Tomasz Łysiak dla Niezalezna.pl: Polska wróciła z Madrytu silniejsza

Wbrew próbom ośmieszenia osiągnięć delegacji polskiej w trakcie szczytu NATO w Madrycie przez liderów Koalicji Obywatelskiej (Tusk, Sikorski, Komorowski et consortes), Polska wróciła ze stolicy Hiszpanii silniejsza. Militarnie i wizerunkowo - pisze Tomasz Łysiak dla Niezalezna.pl.

twitter.com/jensstoltenberg screen

Sikorski zaczął utyskiwać, że lepiej by było, żeby w Polsce była „ciężka dywizja”, Tusk nie krył „rozczarowania”, Komorowski coś mówił swym typowym żargonem dobrego wuja przy kielichu, że i tak obecność dowództwa USA w Polsce była, ale rotacyjna, a teraz będzie stała… Wszystko psu na budę – frustracyjne pomruki opozycji będą trwały nawet wtedy, gdy Polska ściągnie na granicę z Królewieckim Obwodem osiem batalionów terminatorów generacji T-1000: „Metal płynny? W wojsku lepiej sprawdza się utwardzony”. Chociaż trzeba przyznać, że byli i tacy opozycjoniści, którzy wypowiadali się w porządku – z Lewicy czy z PSL-u, słusznie argumentując, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo państwa, to wszelkie spory trzeba zostawiać na boku. To nie jest temat na polityczne przepychanki.

A jaka jest prawda? Otóż V Korpus Armii USA ma piękną historię – sięgającą czasów I wojny światowej. W następnej wielkiej rozprawie światowej żołnierze tego właśnie korpusu lądowali na plażach normandzkich (6 czerwca 1944 roku) w ramach operacji „Overlord”. Służyli potem w trakcie zimnej wojny na różnych frontach, byli w Kosowie, Afganistanie, czy Iraku. Ich dowództwo, to nie jest „jakieś tam dowództwo korpusu”, to kwatera dowodzenia jednego z najbardziej znanych amerykańskich związków taktycznych. Żeby było mocniej – dowództwo V Korpusu stacjonowało do tej pory w legendarnym Forcie Knox.

Pojawienie się stałe, a nie rotacyjne takiej kwatery, takiej bazy dowódczej w Polsce, to na wielu płaszczyznach znaczy nawet więcej niż „ciężkie dywizje” – gdyż te, w zależności od rozwoju sytuacji mogą być przez dowództwo amerykańskie po prostu tutaj ściągane. A najważniejsze jest to, że w Polsce zainstalowany będzie „mózg” natowskiej odpowiedzi na ewentualną agresję rosyjską. Obecne warunki pola walki to działanie zintegrowanych systemów, wysokiej klasy radary, namierzanie celów prowadzone przez różne ośrodki, oddziały, samoloty, pojazdy. To także koordynowanie używanych środków etc. Można by sobie wyobrazić natowskie siły wschodniej flanki, jako wielkiego droida, robota o dziesiątkach macek, wyrzutni, broni. Można go oczywiście uzbrajać coraz mocniej i mocniej. Najważniejsza jest jednak „jednostka centralna”. Ona znajdzie się w Polsce. I będzie dobrze chroniona.

Drugą sprawą jest zwiększenie sił szybkiego reagowania Sojuszu. To jest znaczący skok. Z 40 tys. na 300 tys. I to ma być ta pięść uderzająca w razie konfliktu w miejsce, w którym doszło do agresji. Czy w Polsce, czy na Litwie, czy może w… Finlandii, której przystąpienie wraz ze Szwecją do NATO jest także jedną z dobrych informacji, jakie napłynęły z Madrytu.

Trudno to zapewne przełknąć liderom KO. Dlatego plują jadem z zazdrości. Czasem aż ich żal. Być może ten jad, którym plują czasem się od czegoś odbija? Od szyby mercedesa? Od lusterka roweru z wyładowaną bateryjką? I trafia do oka. Może dlatego ślepną? Od własnego jadu.

 

 

 


Źródło: niezalezna.pl

#Polska

Tomasz Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo