Politycy PO, wiedząc o sprawie mobbingu w WORD, nie zareagowali. Łącki: „No a co mieli zrobić?”

"Mógłbym powiedzieć, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji. Gdyby ktoś zgłosił się do mnie z takim problemem, też bym przekazał, żeby ta osoba wybrała się na policję, zamiast lecieć tam samemu" - powiedział poseł PO Artur Łącki w rozmowie z Michałem Rachoniem w #Jedziemy na antenie TVP Info. Tymi słowami odniósł się do stanowiska partii, z której się wywodzi, co do głośnej sprawy seksafery w gorzowskim WORD.

Zrzut ekranu (tvp.info)

Polityk w programie "#Jedziemy" był pytany o co, czy jego ugrupowanie ma jakiś problem w związku z tym, co wydarzyło się w lubuskich instytucjach podległych samorządowi wojewódzkiemu.

"Nie wydaje mi się, abyśmy mieli z tym problem. Sprawą zajęła się prokuratura i będzie badana od początku do końca. Nie można tego zostawić tak samo. Trzeba sprawę wyjaśnić do końca. Jeśli to się wydarzyło - są na to przepisy karne, jeśli było to pomówienie - również są na to odpowiednie przepisy"

- odparł.

Redaktor Rachoń wspomniał, że sprawa nim została zgłoszona do prokuratury, przez trzy miesiące była zamiatana pod dywan. Właśnie ze strony polityków Platformy, którzy o niej wiedzieli. 

"To dla mnie stanowi również problem. Jeżeli była osoba poszkodowana, to powinna na drugi dzień to zgłosić. Pani poszkodowana przez 3 miesiące chodziła po politykach. I po co? Polityk to nie jest żaden sędzia. Przecież, gdyby to spotkało Pana, to zapewne nie czekałby Pan z tym tyle czasu"

- odpowiedział wymijająco Łącki.

Reakcja była wystarczająca?

Prowadzący zaznaczył, iż jest różnica pomiędzy posłem, dziennikarzem, a człowiekiem, który na co dzień nie żyje w rzeczywistości wielkiej polityki medialnej. Magdalena Szypiórkowska - jak dodał - obawiała się wpływów oraz układów, jakie miał jej przełożony. 

"Nie znam ani tej pani, ani nie słyszałem tego, jak ona tłumaczy swoją 3-miesięczną zwłokę. Dalej będę stał przy swoim stanowisku, że albo robiła to specjalnie albo popełniła karygodny błąd. Powinna pójść od razu na policję czy do prokuratury"

- ciągnął poseł PO.

"Nawet wiedząc, ze ktoś ma znajomości?" - dopytywał redaktor.

"Cóż, jak widać po 3 miesiącach doszła do takiego wniosku"

- odpowiedział polityk.

Michał Rachoń przytoczył jeden z artykułów prawa karnego, który jasno mówi o tym, iż instytucja bądź osoba publiczna, która pozyska informacje o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, ma obowiązek powiadomienia organów ścigania. Jak zaznaczył - Sibińska, Jabłoński oraz marszałek Polak, doskonale wiedzieli o sprawie, a mimo to, nie podjęli żadnych kroków. 

"Ja już mówiłam parę dni temu, że z tego, co wiem, to pani Sibińska, gdy się dowiedziała, nakazała tej pani pójście do prokuratury"

- rzucił Łącki.

"Mógłbym powiedzieć, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji. Gdyby ktoś zgłosił się do mnie z takim problemem, też bym przekazał, żeby ta osoba wybrała się na policję, zamiast lecieć tam samemu" 

- mówił dalej.

"Moim zdaniem pani Sibińska zachowała się w porządku, kierując ją tam"

- przyznał.

"Mówimy, że ta osoba nie jest dobrze zorientowana. Ale przez panią Sibińską została poinformowana, więc powinna się wybrać tam, gdzie powinna"

- stał przy swoim polityk Platformy.

Co zrobiła Platforma Obywatelska, wiedząc o sprawie?

Dziennikarz przypomniał jednak, że marszałek Jabłoński - mając informację ustną od pani Sibińskiej, bo pismo które dostała, nie zostało przekazane - wykonał telefon do dyrektora WORD. Co ciekawe, polecił mu, aby ten podjął kroki prawne, co do poszkodowanej M. Szypiórkowej, jeśli sprawa ta ujrzy światło dzienne. 

"To już jest domyślne. Nie wiemy, czy to był pierwszy ruch. Nie jestem w stanie tego skomentować"

- odpowiedział na to Łącki.

Na stwierdzenie redaktora, że PO jedyne, co zrobiło to zawieszenia dyrektora WORD, ale w obowiązkach członka partii, a nie zajmowanego stanowiska, polityk odpał, że to było "zbyt pochopnie podjęta decyzja".

"Moim zdaniem, już teraz można byłoby poczekać na to, co zrobi prokuratura"

- dodał.

Michał Rachoń wspomniał również, iż marszałek Elżbieta Polak trzyma się wersji, że powiadamiała o tym chociażby Marcina Kierwińskiego. Zapytał rozmówcy, czy partia powinna zrobić w tej sprawie coś więcej.

"Myślę, że sprawa będzie jakoś wyjaśniona. Gdybym ja był teraz szefem PO, to po prostu poczekałbym na pierwsze ruchy prokuratury. Można czasem zrobić więcej krzywdy, niż to było warte. Współczuję tej pani, ale teraz nie robiłbym żadnego ruchu. Wolałbym czekać na ruch odpowiednich organów"

- ocenił poseł PO.

"Czyli PO nie powinno podejmować decyzji?" - dopytywał redaktor.

"Z tego, co wiem to PO podjęła decyzję" - kontrował Łącki.

Na przyznanie, że jedynym, co zrobiono to zawieszenie tej osoby w obowiązkach członka partii, polityk PO odpowiedział pytaniem:

"No a co mają zrobić więcej?".

 

 



Źródło: niezalezna.pl, tvp.info

 

#mobbing w gorzowskim WORD #seksafera #Artur Łącki #Michał Rachoń #Jedziemy

Anna Zyzek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo