Kto tu jest ofiarą?

„Na wiele tygodni zamieniono moje życie i życie moich najbliższych w koszmar (…). Nie oczekuję przeprosin ani nawet refleksji. Jako chrześcijanin mam tylko jedno wyjście – wybaczam. Ale nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiał zapomnieć” – napisał na Twitterze Tomasz Lis po doniesieniach o kontroli PIP, która nie potwierdziła zarzutów o mobbing wobec niego.

Były naczelny zachowuje się tak, jakby sprawa została zamknięta, a on uniewinniony. Gdyby nie kaliber zarzutów, o których donosił Szymon Jadczak, ale też mówili pracownicy tygodnika, można by uznać wynurzenia redaktora za ponury żart. Ten, który według różnych źródeł poniżał, wyśmiewał, pisał „podejrzane” SMS-y do kobiet, był wulgarny wobec pracowników, kreuje się na wspaniałomyślnego chrześcijanina wybaczającego swoim krzywdzicielom. Czy powinniśmy się dziwić? Niekoniecznie. Były naczelny „Newsweeka” stosuje bowiem podobny manewr odwrócenia pojęć, który wielokrotnie praktykował w dziennikarskim rzemiośle, gdy prawych odsądzał od czci i wiary, a nienawistników kreował na orędowników miłości i tolerancji.

 

 


Źródło:

Leszek Galarowicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo