Padła ofiarą operacji "Ghostwriter". O cyberataku sprzed miesięcy mówi: Preludium do dzisiejszych wydarzeń

Łatwiej było zaatakować Ukrainę, gdy my tu jesteśmy skłóceni. Oczekiwano, że w Polsce będziemy pochłonięci swoimi wewnętrznymi problemami. Im większa polaryzacja w Polsce i w innych krajach naszego regionu, tym lepiej dla Federacji Rosyjskiej, Białorusi i ich destrukcyjnych działań - mówi nam poseł Prawa i Sprawiedliwości Iwona Arent. Polityk w styczniu br. padła ofiarą cyberataku.

Facebook/@SejmRzeczypospolitejPolskiej

Tych na przestrzeni ostatnich lat było co nie miara, choć szczególnie głośne okazywały się te wycelowane w polityków Prawa i Sprawiedliwości. Usiłowano wywołać obyczajowe skandale, publikowano absurdalne treści. Wszystko po to, by pogorszyć wewnętrzną sytuację w Polsce.

O ile wcześniej o sprawcach ataków nie wypowiadano się wprost, o tyle dziś wiemy znacznie więcej. - Właśnie w cyberprzestrzeni odbywa się operacja, którą nasi konkurenci nazywają "mailami Dworczyka" albo "Dworczyk gate", a która wśród profesjonalistów od lat jest znana na świecie jako operacja "Ghostwriter". To operacja prowadzona przez siły cyberbezpieczeństwa państw wrogich NATO, przede wszystkim Białorusi i Federacji Rosyjskiej. Grupa - funkcjonariuszy służb specjalnych lub osób od nich zależnych - o kryptonimie "Ghostwriter" oznacza działania, które prowadzone były przeciwko państwom NATO od roku 2016 - mówił Michał Rachoń w porannym programie #Jedziemy.

Terminu "Ghostwriter" w odniesieniu do tej operacji zaczęła używać firma Mandiant, specjalizująca się w zagadnieniach cyberbezpieczeństwa. Sprawcy kradli dane, które pozwalały na umieszczanie fałszywych, dezinformacyjnych treści na zaatakowanych stronach internetowych.

Więcej o ustaleniach agencji TUTAJ.

W obliczu przekazanych przez red. Rachonia informacji, skontaktowaliśmy się z jedną z cyberofiar rosyjsko-białoruskiego tandemu hakerskiego - Iwoną Arent.

- Pamiętam, że swoim kontom przyglądałam się z fachowcami. Już wtedy sygnalizowali, że atak nadszedł z kierunku wschodniego - słyszymy na początku.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości zarzuca Twitterowi, że serwis zwlekał z zablokowaniem profilu - To, że skradziono mi konto, wiedziałam na wiele godzin przed pojawieniem się tego durnego wpisu - mówi polityk.

Ten brzmiał:

„Nie mogę już znieść makabry w Polsce! 100 tys osób w Polsce zmarło na Covid. To nie liczba, to suma ludzkich dramatów – rodzin, dzieci, bliskich. Polska stała się krajem drastycznie rosnących cen i kosztów utrzymania polskich rodzin, Wychodzę z partii Nieudaczników i Szkodników".

- Interweniowaliśmy w obsłudze serwisu, powiadomiliśmy Ministerstwo Cyfryzacji. Gdyby Twitter zareagowałby od razu, nie byłoby w moim przypadku zamieszania - przypomina Arent.

Zdaniem polityk wszystko to, co działo się w poprzednich latach, „było preludium do dzisiejszych wydarzeń”. - Rosja przygotowywała się do tego od dawna - dodaje.

Uważa, że szereg włamań „służył destabilizacji sytuacji politycznej w Polsce”. - Łatwiej było zaatakować Ukrainę, gdy my tu jesteśmy skłóceni. Oczekiwano, że w Polsce będziemy pochłonięci swoimi wewnętrznymi problemami. Im większa polaryzacja w Polsce i w innych krajach naszego regionu, tym lepiej dla Federacji Rosyjskiej, Białorusi i ich destrukcyjnych działań - konkluduje.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

am
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo