Cezary Kulesza stawia jasny cel przed Biało-czerwonymi na mundialu w Katarze: „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”

Cezary Kulesza od roku pełni rolę prezesa PZPN. Następca Zbigniewa Bońka mówi, że największą satysfakcję w tym okresie dał mu awans Biało-czerwonych na mundial w Katarze. "Oczekiwania federacji, ale też selekcjonera, piłkarzy, kibiców są takie, żeby wreszcie – po raz pierwszy w XXI wieku – znaleźć się w fazie pucharowej mundialu" - mówi Kulesza na trzy miesiące przed rozpoczęciem mistrzostw świata.

Prezes PZPN Cezary Kulesza mówi o oczekiwaniach wobec Biało-czerwonych przed mundialem w Katarze
fot. Tomasz Jędrzejowski / Gazeta Polska

18 sierpnia mija rok od czasu zwycięskich dla pana wyborów na prezesa PZPN. Sporo się w tym czasie wydarzyło. Było jak u Hitchcocka – zaczęło się od trzęsienia ziemi, a później napięcie jeszcze rosło. To "trzęsienie ziemi" to historia z Paulo Sousą. Miał pan kontakt z Portugalczykiem od czasu jego odejścia z kadry?

Cezary Kulesza: Nie, żadnego.

Co było dla pana najtrudniejsze w ciągu tych 12 miesięcy?

C.K.: Rzeczywiście, poważnych wyzwań nie brakowało. Można nawet powiedzieć, że jedno goniło drugie. Na pewno do takich należały negocjacje z Paulo Sousą. Szczególnie jeśli chodzi o rozwiązanie jego kontraktu. Portugalczyk miał wpisaną pokaźną premię w przypadku awansu na mundial i ona po rozwiązaniu kontraktu nadal mu przysługiwałaby, z racji tego, że większość eliminacji kadra rozegrała z nim na ławce trenerskiej. Wybraliśmy skuteczną taktykę negocjacyjną i udało się porozumieć z obozem Sousy na naszych zasadach. Kolejną ważną decyzją był wybór nowego selekcjonera, który wzbudził emocje w mediach i u kibiców, ale ostatecznie obronił się pod względem sportowym. A to było dla mnie od początku najważniejsze. Celem był awans na mundial i go zrealizowaliśmy.

Wielkie emocje wywołała także sprawa baraży, w półfinale mieliśmy grać z reprezentacją Rosji. Po 24 lutego i rosyjskiej agresji na Ukrainę było dla mnie oczywiste, że do takiego meczu dojść nie może. Bardzo mocno wyraziliśmy nasze stanowisko. Jednocześnie cały czas zabiegaliśmy o wparcie innych federacji. I udało się taką grupę kilkunastu federacji - z Anglią, Szwecją czy Czechami zbudować. To był nasz duży sukces, który musiał zrobić silne wrażenie na UEFA i FIFA. W tle mówiło się przecież o poważnych konsekwencjach w wypadku odmowy rozegrania meczu, czyli nawet kilkuletniej dyskwalifikacji.

Najpierw była mowa o graniu na neutralnym terenie.

Tak, ale my twardo broniliśmy swoich racji. Nie chcieliśmy grać nawet na neutralnym boisku, w żadnym zakątku świata. Zapowiedzieliśmy, że zbojkotujemy mecz z Rosją. Zbudowaliśmy grupę silnych federacji, które nas popierały i także odmówiły ewentualnej rozgrywki z Rosją. Później czekaliśmy na decyzję FIFA. Dziś już na chłodno, choć oczywiście Ukraińcy wciąż walczą z Rosjanami, widzimy, że nasza determinacja miała sens. Zachowaliśmy się godnie i jednocześnie mieliśmy duży wpływ na to, jak Rosja zaczęła być traktowana na europejskiej arenie piłkarskiej.

Czy właśnie z tego powodu ma pan największą satysfakcję po pierwszym roku urzędowania?

C.K.: Moja największa satysfakcja i radość to awans na mistrzostwa świata. Każdy, kto kocha futbol i kibicuje reprezentacji wie, że zwieńczeniem całej pracy są duże imprezy, a mundial jest największą. A łatwo przecież nie było – po listopadowej porażce z Węgrami pojawiło się mnóstwo krytyki. Po części zasłużonej. Wydawało się, że bardzo utrudniliśmy sobie drogę do Kataru. Pamiętam, że frustracja była w nas jeszcze długo po tym meczu.

Jaki cel stawia PZPN przed reprezentacją na mundialu?

C.K.: Chcemy wyjść z grupy. W Korei Południowej w 2002 roku nie wyszliśmy, podobnie w 2006 w Niemczech i w 2018 w Rosji. Oczekiwania federacji, ale też selekcjonera, piłkarzy, kibiców są takie, żeby wreszcie – po raz pierwszy w XXI wieku – znaleźć się w fazie pucharowej mundialu.

Załóżmy, że kadra Michniewicza tego dokona. Co później – sięga pan tak daleko myślami?

C.K.: Jeżeli awansujemy do 1/8 finału, oczekiwania staną się oczywiście jeszcze większe. Ze strony kibiców, ale również naszej, selekcjonera i samych piłkarzy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli rzeczywiście udałoby się wyjść z grupy, to walczmy, nie oglądajmy się za siebie. Udział w mundialu nie zdarza się codziennie.

A co pan pomyślał, gdy Polska trafiła na Argentynę, Meksyk i Arabię Saudyjską?

C.K.: Na pewno były trudniejsze grupy, natomiast oczywiście nikogo nie lekceważymy. Mamy ciekawą drużynę, której przewodzi najlepszy piłkarz na świecie – Robert Lewandowski. Czesław Michniewicz jest ponadto trenerem, który jak mało kto umie przygotować drużynę do konkretnych spotkań decydujących o dużych rzeczach. Mam nadzieję, że nie będzie kolejnych kontuzji. Żałujemy, że wypadł Jakub Moder, bo stanowił bardzo ważne ogniwo reprezentacji.

Kto jest dla pana faworytem mundialu?

C.K.: Zawsze oczy są skierowane na Brazylię, a teraz mają bardzo silny zespół. Oczywiście również Francja, która broni tytułu. Na pewno wicemistrzowie Europy Anglicy czy nasi grupowi rywale Argentyńczycy, którzy wygrali Copa America. Jest grupa drużyn, które zawsze są faworytami. Niemniej jednak może zdarzyć się niespodzianka, czarny koń turnieju, bo akurat ktoś będzie miał zwyżkę formę i przy odrobinie szczęścia zaskoczy wszystkich. Chciałbym, żeby to była nasza reprezentacja.

 

 

 



Źródło: pap, niezalezna.pl

#Cezary Kulesza #Katar 2022

jm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo