Wacław Auleytner, działacz katolickiego Stowarzyszenia PAX, współzałożyciel Klubów Inteligencji Katolickiej, przyznał się do wieloletniej współpracy z komunistyczną bezpieką. „Gazeta Polska Codziennie” dotarła do akt IPN, w których również jego brat Julian Jan Auleytner, fizyk Polskiej Akademii Nauk występuje jako kontakt operacyjny SB.

Oświadczenie Wacława Auleytnera, znanego działacza katolewicy i posła na Sejm PRL trzech kadencji publikuje Miesięcznik Więź. Auleytner przyznał się w nim do kontaktów ze służbami specjalnymi PRL w latach 1949–1984 i działania  pod pseudonimami „Anna” i „Jarosławski”. Z przeglądu akt IPN wynika, że dostarczał on informacji bezpiece także pod ps. „Maciek”. Swoją zgodę na współpracę wyjaśnił aresztowaniem i nękaniem przez UB w 1948 r. Do zadań Auleytnera należała m.in. inwigilacja środowiska KIK.

W tekście przekazanym „Więzi” przypomniał, że w czasie wojny uczestniczył w działalności organizacji katolickich, był ciężko ranny w Powstaniu Warszawskim. Kontaktował się z oficerami bezpieki do 1984 r. z przerwą na lata 1952-56  gdy należał do PAX-u. Gdy opuścił szeregi stowarzyszenia, wszedł ponownie w krąg zainteresowań SB.

Wacław Auleytner to znany działacz społeczny, który w 1956 r. zakładał Kluby Inteligencji Katolickiej. Później był wieloletnim sekretarzem Zarządu KIK w Warszawie. Do Sejmu PRL trafił z ramienia ruchu ZNAK. W kadencji sejmowej 1980-85 - uzyskał mandat z Polskiego Związku Katolicko-Społecznego. W 1983 r. został zaś wybrany w skład Prezydium Krajowej Rady Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Jego brat, znany fizyk Julian Auleytner był m.in. członkiem egzekutywy POP PZPR w Instytucie Fizyki PAN. Oficjalnie. A w niejawnej części swojej biografii – był zarejestrowany przez SB kontaktem operacyjnym o ps. Prox. Wywiad wykorzystywał go w latach 1978- 1986 do tworzenia nowych metod technik operacyjnych. Miał dostarczać informacje na temat osób ze środowiska naukowego. „Prox” był wówczas kierownikiem zakładu w Instytucie Fizyki PAN i „zaangażowanym członkiem PZPR” – jak pisano w aktach KO Prox.

Służba Bezpieczeństwa była zadowolona ze współpracy z nim, a w 1984 r. na dowód tego oficer prowadzący wręczył „Proksowi” butelkę koniaku. Teczkę „Proxa” zamknięto, gdy  Auleytner otrzymał inną funkcję w PAN i nie miał możliwości dostarczania służbom, interesujących je informacji.

- Wiedziałem o tym od czterdziestu lat niezależnie od akt IPN - powiedział Codziennej honorowy członek KIK Andrzej Wielowieyski. - Ale akta IPN też poznałem. Okazało się, że ponad trzydzieści lat wiernie służył SB a myśmy mieli kłopot z konsekwencjami tego. W czasach komunizmu zawsze trzeba było uważać, gdzie są agenci, gdzie są jakieś wtyczki. W KIK-u mieliśmy przypuszczenia, które osoby mogą być trwale związane z władzą. Dotyczyło to także Wacława Auleytnera. Działalność jego i takich jak on przyniosło bardzo duże szkody organizacji i Kościołowi  – zakończył Wielowieyski.