Morawiecki: „W UE mamy do czynienia z formalną demokracją i faktyczną oligarchią”

W UE "równość poszczególnych państw ma jedynie charakter deklaratywny. Praktyka polityczna pokazała, że stanowiska Niemiec i Francji liczą się bardziej niż jakiekolwiek inne. Mamy więc do czynienia z formalną demokracją i faktyczną oligarchią, w której władzę sprawują najsilniejsi" - pisze premier Mateusz Morawiecki w artykule opublikowanym dziś na portalu niemieckiego dziennika "Die Welt". "Ponadto silni popełniają błędy i są niezdolni do przyjęcia krytyki z zewnątrz" - zauważa szef polskiego rządu.

Mateusz Morawiecki
Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

Jego zdaniem "zaworem bezpieczeństwa, który chroni UE przed tyranią większości, jest zasada jednomyślności". Szukanie kompromisu między 27 krajami, których interesy tak często są sprzeczne, "może być czasem frustrujące, a kompromis może nie zadowalać wszystkich w stu procentach. Gwarantuje jednak, że każdy głos jest wysłuchany, a przyjęte rozwiązanie spełnia minimalne oczekiwania każdego państwa członkowskiego" - wyjaśnia.

Morawiecki podkreśla, że "jeśli ktoś sugeruje, że działania UE powinny w jeszcze większym stopniu niż dotychczas zależeć od decyzji niemieckich, ponieważ do tego doprowadziłoby zniesienie zasady jednomyślności, to należałoby krótko przyjrzeć się niektórym decyzjom Niemiec z przeszłości". Stawia pytanie "czy gdyby Europa w ostatnich latach zawsze zachowywała się tak, jak chciały tego Niemcy, bylibyśmy dziś w lepszej czy gorszej sytuacji?".

Premier zwraca uwagę, że "gdyby cała Europa poszła za opinią Niemiec, już od wielu miesięcy działałby nie tylko Nord Stream 1, ale i Nord Stream 2. Zależność Europy od rosyjskiego gazu, który dziś służy Putinowi jako narzędzie szantażu wobec całego kontynentu, byłaby niemal nieodwracalna".

Morawiecki podkreśla też inny aspekt. "Gdyby cała Europa przyjęła propozycję prezydencji niemieckiej, by w czerwcu 2021 roku odbył się szczyt UE-Rosja, wiązałoby się to z uznaniem Putina za pełnoprawnego partnera i zniesieniem sankcji nałożonych na Rosję po 2014 roku" i aneksji Krymu. Gdyby ta propozycja, "blokowana wówczas przez Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię, została przyjęta, Putin otrzymałby gwarancję, że UE nie podejmie żadnych realnych działań w celu obrony integralności terytorialnej Ukrainy".

"Gdyby Unia Europejska przyjęła też proponowane w 2015 roku reguły dystrybucji migrantów, zamiast twardej polityki obrony własnych granic – podstawowego atrybutu suwerenności państwa – to dziś coraz bardziej bylibyśmy przedmiotem, a nie podmiotem polityki międzynarodowej" - stwierdza Morawiecki. Przypomina, że w 2015 roku "Putin dostrzegł, że migranci mogą być wykorzystywani w wojnie hybrydowej przeciwko UE i w 2021 roku wraz z Aleksandrem Łukaszenką zaatakował w ten sposób Polskę, Litwę i Łotwę".

"Gdyby cała Europa wysłała broń na Ukrainę w takiej samej skali i w takim samym tempie jak Niemcy, wojna zakończyłaby się już dawno: jej rezultatem byłoby absolutne zwycięstwo Rosji, a Europa byłaby już w przededniu nowej wojny" - pisze premier RP. "Rosja, ośmielona słabością swoich przeciwników, w rzeczywistości kontynuowałaby działania" - dodaje.

Zdaniem Morawieckiego "jeśli naprawdę chcemy dziś mówić o wartościach demokratycznych, to czas na wielki rachunek sumienia w Europie. Zbyt długo najważniejszą wartością dla wielu krajów była niska cena rosyjskiego gazu. A przecież wiemy, że prawdopodobnie była ona tak niska także dlatego, że nie dodano podatku od krwi, jaki płaci dziś Ukraina".

 

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

#Mateusz Morawiecki #Unia Europejska

mt
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo