Czechy obejmują prezydencję w Radzie UE. Jakie będą priorytety?

1 lipca Czechy obejmą prezydencję w Radzie UE. Były czeski premier Mirek Topolanek ocenia, że priorytetem kraju będzie bezpieczeństwo energetyczne, Partnerstwo Wschodnie oraz uzdrowienie gospodarki. Zauważył, że podobne priorytety miały Czechy 13 lat temu, gdy również obejmowały prezydencję.

By EU2017EE Estonian Presidency - European Council, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=64849041

„Po 13 latach konstatujemy, że bezpieczeństwo energetyczne jest dziś o wiele ważniejszym problemem niż wówczas. Że gospodarka potrzebuje postcovidowego i powojennego ożywienia równie mocno, jak wtedy - jeśli nie bardziej, z powodu kryzysu inflacyjnego. Partnerstwo Wschodnie jest w zasadzie martwe, a na Ukrainie jest wojna. To znaczy, że nic się nie zmieniło. Jedynie te problemy zostały niejako obnażone i mam nadzieję, że zrozumieli to także towarzysze w Brukseli”

– powiedział Topolanek, który kierował czeskim rządem w czasie poprzedniego przewodnictwa Czech w Radzie UE w 2009 roku.

Były premier zwrócił uwagę, że wówczas hasło czeskiej prezydencji brzmiało „Europa bez barier”.

„Nie chcieliśmy, aby istniały jakiekolwiek bariery: faktyczne, polityczne, ekonomiczne czy mentalne. I to był nasz główny cel”

– podkreślił. Zwrócił uwagę, że obecnie hasłem prezydencji Czech jest stwierdzenie „Europa jako zadanie”, zaczerpnięte z jednego z wystąpień byłego prezydenta Vaclava Havla. Jak ocenił Topolanek, jest ono obecnie bardziej wyraziste niż 13 lat temu.

Pytany przez Polską Agencję Prasową, czy prezydencja w Radzie UE wzmocni pozycję Czech w Unii Europejskiej, Topolanek powiedział, że ten okres będzie można wykorzystać po to, by „pokazać kraj takim, jaki jest naprawdę, a nie jaki się wydaje z punktu widzenia europejskich i brukselskich elit".

"Nie uważam jednak, że będziemy w stanie wpłynąć na coś lub zmienić kierunek (polityki unijnej – red.). Nie sądzę, żeby jakakolwiek prezydencja, zwłaszcza tych 'nowych' krajów (UE), miała takie ambicje”

- ocenił.

Odnosząc się do wyzwań obecnej prezydencji związanych z bezpieczeństwem energetycznym i wojną na Ukrainie, Topolanek przypomniał, że kryzys gazowy w 2009 sprawił, że kraje takie jak Bułgaria i Słowacja zostały bez gazu i miały poważne problemy gospodarcze.

„Najpóźniej w 2014 r. było absolutnie jasne, że Rosja nie zamierza się zatrzymywać i pójdzie dalej. Na przykład w polskiej polityce energetycznej ostatniej dekady widać wyraźnie, że Polacy ze swoim papierkiem lakmusowym, ze swoim radarem, wyczulonym na sąsiadów, a w szczególności na Rosję, zrozumieli to wcześniej niż inni”

– powiedział Topolanek, który jest ekspertem rynku energetycznego i piastuje ważne funkcje w firmach i instytucjach energetycznych w Czechach i na Słowacji.

W jego ocenie Polska latem lub jesienią powinna już być niezależna od dostaw gazu z Rosji, a Czechy będą nadal zależne w 98 proc.

„Próbujemy stworzyć jakąś alternatywę, która będzie funkcjonować w średnioterminowej perspektywie od 3 do 5 lat, ale raczej około 5 lat. Do tego czasu będziemy się trząść ze strachu, że Rosjanie zakręcą nam gaz, albo trząść się z zimna, kiedy już to zrobią”

– przewiduje były premier.

"Oni nie wiedzą, że Ukraińcy są jednym z najbardziej walecznych narodów w Europie"

„Świat zachodni przez pierwsze trzy dni wojny nie wierzył, że Ukraina zacznie się bronić. Mówił: 'no dobrze, szybko pójdzie'. Rozmowy prowadzone przez zachodnich przywódców na początku na to wskazywały. Teraz myślą: może Ukraina powinna się z tym jakoś pogodzić i ustąpić?”

– powiedział Topolanek o inwazji Rosji na Ukrainę.

Podkreślił, że Zachód napotkał problem niezrozumiały dla tych, którzy nie znają Europy Środkowo-Wschodniej.

„Oni nie wiedzą, że Ukraińcy są jednym z najbardziej walecznych narodów w Europie. Nie wiedzą, że w ostatnich trzech dekadach powstało coś, co Putin zawsze negował – ukraińska państwowość i naród ukraiński. Wszystko jedno, czy ci ludzie mówią po ukraińsku, po rosyjsku czy w jakimś innym języku. Putin stworzył naród ukraiński”

– ocenił.

W rozmowie z polskimi mediami były premier wrócił do prezydencji Czech z 2009 r. W jej trakcie gabinet kierowany przez Topolanka nie przetrwał głosowania w sprawie wotum zaufania. Jego zdaniem dla Republiki Czeskiej był to wielki wstyd, a przywódcy krajów „starej” UE mówili, że „nowe” kraje sobie nie radzą.

Przyznał, że teraz nie obawia się o przyszłość rozpoczynającego prezydencję centroprawicowego gabinetu Petra Fiali, który podobnie jak Topolanek przed 13 laty jest przewodniczącym ODS. „Nie uważam tego za aż tak (...) ważne” – powiedział i wyjaśnił, że na mocy traktatu lizbońskiego premier kraju sprawującego prezydencję w Radzie UE nie jest już jednocześnie szefem Rady Europejskiej.

„Ja w zasadzie robiłem, co chciałem. Miałem większy wpływ niż dzisiejsi premierzy, a byłem z małego kraju. Komisja Europejska i niektórzy przywódcy nie chcieli, abym zajął się kryzysem gazowym między Ukrainą a Rosją. Powiedziałem im wprost: 'co wam do tego?. Jestem przewodniczącym Rady Europejskiej i pojechałem do Kijowa, do Moskwy i znów do Kijowa. Rozwiązałem problem' ”

– powiedział, oceniając, że błędem było stworzenie „wirtualnego urzędu najwyższego przywódcy, który ma kierować Radą Europejską, ale (de facto) niczym nie kieruje i jest czymś w rodzaju ozdoby”.

 

 


Źródło: PAP, niezalezna.pl

mm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo