Afera flagowa w Radiu Łódź. Ważna rocznica podzieliła zarząd i związki. Nie pomogły proponowane... "trytytki"

To była burzliwa rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Szczególnie przy ul. Narutowicza w Łodzi, gdzie mieści się lokalny oddział Polskiego Radia. Okupowane przez związkowe flagi uchwyty decyzją prezesa radia zostały oswobodzone, a w ich miejsce zawisły flagi biało-czerwone. No i wybuchła awantura. A przecież w ruch mogły pójść trytytki... Przynajmniej według przewodniczącego zakładowej "Solidarności".

HuBar, CC BY-SA 2.5 , via Wikimedia Commons

„Zarząd kontra związki zawodowe - to główna oś sporu, jaka doskwiera w organizacyjnej strukturze Radia Łódź. Ciosy poniżej pasa padają nieustannie. Pozostaje jedynie pytanie, kto po nie sięga?” - pisaliśmy o sytuacji w Radiu Łódź na początku czerwca, próbując odpowiedzieć na postawione pytanie. Wtedy tekst powstał na kanwie nadchodzącej manifestacji, jaką 13 czerwca związek zawodowy „Sierpień 80” zorganizował pod radiem. Ale ten sam protest stał się przyczynkiem do kolejnego tekstu.

Zanim protest na dobre się rozpoczął, przed wejściem do budynku rozgłośni zawisły dwie flagi - „Solidarności” i „Sierpnia 80”. Radiowi związkowcy chcieli w ten sposób zasygnalizować opinii publicznej trwające spory zbiorowe z pracodawcą. Flagi zawisły zgodnie z prawem? Nie, przynajmniej zdaniem prezesa radia Arkadiusza Paluszkiewicza, choć o tym później.

Sztandary związków zdobiły elewację przez cały czerwiec, a wielkimi krokami zbliżał się 1 sierpnia - 78. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Prezes zarządu podjął decyzję o ściągnięciu flag, by w ich miejsce zawisła ta narodowa, biało-czerwona. Decyzji trudno się dziwić; tym bardziej, że Radio Łódź jest instytucją publiczną, podległą Skarbowi Państwa.

A mogła zawisnąć na trytytkach

Flagowy dylemat postanowiliśmy rozwikłać u źródeł. Po rozmowie z prezesem Paluszkiewiczem, skontaktowaliśmy się później z przewodniczącym „Solidarności” w Radiu Łódź Andrzejem Szymańskim.

Nasz pierwszy rozmówca akcentuje, że związkowe flagi zawisły bez jego zgody. A ta - zdaniem Paluszkiewicza, powołującego się na literę prawa - jest niezbędna.

- Przepisy mówią, że bez zgody kierownika zakładu związek zawodowy może wywiesić flagi wyłącznie w swojej siedzibie. Jeśli ta siedziba znajduje się w konkretnym budynku, potrzebują już - w tym przypadku - mojego pozwolenia. Dziś im się wydaje, że mogą zarządzać budynkiem, w którym funkcjonuje radio - opisuje Paluszkiewicz.

Przyznaje, że - chcąc uniknąć kolejnych konfliktów - flagi pozostały na miejscu. - 1 sierpnia, za pośrednictwem kierownika działu administracyjno-gospodarczego, zwróciłem się z prośbą o zdjęcie flag związkowych. W to miejsce zamierzaliśmy powiesić flagi państwowe - mówi nam.

Przewodniczący „Solidarności” odbija piłeczkę: „pan prezes nie zwrócił się do nas ani na piśmie, ani telefonicznie, ani w żadnej innej formie z taką prośbą. Napisał dopiero po zdjęciu flag”.

Szymański potwierdza, że rozmowę o zamiarze zdjęcia flag odbył ze wspomnianym kierownikiem. - Pytał mnie, co ma robić. „Weź trytytki i przywieś obok” - odpowiedziałem. Przecież można było powiesić dwie obok siebie - słyszymy.

W pojednawczym tonie dodaje: „gdyby pan prezes się do nas zwrócił o zdjęcie flag, oczywiście bym się zgodził…”, choć zaraz po tym odgraża się, że jeśli flagi nie zawisną z powrotem, związek „wyciągnie konsekwencje”. Precyzuje, że „ci dwaj panowie z działu administracji zostaną podani do prokuratury, jeśli flagi nie wrócą na swoje miejsce”.

Wracamy do prezesa Paluszkiewicza. Mimo oporu związkowców, podjął decyzję o zamianie flag. Nam mówi:

„bardzo chętnie mogę się stawić na przesłuchaniu za „utrudnianie działalności związkowej”, bo powiesiłem flagi państwowe w dniu 1 sierpnia, a nie flagi związkowe. Pomijam fakt, że wisiały tam niezgodnie z przepisami”.

Prezes radia wybiega w przyszłość. - Za chwilę mamy 15 sierpnia (święto Wojska Polskiego). Szykuje się analogiczna batalia. Rozważam zażądanie usunięcia tych flag w świetle przepisów prawa - deklaruje.

W całej sprawie znamienna może być bierność związku „Sierpień 80” w tej konkretnej sprawie. Albo za naturalną i godną uznali podmianę flag na biało-czerwone w święto narodowe, albo mają świadomość bezprawia, jakim - zdaniem prezesa Paluszkiewicza - jest wywieszenie flag związkowych przed wejściem do radia.

Związkowcy nie mają się gdzie podziać?

Od miesięcy trwa też spór o oddelegowanie pomieszczeń na cele związkowe. To w kontekście „afery flagowej” kluczowe, przynajmniej z perspektywy prezesa zarządu.

- Już dawno przedstawiłem projekty umów użytkowania pomieszczeń służbowych na cele związkowe. Od miesięcy czekam na podpisanie tych umów, na jakiekolwiek konsultacje ws. tych projektów. Jeśli tych umów nie podpisali, formalnie rzecz biorąc swoich siedzib nie mają - tłumaczy nam.

Szymański, przewodniczący „Solidarności”, odpowiada:

„mamy porozumienie wcześniejszego sporu zbiorowego z Radiem Łódź. Jest w nim wprost napisane, że możemy korzystać z urządzeń technicznych i pomieszczeń dla celów związkowych”.

Dalej słyszymy, że „Solidarność” w Radiu Łódź jest małym związkiem, a „koszty zżarłyby wszystkie składki”. Śmieje się, że „musiałby wziąć pożyczkę”. Z czego koszty miałyby wynikać? Zdaniem Szymańskiego, w projekcie umów zawarto, że związek musiałby „utrzymywać klimatyzację, gaśnice, instalację elektryczną i odpowiadać za nią aż do rozdzielnicy głównej; ponadto musielibyśmy ubezpieczyć to pomieszczenie”.

- Wie pan… Biorąc pod uwagę, że to są pieniądze publiczne i tak dalej… Część pomieszczeń w budynku jest podnajmowana, by zmniejszyć koszty utrzymywania. Jesteśmy małym związkiem, nie potrzebujemy osobno pomieszczenia - mówi nam związkowiec, co może znaczyć tyle, że pozostawienie statusu quo jest dla związków po prostu bardziej opłacalne.



Która strona sporu ma więcej racji? Tym zajmują się odpowiednie organy, bo związki wystąpiły przeciwko pracodawcy, efektem czego są dwa trwające spory zbiorowe.

Jednoznaczne światło na sytuację w radiu już wcześniej rzucił nam dziennikarz rozgłośni. Na początku czerwca br. sytuację chętnie streścił, ale dopiero po deklaracji zachowania anonimowości.

- Rzeczywistym powodem manifestacji wcale nie jest „atmosfera terroru i zastraszania”, a przeprowadzona restrukturyzacja na początku br. Na niej bezpośrednio ucierpiał przewodniczący WZZ „Sierpień 80” Sławomir Szychowski, wieloletni pracownik stacji, któremu odebrano stanowisko dyrektora

- usłyszeliśmy wówczas.

„W Radiu Łódź za łby biorą się dosłownie wszyscy”

To tytuł artykułu, jaki na łamach Dziennika Łódzkiego pojawił się pod koniec września 2010 roku. Każdy, kto obecną awanturę w Radiu Łódź łączyłby z „pisowską” etykietą rozgłośni, może nieco zrewidować pogląd.

„Jest takie miejsce w Łodzi, gdzie związkowcy mierzą wysokość pisuarów, prezesi szturmują swoje gabinety, a wrogie obozy obrzucają się błotem. Od nienawiści aż kipi. Do akcji zaprzęgane są prokuratura, rząd, media, NIK, IPN. W radiu Łódź ciekawie jest od zawsze”

- czytamy w artykule.

Z pisuarem to nie żart. W każdym razie zbyt wysoko powieszony pisuar w męskiej toalecie Państwowa Inspekcja Pracy potraktowała nad wyraz serio.

„Przeprowadzono eksperyment. Przed pisuarem stanął jeden z najniższych pracowników spółki i komisyjnie się załatwił. Obecny przy tym inspektor PIP przystąpił do stosownych pomiarów. Wyszło, że pisuar rzeczywiście wisi 5 cm za wysoko

- czytamy w tekście sprzed blisko 12 lat. Podobnych sytuacji była cała masa, co skrupulatnie opisywały lokalne media. Stan permanentnego konfliktu między kolejnymi zarządami i związkami zawodowymi ma bogatą historię.

 

 


Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo