Wykupił dla Polski Westerplatte, jego szczątki wrócą do ojczyzny?

Trwają zabiegi mające na celu przeniesienie do Polski szczątków Mieczysława Jałowieckiego - człowieka, który wykupił dla Polski Westerplatte.

By Stefan Didam - Schmallenberg - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=48774744

Choć Mieczysław Pieriejasławski-Jałowiecki - człowiek, który wykupił dla Polski Westerplatte - został nieco zapomniany, jego zasługi dla odrodzonego w 1918 r. państwa są niepodważalne

- uważają uczestnicy konferencji, która odbyła się w Ambasadzie RP w Londynie.

Powodem jej zorganizowania są prowadzone zabiegi mające na celu przeniesienie do Polski szczątków Mieczysława Jałowieckiego, które spoczywają w zapomnianym przez długi czas - i dopiero niedawno odnalezionym - grobie na jednym z cmentarzy w południowym Londynie. Na konferencji wystąpili Grzegorz Berendt, p.o. dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i prof. dr. hab. Marek Kornat z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.

"Bywa tak, że ktoś nie pełni pierwszoplanowych funkcji ani eksponowanych stanowisk, ale udaje mu się w krótkim czasie zrobić coś bardzo ważnego dla własnego państwa czy w służbie publicznej. Tak wygląda przypadek Mieczysława Jałowieckiego, polskiego delegata do Gdańska w roku 1919, który zrobił tam dużo rzeczy, by umocnić polskie uprawnienia i polski stan posiadania w Gdańsku jako wolnym mieście jak postanowił traktat wersalski. Największym z tych osiągnięć jest kupno nieruchomości na Westerplatte, które później posłużyły do stworzenia tam tranzytowej składnicy broni niezbędnej w przypadku wojny, gdyby niemożliwy był transport uzbrojenia do Polski inną drogą. Jałowiecki spełnił swoją rolę z naddatkiem, ale należał do niewykorzystanych postaci w służbie zagranicznej i rządowej odrodzonej Polski, a dzisiejsza Polska dopiero spłaca pewien dług"

- mówi Polskiej Agencji Prasowej prof. Kornat.

Od stycznia 1919 r. Jałowiecki jako delegat ministerstwa administracji, a później delegat rządu polskiego nadzorował dostawy pomocy żywnościowej przekazywane Polsce przez władze USA. Choć zgodnie z ustaleniami, Niemcy byli zobowiązani, by udostępniać tabor kolejowy i infrastrukturę portową w Gdańsku, w rzeczywistości tego nie robili, a nawet na każdym kroku starali się utrudniać dostawy. Jałowiecki nie tylko nie dawał za wygraną, ale też dostrzegł strategiczny potencjał, jaki stanowił półwysep Westerplatte.

Ponieważ niepewni przyszłości tego terenu Niemcy zaczęli wyprzedawać nieruchomości, Jałowiecki przekonał premiera Ignacego Jana Paderewskiego i ministra Antoniego Minkiewicza, że warto wykupić te tereny. Problemem było jednak to, że nowo odrodzona II RP nie miała na to pieniędzy, więc poprosili Jałowieckiego, by sam zorganizował fundusze, które w przyszłości zostaną mu zwrócone. Jałowiecki wziął na to pożyczkę, a także pokonał jeszcze jedną trudność. Ponieważ Niemcy nie chcieli sprzedawać nieruchomości Polakom, skupował je poprzez podstawionych Kaszubów. Później na tych terenach powstała Wojskowa Składnica Tranzytowa, będąca we wrześniu 1939 r. polskim punktem oporu na Westerplatte.

Tym niemniej, mimo tych zasług, działalność Jałowieckiego nie wszystkim w Warszawie się podobała i pod koniec 1920 r. wyjechał z Gdańska do swojego majątku pod Kaliszem, gdzie zajął się działalnością społeczną i rolniczą, ale do polityki ani służby publicznej już nie wrócił. W czasie II wojny światowej trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie już pozostał do śmierci w 1962 r.

Jak wyjaśnia prof. Kornat, nie jest do końca jasne, dlaczego zdolności Jałowieckiego nie zostały lepiej wykorzystane w II RP.

"To, że nie został delegatem stałym w Gdańsku, czyli komisarzem generalnym, było skutkiem nastrojów chwili i układu sił w parlamencie pod koniec 1919 i na początku 1920 r. Ale dlaczego później nie wykorzystano jego talentów, można tylko stawiać znaki zapytania. Mówiło się przed wojną, co dzisiaj byłoby niepoprawne politycznie, że dyplomację zdominowali ziemianie i Żydzi. Idąc według tego klucza, Jałowiecki nie był oczywiście osobą pochodzenia żydowskiego, ale jako ziemianin, arystokrata powinien mieć uprzywilejowane wejście, a jednak nie stało się tak. Może nie bardzo się o to starał, może nie o to mu chodziło"

- mówi.

Grzegorz Berendt mówił o sposobach, w jakie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku jest zaangażowane w upamiętnianie Jałowieckiego. Jest ono zaangażowane w proces sprowadzenia szczątków jego i jego żony do Polski, a później będzie się także opiekowało ich grobem. Ponadto rzeźba przedstawiająca Mieczysława Jałowieckiego zostanie umieszczona przy wejściu do tworzonego Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 r. Jak mówił w rozmowie z PAP, pomoże to rozszerzyć wiedzę na temat zasług Jałowieckiego poza krąg osób zainteresowanych Gdańskiem.

"Gdańskie wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego były wydane już w końcówce lat 80. i potem kilkakrotnie wznawiane, w związku z tym osobom interesującym się dziejami Wolnego Miasta Gdańska, a także polskiej dyplomacji jego osoba była znana. Ja osobiście kilkadziesiąt lat temu zetknąłem się po raz pierwszy z informacjami o tym, co i jak wiele, uczynił on dla Polski w 1919 r. Natomiast przyszedł czas, by - mając tę wiedzę, czy to z książek historycznych, czy z opublikowanych wspomnień Jałowieckiego - spłacić dług, wobec tego wybitnego Polaka, tak zasłużonego dla spraw polskich na terenie tworzonego Wolnego Miasta Gdańska"

- powiedział. Jak dodał, jest prawdopodobne, że sprowadzenie szczątków Jałowieckiego nastąpi w perspektywie kilku miesięcy.

 

 


Źródło: PAP, niezalezna.pl

mm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo