Szkocka zagadka

Każdy niemal dzień przynosi informacje o tym, że unijna biurokracja postanowiła otworzyć jakiś nowy front. Czasem przeciwko jakiemuś państwu – oczywiście najczęściej jest to Polska, chyba nawet przeciwko Węgrom tyle się na poziomie Unii nie podejmuje dziś kroków. Być może Orbán ugłaskał swoim zachowaniem poutykaną tu i tak putinowską agenturę. Czasem poszczególne elementy tej machiny zwracają się przeciwko sobie, choć i tu w tle bywa Polska, jak w przypadku niedawnej rezolucji.

Gdy przyjrzeć się nie tylko sankcjom, lecz i temu, co po drugiej stronie rachunku, czyli zakupom, można by pomyśleć, że Unia jest również przeciwko Ukrainie – Rosję traktuje bowiem jako paliwowy supermarket chyba jeszcze bardziej niż wcześniej, co pokazują ujawniane liczby. Aby uniezależnić się bowiem od Moskwy, mądrzy europejscy stratedzy robią już teraz zapasy paliwa na zimę. A gdzie je robią? Oczywiście w Moskwie. A my nie krytykujmy, robią to przecież ludzie mądrzejsi od nas. 

Unia toczy też jednak walkę z własnymi obywatelami i to jest najgorsze, a za chwilę będzie również najbardziej uciążliwe. Na ołtarzu ekologii złożono w mijającym tygodniu auta spalinowe, a jakby tego było mało, za chwilę parlamentarzyści utrącą jeden z niewielu rozsądnych ruchów sprzed kilku miesięcy, czyli umieszczenie w tak zwanej taksonomii gazu i energii atomowej. 

Gaz jak to gaz, jest paliwem kontrowersyjnym, natomiast atom, zeroemisyjny i ekologiczny, pozwalający na energetyczną niezależność przeszkadza przede wszystkim niektórym ekologom. Elektrownie atomowe wobec Moskwy są bronią skuteczniejszą od bomb atomowych, a przy tym dużo bardziej humanitarną. Kto z nimi walczy, ten zapewne nie robi tego za darmo. Wycofanie Unii z finansowania inwestycji w tym sektorze jest tyleż krótkowzroczne, co zabójcze, najwyraźniej jednak dla kogoś opłacalne. Tylko ludzi szkoda. 

Choć jak widać – nie zadowolonym z siebie elitom z największych frakcji parlamentarnych. Unia wciąż ma dar przyciągania i wciąż widzimy w niej (przynajmniej w sondażach) więcej plusów, niż minusów. W swym ślepym pędzie ponoć chcemy nawet przyjmować euro jako swoją walutę. 

To jednak nic, gdy pomyśleć, że taka Szkocja zastanawia się dziś nad opuszczeniem Wielkiej Brytanii, by ponownie wejść do Unii. A więc wykłócić się o niepodległość od jednego państwa i jednej biurokracji, tylko po to, by natychmiast uzależnić się od innej biurokracji. I innego państwa, albowiem kilka wydarzeń z ostatnich dni wskazuje, że Unia przyspiesza na drodze ku staniu się autorytarnym, sterowanym przez Berlin i może trochę Paryż, superpaństwem, które decyduje o każdej dziedzinie życia obywateli. 

Mogę zrozumieć, że to wciąż jest atrakcyjny model dla wygłodzonych dosłownie i w przenośni krajów Europy wschodniej, ale po co to Szkotom, tego już kompletnie nie wiem.

 


Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo