Minister Piotr Gliński dla „Gazety Polskiej”: Kultura jest podstawą patriotyzmu i przetrwania narodów

Bardzo dobrze, że we współczesnych czasach w Polsce kultura się broni, bo bez kultury nie istniejemy jako wspólnota, jako społeczeństwo. Od poziomu, od jakości kultury zależy niemal wszystko. Spójrzmy na Ukrainę. Gdyby nie potencjał kultury, gdyby nie silne poczucie wspólnoty i tożsamości, Ukraińcy nie mieliby motywacji i potencjału, by bronić ojczyzny. To, co już czwarty miesiąc robią, wynika z ich poczucia tożsamości i wspólnotowości, a jednocześnie odrębności – a więc jest ściśle powiązane z kulturą. Podstawą patriotyzmu i przetrwania narodów – mówi wicepremier prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Piotr Gliński
Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Panie Premierze, zacznijmy od liczb. O ile wzrosły nakłady na kulturę za rządów PiS?

Budżet na kulturę i szkolnictwo artystyczne wzrósł za naszych rządów o 2 mld zł. Jeśli zaś chodzi o procentowy udział wydatków na kulturę w budżecie państwa, to jeżeli patrzy się na dział „kultura i dziedzictwo narodowe”, to wynosi on nieco ponad 0,7 proc. Jeżeli jednak spojrzymy na budżet Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako całość – a on obejmuje też dział „szkolnictwo artystyczne”, czyli szkoły podstawowe, średnie i uczelnie artystyczne – to można powiedzieć, że na kulturę przeznaczamy dziś 1 proc. budżetu. To znaczący wzrost w stosunku do roku 2015. Z 3 mld 245 mln zł do 5 mld 243 mln zł. Taki wzrost nakładów na kulturę nie ma precedensu w ostatnich dekadach. A przecież mówimy tu tylko o środkach z budżetu resortu kultury, bez nakładów z tzw. środków europejskich (około 2,5 mld na kulturę wydatkowanych tylko w moim resorcie w ostatniej perspektywie budżetowej), bez wydatków na kulturę znajdujących się w budżetach innych resortów i bez tzw. rekompensaty dla mediów publicznych.

Patrząc na historię rządu Zjednoczonej Prawicy, resort kultury był stabilny politycznie. Pan minister kontynuuje swoją misję drugą kadencję. Jest Pan wicepremierem – co podnosi rangę Ministerstwa Kultury. Na co przełożyły się te niespełna 7 lat pracy?

Rząd Zjednoczonej Prawicy od początku zakładał, że kultura będzie traktowana poważnie. To nie przypadek, że prezes Jarosław Kaczyński zaproponował mi jednocześnie funkcję wicepremiera. Nieprzypadkowo wspiera nas także w wielu działaniach. Problem słabej pozycji kultury przez lata polegał na tym, że w przetargach politycznych zazwyczaj stoi ona na gorszej pozycji. To wynika z tego, że zaspokaja potrzeby, które często nazywamy potrzebami wyższego rzędu czy samorealizacji i wydaje się mieć mniejsze znaczenie czy dotykać mniej podstawowych kwestii niż gospodarka, ochrona zdrowia, rolnictwo czy obrona narodowa. Jednak głębsze spojrzenie dowodzi, że bez kultury nie mamy szans rozwojowych jako wspólnota – i jako jednostki. Tu jest pewna sprzeczność, bo w bieżących targach kultura przegrywa, ale kiedy patrzymy długofalowo, wychodzimy poza pewien schemat, myślimy realnie o wspólnocie i jej rozwoju – okazuje się, że jest całkiem inaczej, że to kultura jest podstawą. My wpisaliśmy rozwiązanie tego dylematu w nasz program. Jest tam mowa nie tylko o kulturze, lecz także o podstawowych wartościach, o wolności, solidarności, o tożsamości wspólnotowej – dlatego to dowartościowanie resortu kultury spójnie się tłumaczy. Bardzo dobrze, że we współczesnych czasach w Polsce kultura się broni, bo bez kultury nie istniejemy jako wspólnota, jako społeczeństwo. Pamiętamy wszyscy sentencję przypisywaną Winstonowi Churchillowi, że wojna nie ma sensu, jeśli nie toczy się o kulturę. Od poziomu, od jakości kultury zależy niemal wszystko. Spójrzmy na Ukrainę. Gdyby nie potencjał kultury, gdyby nie silne poczucie wspólnoty i tożsamości, Ukraińcy nie mieliby motywacji i potencjału, by bronić ojczyzny. To, co już czwarty miesiąc robią, wynika z ich poczucia tożsamości i wspólnotowości, a jednocześnie odrębności – a więc jest ściśle powiązane z kulturą. Podstawą patriotyzmu i przetrwania narodów. My jako środowisko polityczne Prawa i Sprawiedliwości jesteśmy od zawsze świadomi roli tak rozumianej kultury w życiu wspólnoty. To nas odróżnia od naszych poprzedników. U nich kultura i to, co się składa na tożsamość i wspólnotę, zawsze było na końcu.

Mimo że nakłady wzrosły, to jednak mam poczucie ciągłego jazgotu ludzi kultury, którzy systematycznie wytwarzają hejt. Mówią o cenzurze. Z czego wynika ich niezadowolenie?

To wynika bezpośrednio z ogólnej sytuacji politycznej w Polsce. Nasi oponenci polityczni nie spodziewali się, że stracą monopol na rządzenie – i do dzisiaj, mimo upływu niemal dwóch kadencji, nie mogą się z tym pogodzić, wciąż nie akceptują wyników demokratycznych wyborów. Podobnie jest z elitami w świecie kultury. One się dobrze okopały w swoim wygodnym świecie i uważały, że tak będzie zawsze. Powstały pewne hierarchie, nie tylko prestiżu, lecz także stricte materialnych przywilejów, które sobie te stosunkowo wąskie grupy wywalczyły. W związku z tym zmiana status quo w wyniku demokratycznych wyborów wywołała szok. Nagle bowiem pojawił się ktoś reprezentujący inne podejście, inny system wartości, biorący rzeczywistą odpowiedzialność za polską kulturę i myślący o tej kulturze, a także o dziedzictwie, o historii w perspektywie tożsamościowej i wspólnotowej. Przecież nieprzypadkowo niektóre kwestie dotyczące polskiej przeszłości przez tyle lat pozostawały białymi plamami z punktu widzenia instytucjonalnego. Przy takim podejściu elit kultura, nawet ta niezwiązana z tożsamością, lecz bardziej z kreatywnością, ze sztuką per se, niewpisująca się w główny nurt, też cierpiała. Przede wszystkim na brak środków. Pieniądze dostawała pani X z koleżankami, siostrą, córką i towarzystwem, albo pan Y ze swoimi kochankami, a ludzie spoza towarzystwa nie dostawali zbyt wiele.  Tak to mniej więcej – oczywiście w pewnym uproszczeniu – wyglądało. A efekt był taki, że pani X czy pan Y brylowali na festiwalach światowych i w ten sposób – niejako zwrotnie – wzmacniali swoją pozycję w kraju i ustalali hierarchię prestiżu. Zresztą, na marginesie mówiąc, ta elitarna kultura światowa okazała się teraz, w kontekście wojny na Ukrainie, bardzo szczodrze wspierana przez oligarchów postkomunistycznych. Czy bezinteresownie? W tym kontekście mniej dziwią niektóre reakcje na nasze działania. A wracając do pytania, oni po prostu cały czas są zaskoczeni, że ktoś śmie podważać status quo i że narusza obszary ich interesów. Czasami dosłownie. No i trzeba jasno powiedzieć, że ten „jazgot”, jak to Pan określił, narzucany jest właściwie przez dość wąską grupę ludzi i różnego rodzaju bardzo rozpowszechnione mechanizmy konformizmu środowiskowego. To dość smutne.

Cały wywiad w  Tygodniku „Gazeta Polska”, dostępnym w sprzedaży od dziś, środy 22 czerwca 2022 r.

Tygodnik "Gazeta Polska" dostępny w wygodnej prenumeracie cyfrowej
Sprawdź ofertę prenumeraty cyfrowej TUTAJ » prenumerata.swsmedia.pl oraz pod numerem telefonu 605 900 002 lub 501 678 819
 

 


Źródło: Gazeta Polska,

#Gazeta Polska

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo