Niemiecka prasa: Jednak węgiel?

hangela
pixabay.com Creative Commons

Niemiecka prasa szeroko komentuje słowa tamtejszego ministra gospodarki, który nie wyklucza, że z powodu redukcji dostaw rosyjskiego gazu trzeba będzie wesprzeć się spalaniem węgla.

Komentator dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że groźba niedoboru gazu i rosnących cen za ten surowiec zmusza rząd Niemiec do coraz większych „wygibasów”. „O ile w umowie koalicyjnej była jeszcze mowa o gazie mającym zastąpić węgiel, to teraz węgiel musi zastąpić gaz – i to nie węgiel kamienny, tylko przede wszystkim węgiel brunatny, czyli zabójca dla klimatu. Jednocześnie rozwój energetyki ze źródeł odnawialnych oraz sieci (przesyłowych) musiałby eksplodować, aby umożliwić tak szybkie odejście od węgla, jak się planuje”. Jak czytamy, to zimny prysznic dla Niemiec, który następuje po błędach polityki wobec Rosji. Ale Niemcy muszą zmierzyć się z jeszcze jednym kryzysem, który sami sobie stworzyli. „Robert Habeck (minister gospodarki) i Olaf Scholz (kanclerz) będą musieli włożyć sporo pracy w to, aby wyjaśnić, dlaczego rząd zaniedbał odpowiednio wcześniejsze magazynowanie gazu oraz przedłużenie działania trzech elektrowni jądrowych”.

Z kolei komentator regionalnego dziennika „Der Neue Tag” ocenia: „Gdy minister gospodarki z partii Zielonych musi sugerować użycie znienawidzonego węgla jako część rozwiązania awaryjnego w aktualnym kryzysie energetycznym, pokazuje to, jak poważna jest sytuacja”. „Nie pozostaje nam nic innego, jak sprawdzić wszystkie opcje, aby nadchodzącej zimy nie doszło do energetyczno-kosztowej katastrofy. Podziękować za to możemy czterem rządom Merkel, które wepchnęły Niemcy w zależność od rosyjskiego gazu i zaniedbały rozwój energetyki odnawialnej oraz przebudowę przemysłu. Przez wszystkie te lata niemieckiej polityce brakowało perspektywy. Teraz nie pozostaje nic innego, jak ograniczać szkody” – pisze dziennik.

Wydawana we Frankfurcie nad Odrą gazeta „Maerkische Oderzeitung” zauważa: „Minister gospodarki (Robert) Habeck mówił o gorzkiej decyzji, przedstawiając swój plan dotyczący gazu. Sprawa jest przy tym prosta. Niemcy muszą rozważyć wszystkie alternatywy dla gazu, poszukując opłacalnego zabezpieczenia w energię. Ani turbin wiatrowych, ani pól paneli słonecznych nie da się postawić w ciągu kilku miesięcy. Prąd z węgla da się za to wyprodukować pewnie i dość tanio. Węgiel brunatny, na przykład z Łużyc, wykorzystywany jest całkowicie w Niemczech. Zmieniona sytuacja światowa nie pozwala na powodowane życzeniami ochrony klimatu tak szybkie totalne odejście od węgla czy atomu, jak chcą niektórzy politycy Zielonych, SPD czy FDP w rządzie” – czytamy.

Natomiast dziennik „Wiesbadener Kurier” pisze:

„Cel odejścia od węgla, w idealnej sytuacji już w 2030 roku, nie został co prawda odrzucony, ale na razie miotacze brudu (elektrownie węglowe – red.) zostają wyciągnięte z rezerwy. I to przez zielonego ministra. Alternatyw bowiem jak ze świecą szukać” [...] „Przedłużenie pracy działających jeszcze trzech elektrowni atomowych nie jest poważną opcją na tę kryzysową zimę. Firmy obsługujące reaktory zwracają uwagę na organizacyjne, personalne i techniczne przeszkody, jak produkcja ogniw jądrowych. Do tego dochodzą testy bezpieczeństwa, których wynik jest otwarty, przy przedłużonych okresach działania”.



Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl

 


Źródło: filarybiznesu.pl

#Filary Biznesu

Jacek Szpakowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo