Męczennik – apostołem Kazachstanu

Błogosławiony ksiądz Władysław Bukowiński wielokrotnie miał okazję ratować się przed uwięzieniem i torturami ucieczką do Polski. Wybrał jednak posługę wiernym, którzy mu zaufali.

Ks. Władysław Bukowiński na fotografii NKWD po aresztowaniu w 1940 r.
Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=86006228

Urodził się 22 grudnia 1904 roku w Berdyczowie na Kijowszczyźnie. Wcześnie osierociła go matka. Wkrótce rodzina w obawie przed bolszewikami uciekła w okolice Krakowa.

Młody Władek eksternistycznie zdał maturę i na Uniwersytecie Jagiellońskim ukończył Prawo i Nauki Polityczne. Kariera świecka była jednak nie dla niego. W 1926 roku wstąpił do seminarium duchownego a święcenia kapłańskie otrzymał 28 czerwca 1931 roku na Wawelu. Miejsce to było swoistym wyróżnieniem za postępy w nauce i nienaganne zachowanie. - Boże – pisze jego biograf ks. Jan Nowak – serce księdza Władysława kierowało się zawsze ku Tobie i czerpało z Twojej nieskończonej miłości. Z tego źródła płynęła moc jego heroicznej miłości i pobudzała go do największych poświęceń. Ogarnięty Twoją miłością odkrywał sens cierpienia i znosił prześladowania, aby ocalić tych, których postawiłeś na jego drodze i doprowadzić ich ku zbawieniu. 

Trzeba wciąż żyć z dnia na dzień, bez żadnego planowania przyszłości niepewnej i niedającej się ustawić. Tak można żyć tylko z silną wiarą w opatrzność.

(Z listów beatyfikowanego str. 336) 

Wikariat odbył w Rabce, potem w Suchej Beskidzkiej. Następnie na własną prośbę wyjechał na kresy. W seminarium duchownym w Łucku był wykładowcą, a następnie nominowano go proboszczem łuckiej katedry. W czasie wojny z całych sił pomagał potrzebującym, korzystając nie raz z własnych skromnych zasobów. 

Po tamtych małych ofiarach przyszedł czas na ofiary o wiele większe. I teraz jeszcze czas ów wielkich ofiar w mym życiu bynajmniej się nie skończył ale właśnie te ofiarki i ofiary opromieniają nasze życie, opromieniają miłością.

(Listy str. 388)

Uwięziony i torturowany przez NKWD przebywał blisko rok w odosobnieniu. Cudem uniknął śmierci podczas masowego rozstrzeliwania więźniów. Po prostu z celi, w której przebywał wybrano wszystkich na śmierć. On został.

Po wyjściu na wolność zyskał sobie miano Nieustraszonego Apostoła Wschodu. W ukryciu z narażeniem życia, znosząc upokorzenia i prześladowania pełnił posługę duszpasterską po domach z przekonaniem, że ważna jest każda rodzina, bo to ona tworzy domowy kościół. 

- Poczułem się bardzo szczęśliwy i wdzięczny opatrzności za to, że mnie tam przyprowadziła, do tych tak biednych i opuszczonych a przecież tak wierzących i miłujących braci i sióstr w Chrystusie […]. Nie wiemy, w jaki sposób Opatrzność Boża nad naszym Kościołem w tym kraju. Wiem tylko, iż słodkie jest jarzmo Chrystusowe a brzemię Jego jest lekkie…

(Wybór wspomnień str. 125-126)

Od 1945 do 1954 roku znowu przebywał, po krótkim zwolnieniu, w sowieckich więzieniach i obozach pracy. W Łucku, Kijowie, Czelabińsku i Dżezkazganie. Pół żywy, zawsze był słabego zdrowia, odwiedzał chorych, udzielał sakramentów i prowadził rekolekcje w różnych językach. Dla księdza Władysława Bóg był jedynym źródłem radości i pogody ducha. Zawsze stawał wobec Niego w prawdzie i był narzędziem w Jego rękach. Był przekonany, że nasze życie jest nieustającą chwałą Bożą.

Z dala od stron rodzinnych nie jestem bynajmniej przygnębiony i wcale nie uważam się za jakąś ofiarę losu. Wręcz przeciwnie dziękuję Bogu za wszystko. Sądzę, że przez cały ten długoletni okres życia zawsze byłem i dotąd jestem człowiekiem na właściwym miejscu.

(Listy str. 152)

W 1954 roku przyszły błogosławiony prowadził nadal tajne duszpasterstwo w domach prywatnych, mimo że funkcjonariusze NKWD deptali mu po piętach. W rok później pojawiła się możliwość powrotu do ojczyzny. Stało to się w wyniku trudniej akcji dyplomatycznej. Docenił ten wysiłek, ale odrzucił propozycję, bo „sumienie nie pozwoliłoby mu zostawić wiernych bez kapłana” . Nadal odbywał wyprawy misyjne do Ałma Aty, Tadżykistanu, Aktiubińska i Semipałatyńska.

Ksiądz Bukowiński zawsze był wierny swojemu powołaniu. Prześladowany w więzieniach, w łagrach, także w rzadkich chwilach wolności przebaczał. Dał nam wzór miłości wiernej, niezłomnej, zawsze otwartej.

Zdaje się, że nigdy nie dałem się zatruć nienawiścią i że miłość nieprzyjaciół nie była samą tylko piękną  teorią w mym życiu.

(Wybór wspomnień str. 72).

W 1958 roku został ponownie uwięziony na trzy lata. Po odbyciu kary kontynuował w Karagandzie pracę duszpasterską w ukryciu. Mimo nalegań przyjaciół i bardzo słabego zdrowia nie pozostał w ojczyźnie, gdzie byłby otoczony właściwą opieką medyczną, podczas gdy na obczyźnie nie miał żadnej. Nie mógł jednak myśleć o sobie, gdy w sowieckich republikach nie było choćby jednego kapłana. Tam pragnął pozostać do śmierci. Swoją posługę pełnił nawet w chorobie. Wpatrując się w Boga i wsłuchując w Jego głos właściwie odczytywał wolę Pana, oceniał sytuację i rozpoznawał możliwości. Mimo zakazu i prześladowań skutecznie ewangelizował, tych którzy tego pragnęli. 

- Ja mam dwa hasła w mym życiu i pracy. Jedno to jest hasło Jana Bosko: lepsze jest najniebezpieczniejszym wrogiem dobrego, drugie me hasło brzmi: co mogę zdziałać dziś, tego nie odkładam na jutro. Oba te hasła ściśle zresztą ze sobą związane, doskonale zdają swój egzamin w mojej obecnej sytuacji. To co lepsze i najlepsze jest tu najczęściej nie do osiągnięcia.

(Listy str. 114)

Zmarł w Karagandzie w opinii świętości 3 grudnia 1974 roku. - Dla chorych, cierpiących i prześladowanych – czytamy w cytowanej już biografii - jest wzorem i pomocą z nieba, gdzie nadal pomaga tak, jak za swego życia starał się zaradzić każdej ludzkiej biedzie.
 

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Kaja Bogomilska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo