Najbardziej zbrodniczy rozkaz w dziejach ludzkości

11 sierpnia przypada tragiczna rocznica wydania w 1937 r. przez szefa NKWD Nikołaja Jeżowa rozkazu nr 00485, na mocy którego rozstrzelano 111 091 Polaków, a 28 744 zesłano do gułagu. Nie ma w dziejach ludzkości drugiego podobnego jednorazowego aktu administracyjnego skutkującego zamordowaniem tak wielkiej liczby ludzi.

Po traktacie ryskim za granicą wschodnią II Rzeczypospolitej pozostawione zostały potężne wyspy polskości w okolicach Mińska, Witebska, Żytomierza i Kamieńca Podolskiego. Na sowieckiej Białorusi i Ukrainie pozostała jednak liczna mniejszość polska, szacowana na 1,2–2 mln osób, a według oficjalnego – zaniżającego jej liczbę – sowieckiego spisu ludności z 1926 r. licząca 771 760 osób. W Polsce sądzono, że dalszym przeznaczeniem „porzuconych” będzie niewola. Nie przewidywano jednak eksterminacji, której padli ofiarą.

„Wrogowie ludu”

Terror był cechą immanentną bolszewizmu. Polacy ginęli bez przerwy od chwili powtórnego dostania się pod moskiewskie panowanie, tym razem w jego komunistycznym wydaniu. Społeczność polska na Kresach utraconych po 1921 r. była w marksistowskim sensie klasowości dosyć jednolita. Warstwy wyższe albo uciekły przed bolszewicką pożogą w latach 1917–1920, albo uległy zagładzie. Mimo to pozbawiona elit społeczność polska pod panowaniem sowieckim uważana była za szlachtę zagrodową, „klasowo wrogą” nowemu ustrojowi.

Przeważająca część represji sowieckich była bezpodstawna i miała charakter prewencyjno-terrorystyczny – jej celem było zastraszenie społeczności polskiej, a nie wyłowienie aktywnych wrogów. Głównym zarzutem stanowiącym pretekst do dokonywanych prześladowań Polaków pod sowieckim panowaniem była ich rzekoma działalność szpiegowska, powiązania z członkostwem w Polskiej Organizacji Wojskowej, którą miał się jakoby posługiwać polski wywiad. Był to zarzut kuriozalny, gdyż POW została rozwiązana rozkazem swojego komendanta 11 listopada 1918 r.

Jedyną rzeczywiście znaną historykom polską organizacją antysowiecką na dalekich Kresach był konspiracyjny Polski Komitet Wykonawczy na Rusi, uznający, że okres zaborów dla tych ziem jeszcze się nie skończył i trzeba walczyć dalej. Niewiele jednak o niej wiadomo. W latach 1924–1929 pod zarzutem szpiegostwa rozstrzelano setki Polaków. Prawdziwa zagłada całej społeczności nastąpiła jednak w latach 30. Wstępem był wielki głód w latach 1932–1933 na Ukrainie, który pochłonął ok. 3,3 mln istnień ludzkich, w tym ok. 21 tys. Polaków.

„Agenci imperializmu”

Pogorszenie się stosunków polsko-sowieckich po podpisaniu polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy ze stycznia 1934 r. skutkowało sowiecką kampanią propagandową prowadzoną pod hasłem „Polscy giermkowie niemieckiego faszyzmu”, wiodącą do wytworzenia w społeczeństwie ZSRS antypolskiej psychozy. Polak stał się synonimem „sabotażysty, szkodnika i faszystowskiego szpiega”. Rosyjscy antypolscy propagandziści doby powstania styczniowego (Michaił Katkow, Dmitrij Tołstoj, Aleksander Koszelow i Konstantin Pobiedonoscew) znaleźli oddanych naśladowców w totalitarnym, sowieckim wydaniu. Stara moskiewska koncepcja Polaka jako „zdrajcy” (do 1917 r. – słowiańszczyzny, potem – idei komunistycznych) i „agenta Zachodu” (jezuitów, jakobinów, Napoleona, ententy i światowego kapitalizmu) znalazła w ramach kremlowskiej propagandy swą nową i nie ostatnią przecież mutację (od 1945 r. do dziś pozostajemy wszak „agentami amerykańskiego imperializmu i CIA”). Polacy zostali uznani za „element niepewny” w obliczu zbliżającego się starcia z „połączonymi siłami światowego imperializmu”.

Próba stworzenia „sowieckiego Polaka”

Wcześniej jednak, w latach 1926 i 1932, w ramach sowieckiej polityki „ukorenennjia” (zakorzenienia komunizmu) stworzono dwa autonomiczne rejony polskie – Marchlewszczyznę (1926–1935) na Wołyniu (w jego sowieckiej części) z centrum w Dowbyszu (Żytomierszczyzna), gdzie mieszkało 41 tys. ludzi, a po poszerzeniu z 1930 r. o kolejne wioski ok. 52 tys. (w tym 70 proc. Polaków), i Dzierżyńszczyznę na Białorusi w rejonie Mińska (1932–1938) z centrum w Kojdanowie. Zakończenie tego bolszewickiego eksperymentu, polegającego na próbie wychowania sowieckiego Polaka, nastąpiło na skutek decyzji Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) [KC WKP(b)] w Moskwie, podjętej na przełomie lat 1934/1935. Podjęcie owej decyzji miało kilka przyczyn. Na ochłodzenie międzypaństwowych relacji polsko-sowieckich nałożyła się porażka komunistów w dziele kolektywizacji Polaków na Ukrainie, a przede wszystkim niepowodzenie bolszewików w zaszczepianiu sowieckich ideałów społeczności polskiej na całych Kresach dalekich. Wszystko to skutkowało zmianą polityki Moskwy wobec Polaków. Zlikwidowano oba polskie rejony autonomiczne – Marchlewszczyznę w 1935 r., Dzierżyńszczyźnę w 1938 r., a ich aktyw i nauczycieli uwięziono, a potem rozstrzelano.

Operacja antypolska NKWD – rozkaz Jeżowa

Deportacjom Polaków prowadzonym w ramach rozkułaczania już od 1932 r. towarzyszyły egzekucje. Ich kulminacją była operacja antypolska NKWD z lat 1937–1938. Szeroko zakrojona akcja uzasadniona została koniecznością „podniesienia mobilizacyjnej gotowości kraju w obliczu grożącej wojny (…) i wzmożonej akcji wywiadowczo-dywersyjnej polsko-niemieckiej”. Towarzyszyła jej gwałtowna militaryzacja zachodniego pasa granicznego z budową licznych fortyfikacji i instalacji wojskowych. Polacy jako potencjalna piąta kolumna nie mogli być według władz sowieckich świadkami przygotowań wojennych. Uznani też zostali za potencjalne zagrożenie dla tyłów Armii Czerwonej szykującej się do inwazji na Europę.

Decyzja o rozpętaniu pierwszej w ZSRS czystki etnicznej i o wymierzeniu jej w Polaków zapadła na plenum KC WKP (b), które odbyło się w dniach 23 lutego – 5 marca 1937 r. Na jej mocy w ramach tzw. polskiej operacji, która formalnie trwała od 20  sierpnia 1937 r. do 17 listopada 1938 r., a w rzeczywistości dłużej, aresztowano z górą 150 tys. osób, z których, jak wyżej wspomniano, na rozkaz Jeżowa rozstrzelano 111 091. Akcja objęła Polaków na obszarze całego ZSRS, prowadząc często do eksterminacji lokalnych republikańskich elit naukowo-technicznych – jak np. w azerskim Baku, gdzie liczni Polacy jeszcze od czasów carskich rozwijali wydobycie ropy naftowej. Gros ofiar ze względów oczywistych mieszkało jednak na dawnych dalekich Kresach Rzeczypospolitej.

Masowe eksterminacyjne wywózki Polaków z dalekich Kresów rozpoczęły się jesienią 1937 r. od Marchlewszczyzny i pogranicza z Polską wiosną 1938 r., zaś rozciągnięto je na Białoruś (wysiedlając lub mordując prawie całą ludność polską Dzierżyńszczyzny) i na całość dawnych Kresów Rzeczypospolitej znajdujących się pod panowaniem sowieckim. Antypolskie represje objęły także część ludności zakwalifikowanej wcześniej przez władze sowieckie jako Białorusini katolicy. Na Białorusi na przygranicznej wówczas Mińszczyźnie wysiedlano wszystkich Polaków, z aktywistami sowieckimi włącznie, w rejonach położonych dalej od granicy represje były bardziej wybiórcze – wysiedlano np. wsie polskie znajdujące się w pobliżu węzłowych stacji kolejowych.

Eksterminacja Polaków była systematyczna i zorganizowana. Do wsi polskich wchodziły oddziały NKWD, ludności dawano od kilku do kilkunastu godzin na spakowanie się, a równocześnie dzielono ją na trzy grupy – mężczyzn, kobiety z małymi dziećmi i dzieci powyżej 10 lat. Tak zwane trojki NKWD przeprowadzały sądy doraźne nad mężczyznami, zazwyczaj na podstawie wcześniej przygotowanych list osób wyselekcjonowanych jako zdolne do stawiania czynnego oporu. Wyroki zapadały w trybie natychmiastowym, a kary wahały się od 10 do 15 lat łagrów, a najczęściej oznaczały rozstrzelanie w najbliższym lesie. Na wysiedlenie kierowano kobiety, małe dzieci i starców. Dzieci powyżej 10 lat odbierano matkom i kierowano do tzw. dietdomów – sierocińców z przeznaczeniem na wychowanie na oddanych idei komunistycznej, prawomyślnych sowieckich poddanych. Ogółem deportowano w tym okresie z dalekich Kresów ponad 100 tys. Polaków. Dziesiątki tysięcy z nich zmarły w transportach, gdzie odsetek śmiertelności wynosił 20–25 proc., a potem w łagrach i miejscach osiedlenia. Polaków zsyłano głównie do obwodu kokczetowskiego w Kazachstanie i stąd do dziś istnieje w tym kraju kilkudziesięciotysięczna mniejszość polska, stanowiąca wyzwanie repatriacyjne dla każdego rządu polskiego po 1989 r. Część deportowanych Kresowiaków wysłano także do Donbasu, do dawnych wsi ukraińskich wymarłych w czasie wielkiego głodu. (Ich potomkowie od 2014 r., uciekając przed rosyjskim najazdem, także szukają obecnie schronienia w Polsce). Na miejsce wysiedlonych i wymordowanych Polaków sprowadzono chłopów z centralnej Rosji.

Zagładzie uległa wspólnota polska na Mińszczyźnie, gdzie głównym miejscem mordu były Kuropaty, a kolosalne ofiary poniosła Żytomierszczyzna (ok. 70 tys. rozstrzelanych pogrzebano potajemnie na cmentarzu na terenie Żytomierza). Eksterminacja Polaków nie ograniczała się jednak tylko do niej. W Berdyczowie aresztowano 60 proc. Polaków. Głównymi miejscami eksterminacji Polaków na sowieckiej Ukrainie były Bykownia pod Kijowem i Winnica (gdzie w obu wypadkach mordowano także Ukraińców). Znana jest zagłada polskiej dzielnicy Płoskirowa – Greczan, skąd, począwszy od 24 czerwca 1936 r., wywieziono potężną grupę Polaków do Kazachstanu, gdzie założyli wioskę Tajynsza, resztę zaś wymordowano w zbiorowej egzekucji w 1937 r. Obok Kresowiaków z wyżej wymienionych miast ciężkim represjom poddano także Polaków z Kamieńca Podolskiego, Słucka, Mozyrza, Połocka i Mińska, dokonując antypolskiej czystki etnicznej w całym pasie pogranicznym z Polską – tak w rejonach wiejskich, jak i miejskich. Odsetek Polaków skazanych w sądach doraźnych przez wspomniane wyżej trojki i zgładzonych był przy tym większy w miastach niż na wsiach. Ich rodziny deportowano. Osobną kategorią Polaków, na której skoncentrowano akcję NKWD, byli pracownicy kolei (inżynierowie, urzędnicy kolejowi i kolejarze). Wynikało to z wojskowego znaczenia komunikacji kolejowej i woli usunięcia z jej obsługi „elementu niepewnego”. Represjom poddawano także nie-Polaków o polsko brzmiących nazwiskach. Miało to odstraszyć Ukraińców i Białorusinów od wszelkich związków z polskością, która stała się na dalszych Kresach synonimem wrogości wobec ustroju sowieckiego, a zatem przesłanką do nieuchronnych represji, z wysokim ryzykiem śmierci włącznie.

Eksterminacji uległo polskie duchowieństwo katolickie w ZSRS, które zostało przeznaczone do całkowitej likwidacji. Spośród 470 duchownych, świadczących posługę duszpasterską w Sowietach przed operacją polską NKWD, po jej zakończeniu pozostało na obszarze całego ZSRS (nie tylko na Kresach) zaledwie dziewięciu kapłanów i 11 czynnych kościołów. W przeddzień agresji sowieckiej na Polskę w 1939 r. funkcjonowały już tylko dwa czynne kościoły katolickie – w Moskwie i w Leningradzie, służące głównie dyplomatom obcych państw. Katolicyzm na Kresach dalekich zszedł do podziemia.

Ogólnie straty ludności polskiej w ZSRS w latach 30. XX w. wyniosły około 30 proc. jej stanu z końca lat 20., a zatem też już nie wyjściowego, lecz utrzymanego po ok. 10-letniej egzystencji pod władzą sowiecką. Według oficjalnych, a zatem zaniżonych statystyk sowieckich liczba Polaków pod władzą Moskwy zmniejszyła się z 782 tys. w 1926 r. do 626 tys. w 1939 r. Brakowało 156 tys. ludzi i to bez uwzględnienia przyrostu naturalnego z lat 1926–1939. W takiej skali nie zmniejszyła się liczebność żadnej innej grupy etnicznej w ZSRS. Równocześnie z operacją wymierzoną przeciw Polakom represjom poddano także inne mniejszości (Niemców, Bułgarów, Węgrów, Łotyszy i Macedończyków).

Terror był zresztą ogólnosowiecki. W sumie od 1 października 1936 r. do 1 listopada 1938 r. w ZSRS aresztowano 1 565 041 osób. Polacy jednak nawet na tym straszliwym tle wyróżniali się skalą cierpień – jako „pierwszy naród ukarany”, pierwsza w ZSRS grupa wyodrębniona na bazie kryterium etnicznego i z tego powodu skazana na eksterminację oraz jako naród szczególnie silnie represjonowany. Według badań prof. Terryy’ego Martina z Harvardu Polak mieszkający w ZSRS w latach 30. był 31 razy bardziej narażony na rozstrzelanie niż przedstawiciel jakiejkolwiek innej narodowości sowieckiego imperium. Według Timothy’ego Snydera dla Polaka aresztowanego w ZSRS prawdopodobieństwo rozstrzelania wynosiło 78 proc., przy średniej dla innych obywateli sowieckich – 50 proc.. Wśród rozstrzelanych ponad 681 tys. ofiar wielkiego terroru z lat 1937–1938 Polacy stanowili 12,5 proc. zamordowanych, choć ich odsetek wśród ludności Sowietów wynosił zaledwie 0,4 proc. Ludobójstwo popełnione na mniejszości polskiej w ZSRS w 1937 r. było zapowiedzią przyszłej sterowanej z Moskwy sowieckiej „polityki kresowej”. „Czyszczenie” z Polaków pasa nadgranicznego było zaś częścią sowieckich przygotowań do wojny. Podobny los spotkał inne narody dawnej Rzeczypospolitej, których państwa pozostawały wówczas poza władzą Moskwy. W analogicznej do polskiej operacji łotewskiej zginęły 16 753 osoby, a estońskiej – 7998 osób.

Od końca lat 40. do połowy lat 60. Sowieci zezwalali na powrót ludności polskiej wysiedlonej w ramach antypolskiej akcji NKWD z lat 1937–1938. Wróciło – głównie na Żytomierszczyznę – ok. 50–60 proc. wcześniej deportowanych. Dziś w tym właśnie rejonie mieszka niemal 75 proc. wszystkich Polaków, obywateli Ukrainy. Znacznie więcej niż na Kresach Południowo-Wschodnich II RP (Galicja Wsch. i Wołyń Zach.). W Dowbyszu Polacy stanowią ok. 70 proc. mieszkańców. Społeczność polska białoruskiej Mińszczyzny nie została natomiast odtworzona.

 

 


Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Przemysław Żurawski vel Grajewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo