Rzeź Woli w Polonijnej Pamięci

5 sierpnia to Dzień Pamięci Ofiar Woli. Polonia także upamiętniła powstańców oraz cywilów, którzy zostali zamordowani przez Niemców.

fot. Małgorzata Schulz

Rzeź mieszkańców stołecznej Woli trwała od 5 do 7 sierpnia 1944 r. W masowych egzekucjach Niemcy wymordowali od 40 do 60 tysięcy mieszkańców dzielnicy. Ludność była rozstrzeliwana, a ciała zabitych palono.

Cywile wyprowadzani byli na ulice, zupełnie nieświadomi, że zaraz utracą życie. Niektórzy pakowali walizki i mieli na sobie zimowe palta, ponieważ myśleli, że ich tułaczka może długo potrwać. Ludzie wyciągani byli z bram, łapani w drodze do pracy i z pracy. 

Polonijnie obchody pamięci bohaterów powstania warszawskiego łączą się z tymi w Polsce.

Uroczystości upamiętniające bohaterów powstańczych poza granicami kraju są tak ważne, ponieważ są przejawem ciągłości i jedności polskiego narodu. Wielu Polaków musiało emigrować bądź nie mogło do Polski powrócić.

Duża liczba żołnierzy Armii Krajowej, którzy przeżyli trafili do obozów jenieckich poza granicami kraju. Słysząc o komunistycznym reżimie, nałożonym przez Sowietów na Polskę, pozostali poza granicami Polski przez całe swoje życie.

(fot. Małgorzata Schulz)

Także wielu cywilów, którzy przeżyli swoje życie na emigracji, dobrze pamięta tamte tragiczne chwile.

Henryka Frąckiewicz, mieszkanka Los Angeles, która w czasie powstania miała 5 lat, wspomina Rzeź Woli: „Po trzech dniach Niemcy zaczęli wypuszczać wszystkie kobiety. Mężczyźni mieli wychodzić jednym wyjściem, młode kobiety innym a staruszki i starcy wraz z kobietami z dziećmi, przez osobną bramkę. Przechodziliśmy przez przebitą w betonie dziurę w ścianie warsztatu, obok naszego domu. Do dzisiaj widzę ten widok; leżą między maszynami w tym przejściu dwie dziewczyny z rozprutymi brzuchami i jęczą wody, wody. Moja mama mnie podnosi żebym nie weszła na nie, bo przecież byłam pięcioletnim dzieckiem i przenosi mnie przez nie, idziemy na podwórko, a tam w każdym oknie wisi człowiek, zastrzelony przez Niemców".

- Tatę zabrali, a my trafiłyśmy na Jelonki, tam w domkach jednorodzinnych mieszkało po 20 osób w każdym, leżeliśmy na siennikach, gdzie się dało. Warunki było straszne, mama dowiedziała się o jakimś folksdojczu mówił, że możemy dostać się do obozu pracy. Mama miała pieniądze, ale on polskich pieniędzy nie chciał. Miała też biżuterię, którą mu pokazała, wybrał kolczyki z rubinami które, mój dziadek mi kupił, wziął te kolczyki. Powiedział, że na drugi dzień ma pani dać córce butelkę wody i przyprowadzić ją tam na umówione miejsce przy tych barakach, będzie czekał a córka ma bardzo płakać

- mówi nam.

- Płakałam i głowy nie podnosiłam tylko szłam, do dzisiaj widzę samochód i but oficerski i taką szpicrutę, którą uderza o but z cholewami. Dużo można by jeszcze opowiadać, w życiu mówimy, że mamy przebaczać, ale ja nie przebaczę. Połowa mojej rodziny zginęła, moi rodzice umarli wcześniej, bo to były takie przeżycia dla nich, żeby się uratować i żeby mnie uratować. Niemcy teraz chcą być naszymi przyjaciółmi, chcą nasz gaz, żebyśmy my im pomagali. Polska ma im dać gaz, oni nas nie kochają, oni dalej nas okupują tylko w inny sposób

- dodała.

W Los Angeles uczczenie pamięci bohaterów powstania odbyło się w zeszłą niedzielę, na terenie Parafii Matki Boskiej Jasnogórskiej. Zebrani złożyli kwiaty pod tablicą upamiętniającą żołnierzy Armii Krajowej.

Ksiądz Mirosław Frankowski, proboszcz parafii Matki Boskiej Jasnogórskiej i Sanktuarium Jana Pawła II w Los Angeles, podczas kazania wspomniał uczestników powstania: „To byli bohaterowie, dla nich to co ziemskie nie miało znaczenia, dla nich najwyższe wartości miały znaczenie, Bóg, Honor, Ojczyzna,” powiedział ksiądz Frankowski.

(fot. Małgorzata Schulz)

Tutaj należy podkreślić rolę polskich parafii polonijnych kształtowaniu postaw patriotycznych. Polakom na emigracji od pokoleń towarzyszyli księża, którzy pełnili kluczową rolę w utrzymywaniu polskości, z dala od ojczyzny.

Autorka tekstu w swoim przemówieniu, podczas patriotycznie uroczystość w Los Angeles, wspomniała lokalnych weteranów, z których większość już odeszła.

Mieszkał tutaj oficer AK, Sylwester Braun „Kris,” fotoreporter powstania, który zrobił ponad 3,000 zdjęć, w tym jedno z najsłynniejszych oraz najbardziej symbolicznych dla powstania, płonący po wybuchu budynek Prudentialu.

W zeszłym roku, w grudniu zmarła Hanka Gutkowska, pseudonim „Wilga,” a 2020 Leon Waszak, lotnik, pułkownik przedwojennego wojska polskiego.

W uroczystościach brał udział weteran Andrzej Stefański.

(fot. Małgorzata Schulz)

 

 

 

 


Źródło: niezalezna.pl

Małgorzata Schulz korespondencja z Los Angeles
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo