Głód nam nie grozi

Polska jest absolutnie bezpieczna, jeśli chodzi o produkcję i pokrycie zapotrzebowania na żywność. Dane za pierwszy kwartał sugerują również, że mimo wojny na Ukrainie wzrósł eksport żywności z naszego kraju. – Polska ma zapewnione bezpieczeństwo żywnościowe – mówił podczas Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w Spale Marcin Wroński, dyrektor generalny KOWR.

Foto: Zjazd Klubów Gazety Polskiej
Foto: Konrad Falęcki

Bezpieczeństwo żywnościowe to jeden z najgorętszych tematów ostatnich tygodni. Nic więc dziwnego, że został podjęty podczas Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w Spale.  Jak pokazują dane, mimo wojny na Ukrainie i destabilizacji sytuacji politycznej z produkcją polskiej żywności nie jest najgorzej. W okresie od stycznia do kwietnia 2022 roku wartość eksportu towarów rolno-spożywczych z Polski wzrosła w stosunku do tego samego okresu w 2021 roku o 19,5 proc. – do 14 mld euro. Z danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa wynika, że ok. 3/4 wpływów z polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych pochodzi ze sprzedaży do krajów Unii Europejskiej. Na rynek unijny polskie firmy dostarczyły produkty o wartości 10,4 mld euro, co oznaczało 25,5 proc. wzrost w odniesieniu do okresu styczeń–kwiecień ubiegłego roku. Najprawdopodobniej więc Polska idzie kolejny raz na rekord, jeśli chodzi o eksport żywności. To jednak nie oznacza, że nie będzie kłopotów.

- Za rzadko mówmy o bezpieczeństwie żywnościowym, skupiając się częściej na bezpieczeństwie energetycznym, militarnym czy finansowym, ale to właśnie żywność jest kwestią podstawową

– mówił w Spale Robert Telus, przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi.

Jak podkreśla polityk, dziś Polska jest bezpieczna żywnościowo. W wielu segmentach większość produkcji trafia na eksport. Jeśli chodzi o wołowinę, to spożywamy jedynie 25 proc. tego, co wyprodukowaliśmy. Reszta trafia na eksport. Podobnie jest z cukrem (40 proc. produkcji jest sprzedawana za granicę), produkcja mleka (22 proc. na eksport) i zboża (20 proc. na eksport).

– My rzeczywiście jesteśmy niezależni, jeżeli chodzi o dostępność do pszenicy czy innych zbóż. To nie jest dla nas problem. Są takie państwa jak Egipt, który 80 proc. swojego zboża ściągał z Ukrainy, a 15 proc. z Rosji. Jemen i Liban są na poziomie 50–60 proc. importu z Ukrainy i Rosji

– mówił w Spale Andrzej Śliwka, wiceminister aktywów państwowych.

Przed państwem polskim stanęło jednak inne olbrzymie wyzwanie. W momencie, gdy Rosjanie zablokowali ukraińskie porty, jedyną szansą dla eksportu zbóż z Ukrainy to droga przez Polskę. To jednak zdaniem ekspertów problem przerastający możliwości infrastrukturalne. Mało opłacalny jest transport kołowy.

– Przewiezienie tony zboża samochodem do Gdańska czy Gdyni kosztuje więcej niż jego dalsza podróż do krajów arabskich. Transport samochodowy w tym wypadku opłaca się jedynie na krótkich dystansach, nieprzekraczających 100 km

– mówił Marcin Wroński, dyrektor generalny KOWR.    


 

 

 


Źródło: Materiał Partnera/niezalezna.pl

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo