Z OSTATNIEJ CHWILI

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen do ukraińskich deputowanych: Ukraina przeszła długą drogą od rewolucji godności i wybrała jasno - chce być demokracją • • • Ursula von der Leyen do ukraińskich deputowanych: przed wami długa droga, ale Europa będzie po waszej stronie tak długo, jak będzie to potrzebne; widzę europejską przyszłość Ukrainy • • •

Chwedoruk dla Niezalezna.pl: większość w PO czeka, kto wygra w wojnie Tusk-Trzaskowski

- Dotychczasowa „linia” prezentowana przez wiele zachodnioeuropejskich partii przynależnych do Europejskiej Partii Ludowej (European People’s Party - EPP) znalazła się w pewnego rodzaju kryzysie. A w ostatnich latach w EPP Donald Tusk pełnił eksponowaną rolę. To ustanowiło dodatkową płaszczyznę konfliktu - mówi nam o bratobójczej wojnie w PO politolog prof. Rafał Chwedoruk.

European People's Party, CC BY 2.0 , via Wikimedia Commons

Czy można mówić o konflikcie Donald Tusk – Rafał Trzaskowski?

Donald Tusk i Rafał Trzaskowski to nie są politycy, których indywidualne poglądy byłyby od siebie odległe. Obaj należeli do „bardziej integralnie liberalnego” nurtu wewnątrz Platformy Obywatelskiej (PO). Chociaż wywodzą się z innych pokoleń i ich biografie polityczne nie są tożsame.

Natomiast konflikt między nimi (czy jak inaczej byśmy ten stan nazwali) wynika ze zjawiska natury obiektywnej. Niezależnego od woli obu polityków. Mianowicie, z sytuacji, w której na czele partii Platforma Obywatelska stoi powszechnie rozpoznawany, popularny w opozycyjnym elektoracie polityk.

A jednocześnie w wyborach prezydenckich, które w Polsce wzbudzają ponadstandardowe zainteresowanie opinii publicznej, Rafał Trzaskowski uratował kampanię Platformy Obywatelskiej i uzyskał wysoki wynik. Prezydent Warszawy okazał się więc być atrakcyjny nie tylko dla wyborców Platformy, ale też dla sympatyków innych formacji opozycyjnych.

I w takim przypadku trudno sobie wyobrazić, by w jednym podmiocie politycznym mogło przez długi czas absolutnie bezkonfliktowo funkcjonować dwóch polityków, których popularność predestynuje do roli liderów czy to partii, czy to nawet całej opozycji.

Do tego dochodzi czynnik zmian w polskiej polityce. Zmian w dużym stopniu związanych z wyzwaniami międzynarodowymi. I z tym, że dotychczasowa „linia” prezentowana przez wiele zachodnioeuropejskich partii przynależnych do Europejskiej Partii Ludowej (European People’s Party - EPP) znalazła się w pewnego rodzaju kryzysie. A w ostatnich latach w EPP Donald Tusk pełnił eksponowaną rolę. To ustanowiło dodatkową płaszczyznę konfliktu.

Do tej sprawy dochodzi postawa innych liderów opozycyjnych, którzy wykazują różne ambiwalencje. Bo niektóre ich gesty można odczytać jako większy dystans wobec samego Donalda Tuska a niżeli wobec Platformy jako partii. Z reguły przecież oni jednoznacznie nie wykluczają wspólnego startu w wyborach z Platformą.

Więc podsumowując, można powiedzieć, że w takiej sytuacji w każdym ugrupowaniu politycznym bardzo łatwo byłoby o eskalację wewnętrznych dyskusji. W sytuacji funkcjonowania dwóch polityków o porównywalnej popularności. Wtedy bowiem pojawiają się powody do tego, by tworzyły się jakieś podziały wewnętrzne i dyskusje wokół taktyki czy strategii ugrupowania.

A kto ma – według Pana – ma w tej chwili przewagę w Platformie Obywatelskiej?

Oczywiście, obaj ci politycy mają swoje autonomiczne zaplecza, swoją sieć kontaktów, i tak dalej. Natomiast myślę, iż większość Platformy jest trochę w „stanie płynnym”. To znaczy, że wielu doświadczonych polityków z lokalnych struktur tej partii będzie czekać na rezultat rywalizacji Tuska i Trzaskowskiego.

Wynika to także z sondażowego położenia Platformy. Jest ona wciąż bardzo stabilnym liderem opozycji. Nie widać żadnych przesłanek do tego, żeby jej notowania miały spadać. Wojenne zamieszanie i zła sytuacja na Ukrainie pomogły Platformie jako największej partii opozycji. Bo w sytuacji zamieszania, w naturalny sposób wyborcy orientują się na byty, które już znają, które sprawowały władzę. 

Zarazem jednak nie widać też prostych przesłanek do tego, żeby Platforma przekroczyła w sondażach symboliczny próg 30 procent, co bardzo wzmocniłoby pozycję Donalda Tuska.

Myślę, że tak naprawdę o wszystkim rozstrzygnie jesień tego roku, kiedy to w polityce polskiej, ale też europejskiej i światowej, dojdzie do różnych „tektonicznych wstrząsów”.

Na przykład do eskalacji kryzysu gospodarczego. I wówczas okaże się, czy wszystko pozostanie na dotychczasowych pozycjach, a więc czy w ostatecznej instancji to Donald Tusk będzie wciąż decydował, czy też obecny lider Platformy będzie musiał nieco posunąć się na „ławie”, na której zasiadają decydenci, i godzić się z tym, że „wspólną twarzą opozycji” może zostać obecny prezydent Warszawy. A wtedy Donald Tusk stałby się tylko jednym z liderów opozycji, a nie najważniejszą jej postacią.

Jednak w tej chwili mamy tyle zmiennych w polityce polskiej, ogólnoeuropejskiej i światowej oraz jeśli chodzi o nastroje społeczne, że obecnie wynik tej rywalizacji jest w zasadzie niemal niemożliwy do przewidzenia.

A jak w konflikcie Tusk - Trzaskowski sytuuje się Grzegorz Schetyna? Kiedyś przecież przewodniczący PO.

Być może ten polityk rozmyślnie nieco wycofał się do dalszego szeregu. Świadom faktu, że na tym etapie sporu prostym opowiedzeniem się po którejś ze stron konfliktu więcej można stracić, niż zyskać.

Myślę, że tak jak wielu innych doświadczonych polityków Platformy, Schetyna będzie patrzył na końcowy rezultat. Jego położenie o tyle nie jest proste, że mimo doświadczenia długotrwałej współpracy z Donaldem Tuskiem, przez całe lata pozostawał z nim na stopie konfliktu. I w pewnym momencie przejął władzę po stronnikach Donalda Tuska i ich kosztem.

Natomiast z drugiej strony dojście do Rafała Trzaskowskiego też nie musi we wszystkim odpowiadać temu politykowi, ponieważ wzrost roli Rafała Trzaskowskiego prawdopodobnie oznaczałby głębszy zwrot pokoleniowy, zwrot ku pokoleniu polityków trzydziesto-, czterdziestoletnich. Co w jakimś sensie musiałoby się odbyć kosztem wielu lokalnych liderów „50+”.

W Internecie pojawiają się jednak opinie, że Schetyna popiera Trzaskowskiego.

Myślę, że tak doświadczony polityk będzie wysyłał różne sygnały w różne strony. Zachowując wszelkie proporcje: to trochę tak, jak w polityce międzynarodowej z działaniami wielkich państw, takich jak Rosja, Kazachstan, czy Brazylia, które w napiętej sytuacji międzynarodowej zachowują możliwość manewru. Być może więc pewne wypowiedzi i gesty Schetyny to po prostu sondowanie opinii wewnątrz Platformy. Sprawdzanie, jak ona zareaguje na daną sytuację.

Warto też pamiętać, że niedługo będą się decydowały tematy kampanii wyborczej (jej kształt programowy) oraz kwestia obsady list wyborczych i różni politycy w różny sposób muszą przypominać o swoim miejscu. Szczególnie, gdyby realna stała się perspektywa wspólnego startu opozycji. Bo wtedy rywalizacja o mandaty będzie jeszcze intensywniejsza.

 


Źródło: niezalezna.pl

Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo