Kredyty walutowe okazały się dla Polaków pułapką. W czasie boomu na franki bankowcy podkreślali zalety takich pożyczek: niższe raty od złotowych, a także możliwość przewalutowania kredytu na złote. Dziś po tamtych zaletach nie ma śladu. A klienci banków, którzy mieli zbyt małą wiedzę ekonomiczną, by ocenić ryzyko walutowe, są dziś w dramatycznej sytuacji - alarmuje "Gazeta Polska Codziennie".

PiS zapowiedziało, że zamierza pochylić się nad losem kredytobiorców walutowych i po wygranych wyborach zajmie się toksycznymi kredytami, które wciągają Polaków w coraz większe długi. Szacuje się, że już 150 tys. osób ma więcej do spłaty, aniżeli wynosi wartość kupionego za kredyt mieszkania. – Jeśli kryzys się pogłębi, złoty znacząco może zmienić swoją wartość w stosunku do innych walut. Wtedy będzie dramat. Jego początek odczuli już ci, których kredyt przekroczył wartość nieruchomości – uważa Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.

Krytycy rozwiązań chorwacko-węgierskich, czyli przeliczenia takich kredytów na rodzimą walutę – do czego odwołuje się PiS – twierdzą, że kredytobiorcy byli świadomi, na co się decydują, więc nie trzeba im teraz pomagać. Ale to wcale nie jest takie pewne, bo wiedza ekonomiczna Polaków jest bardzo ograniczona. Nie pozwala im na samodzielne określenie ryzyka, a tym bardziej stawianie dalekosiężnych prognoz, w których gubią się nawet specjaliści. Bankowcy o tym doskonale wiedzieli. Na przykład w raporcie Citibanku z 2009 r. na ten temat stan wiedzy finansowej Polaków określono jako niski. Stwierdzono, że brak nam podstawowej wiedzy, przez co nie rozumiemy wielu zależności i mechanizmów. Nawet sami Polacy mieli tego świadomość. W raporcie napisano, że blisko dwie trzecie Polaków ocenia, że ich stan wiedzy na tematy finansowe jest niewielki. Aż 60 proc. uznało, że najchętniej czerpią wiedzę z telewizji. A tam zewsząd słyszeli głównie o korzyściach płynących z zaciągnięcia kredytów walutowych. Utwierdzali ich w tym przekonaniu doradcy finansowi, którzy inkasowali ogromne prowizje za sprzedane kredyty. Głosy uprzedzające o ryzyku były zagłuszane przez zwolenników franka.

Nikt wówczas nie usłyszał o spreadach, czyli o tym, że banki przeliczają ratę przyniesioną w złotówkach po wyższym niż rynkowy kursie franka. Aby temu się przeciwstawić, trzeba było aż uchwalenia ustawy antyspreadowej, umożliwiającej kredytobiorcom zakup waluty w innym banku lub kantorze po dogodniejszym dla nich kursie. Mało kto wówczas wiedział, że przy przewalutowaniu kredytu ponosi się dodatkową opłatę za dokonaną czynność i że przeliczenie na złote pogrąży kredytobiorcę w jeszcze większych długach. Nie wiedziano nawet, że banki ponownie wyliczają zdolność kredytową klienta, traktując przewalutowanie jako nową umowę.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"