednocześnie ma stanowiska. I wtedy on wygra!”

I jeszcze dodam: z całą pewnością jest tak, że dyrektor lubuskiego WORD (i nie tylko on) przyjmuje z różnego polecenia osoby z politycznymi legitymacjami. I z tego powodu, trudno jest potem w niego „uderzać”. Funkcjonuje tu zasada świadczenia sobie wzajemnych usług i przysług. I tak to działa!

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo