Kamienie milowe, a nowe podatki? Premier Morawiecki: Nie ulegajmy propagandzie osób mających złą wolę

"Mamy prawo konstruować taki system ulg, jaki uważamy za stosowny. Już dziś dokonujemy dopłat do samochodów elektrycznych. Za 2-3 lata będzie taki system, który będzie jeszcze bardziej odpowiadał na te potrzeby. Nie widzę zatem tutaj żadnego zagrożenia dla użytkowników pojazdów spalinowych w Polsce" - powiedział Mateusz Morawiecki.

Mateusz Morawiecki
Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Premier pytany był przez Polska The Times o to, czy rząd w ramach wypełniania tzw. "kamieni milowych" w Krajowym Planie Odbudowy, planuje wprowadzenie dodatkowych podatków od samochodów spalinowych.

"Żadnych nowych podatków dla posiadaczy aut spalinowych nie planujemy"

- oświadczył premier.

"Nie ma co ulegać propagandzie osób mających złą wolę. W zapisach chodzi o to, aby pojazdy, które emitują mniej spalin i szkodliwych substancji, miały większe preferencje. Już dzisiaj tak jest. Możemy zatem kontynuować to, co jest obecnie, i już więcej nie będziemy musieli nic zrobić"

- zaznaczył.

"Możemy też udzielić jeszcze wyższych preferencji na auta emitujące mniej trujących substancji. Już dziś jest tak, że od samochodów powyżej dwóch litrów pojemności skokowej silnika jest dużo wyższa akcyza i podatek niż ten, który jest nakładany na auta poniżej dwóch litrów pojemności skokowej silnika. Podobnie jest, jeśli chodzi o dopłaty i preferencje"

- powiedział.

"Mamy prawo konstruować taki system ulg, jaki uważamy za stosowny. Już dziś dokonujemy dopłat do samochodów elektrycznych. Za 2-3 lata będzie taki system, który będzie jeszcze bardziej odpowiadał na te potrzeby. Nie widzę zatem tutaj żadnego zagrożenia dla użytkowników pojazdów spalinowych w Polsce" - dodał.

Zakład?

Odnosząc się do zakładu, zaproponowanego mu przez Zbigniewa Ziobrę, w którym premier miałby wskazać, gdzie w dokumencie o KPO zaakceptowanym przez rząd, jest zgoda na "opodatkowanie samochodów diesla i benzynowych w Polsce", Morawiecki odpowiedział: "o przyszłość Polski nie chcę się zakładać. Wolę o nią zadbać".

Zapytany o podejście przedstawicieli Solidarnej Polski, z których niektórzy stwierdzili, że tzw. "kamienie milowe" są "kamieniami u szyi", premier odpowiedział, że "wystarczy popatrzeć na to, jakie są wskaźniki, jakie są cele KPO".

"Otóż tam przede wszystkim mamy różnego rodzaju inwestycje w badania, rozwój, drogi, obwodnice, szpitale, przedszkola, komputery dla dzieci w szkołach. To wszystko rzeczy, które są bardzo potrzebne"

- zaznaczył.

"Dziś to raczej pożyczenie przez Polskę pieniędzy na rynku międzynarodowym w takiej skali, mogłoby się okazać +kamieniem u szyi+. A to takie skrajnie nierozsądne +propozycje+ padają ze strony osób, które niewiele rozumieją z natury rynków. Konieczność pożyczenia obecnie na rynku stu kilkudziesięciu kolejnych mld zł na 7 proc., bo po tyle Polska pożycza dzisiaj na rynkach międzynarodowych, mogłoby stanowić ogromne zagrożenie" - powiedział.

"Mamy więc po jednej stronie pieniądze z grantów, plus supertanie pożyczki gwarantowane przez jeden z najpotężniejszych układów gospodarczych świata, a po drugiej stronie mamy +chwilówki+. Jeżeli ktoś doradza mi, żebym wziął dla Polski chwilówkę i zwiększył ryzyko gospodarcze dla naszego kraju, to uważam, że jest to bardzo zła rada. No chyba, że krytykom chodzi o to, żeby w ogóle zrezygnować z inwestycji i jakichkolwiek pieniędzy dla Polski. Ale to już nie jest polityka, lecz antypolityka" - powiedział premier.

Morawiecki został zapytany również o zdanie posłów Solidarnej Polski, co do przyjęcia przez rząd zupełnie innego dokumentu w sprawie KPO, niż ten zaakceptowany przez Brukselę. "W wyniku dokumentu przyjętego przez rząd ministrowie poszczególnych resortów zostali upoważnieni do określania wskaźników, bardzo dobrych dla Polski, wskaźników i inwestycji. W taki sposób został skonstruowany ten dokument" - zaznaczył.

Dla kogo pieniądze?

Premier odpowiadając na pytanie, czy nie obawia się szantażu ze strony Komisji Europejskiej w kontekście wypełniania niektórych nieprecyzyjnie określonych tzw. "kamieni milowych", odpowiedział, że "problem KPO jest mocno fetyszyzowany".

"Główna część środków unijnych, która służy do budowy dużej infrastruktury, na dopłaty dla rolników, rozwój obszarów wiejskich, na naukę i badania, to ponad 500 mld zł. I rezygnacja z takich pieniędzy to po prostu samobójstwo"

- podkreślił.

"Wiem coś o rynkach finansowych, więc wiem też, że dziś pożyczenie takich pieniądzach byłoby kompletnie niemożliwe dla Polski. W czwartek podpisaliśmy umowę partnerstwa i wieloletnie ramy finansowe z Komisją Europejską. Bez kompromisu w sprawie KPO nie byłoby to możliwe" - zaznaczył.

"Przypomnę, że również we wcześniejszych umowach partnerstwa były różnego rodzaju warunki, zapisy, cele, wskaźniki. Podobnie jest w Krajowym Planie Odbudowy. Tutaj też zapisane są warunki, cele, wskaźniki. I nagle dziś opozycja, a także pewni sceptycy wewnątrz naszej Zjednoczonej Prawicy, usiłują wskazać problem z tym, z czym i wcześniej również bywały problemy. Przedstawiają normalną sytuację, jakby to było coś nowego, niespotykanego"

- powiedział premier.

"Dla mnie najważniejsze jest to, aby środki do Polski zaczęły w końcu płynąć. To, czy potem będziemy się kłócić z Unią Europejską, czy jakiś cel został wykonany w 100 proc., czy w 80 proc., i wypłatę dostaniemy w marcu czy w lipcu, jest rzeczą drugorzędną. Najważniejsze jest to, żeby w tej geopolitycznej zawierusze, w jakiej funkcjonujemy, rynki finansowe zobaczyły, że Polska jest bezpieczna finansowo i że otrzymujemy środki na następne kilka lat, co pozwoli nam znacząco zwiększyć potencjał wzrostu gospodarczego. Taka jest charakterystyka tego, co parę dni temu podpisaliśmy, ale taka jest również charakterystyka KPO. KE będzie patrzeć na wydawanie tych środków z aptekarską dokładnością, ale my się tego nie boimy, bo po prostu Polska inwestuje je bez większych zarzutów" - powiedział premier.

Pytany o to, kiedy do Polski trafią pierwsze pieniądze z KPO, zaznaczył, że "gdyby decydowały kryteria merytoryczne - te środki byłyby już w Polsce". "A że decyduje polityka i do tego jeszcze dochodzą brudne gierki opozycji, to KE opóźnia przekazanie tych środków, ile może" - dodał.

"Zachowujemy cierpliwość, nie czekamy na pieniądze unijne, inwestujemy własne środki, a oliwa, powoli, ale wypłynie na wierzch i fundusze UE spłyną do Polski. Uważam, że na przełomie tego i kolejnego roku trafią do nas pierwsze środki z nowych perspektyw unijnych - z umowy partnerstwa lub KPO" - stwierdził premier Morawiecki.

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

#polityka

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo