Ukraina kandydatem do UE? Waszczykowski: Są kraje, które będą składać kusicielskie propozycje

Przyznanie Ukrainie statusu kandydackiego ma ważne polityczne znaczenie w chwili, kiedy kraj ten broni się przed agresją - mówi były szef polskiej dyplomacji, a obecnie europoseł PiS Witold Waszczykowski. Polityk obawia się, że w konkluzjach szczytu unijnych przywódców może pojawić się słownictwo warunkowe.

Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

"Wiemy, że decyzja Komisji jest pozytywna. Mieliśmy też w Kijowie wizytę przywódców trzech największych gospodarek Unii - Niemiec, Francji i Włoch. Przedstawiciele tych państw również publicznie zapewnili, że popierają te kandydaturę. Zakładam, że ten status kandydacki będzie przyznany" - przewiduje Wasczykowski.

"Obawiam się tylko, że w konkluzjach szczytu unijnych przywódców, który odbędzie się 23-24 czerwca w Brukseli może pojawić się słownictwo warunkowe. Po drugie, przyznanie statusu kandydackiego Ukrainie ma polityczne znaczenie w tej chwili, kiedy Ukraina się broni przed agresją. Silne poparcie polityczne może się przełożyć na zwiększoną determinację do obrony. Natomiast jest to z formalnego punktu widzenia gest polityczny, który nie ma znaczenia praktycznego dla przyszłego członkostwa, a nawet dla rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych"

- zastrzega eurodeputowany.

Przypomina, że wiele państw - jak chociażby Macedonia - ma przyznany status kandydacki od lat, i nic się z tym nie dzieje.

"W Parlamencie Europejskim czynimy przygotowania, żeby PE monitorował tę sytuację i naciskał na jak najszybsze negocjacje akcesyjne. Dodatkowo, trzeba też wykorzystać wszystkie pośrednie formy, żeby nie czekać na wynegocjowanie ostatecznie 30 rozdziałów, ale stopniowo wprowadzać Ukrainę do Unii. Trójmorze może doprowadzić do współpracy w dziedzinie rynku gazowego, bezpieczeństwa gazowego, infrastruktury komunikacyjnej. Można wykorzystać wszystkie inne regionalne instrumenty współpracy. Grupa Wyszehradzka powinna stworzyć program współpracy z Ukrainą. UE powinna zaangażować we współpracę z Kijowem swoje agencje. Trzeba też zmierzać do tego, żeby Ukraina weszła na wspólny rynek unijny. Przecież mamy na tym rynku precedensy państw, które nie należą do Wspólnoty, czyli Norwegię i Szwajcarię. Pozwoliłoby to ukraińskiej gospodarce funkcjonować, konkurować i zarabiać" - przekonuje Witold Waszczykowski.

Status półczłonkowski

Ostrzega przed sugestiami niektórych państw, żeby Ukraina miała status półczłonkowski lub żeby nie miała prawa weta w Radzie UE i żeby w związku z tym wprowadzić mechanizm kwalifikowanej większości w głosowaniach.

"Powinniśmy to wszystko odrzucać, bo to jest kolejny krok w kierunku federalizacji, dzielenia Unii na różne statusy. Są kraje, które wykorzystują obecną sytuację dla federalizacji UE. Musimy być zatem bardzo ostrożni, bo będą one składać kusicielskie propozycje, że zgodzą się na przyśpieszenie jakichś procesów, ale ceną będzie federalizacja, podział UE, odejście od głosowania przez konsensus"

- przewiduje były szef polskiego MSZ.

Waszczykowski obawia się też, że Ukrainę czeka długotrwała procedura oceny stanu spełnienia warunków kopenhaskich przed początkiem negocjacji akcesyjnych.

"Mamy tu negatywne doświadczenia w przypadku państw Bałkanów Zachodnich. Gołym okiem widać, że dla nich warunki są coraz bardziej zwiększane. Powszechnie się już mówi, że wszyscy kandydaci będą szczegółowo oceniani pod katem praworządności. Owszem zasada praworządności jest kryterium kopenhaskim, ale to kryterium nigdzie nie jest w prawie europejskim zdefiniowane. Już Ukrainie narzuca się całe systemy antykorupcyjne zgodne z poglądami lewicowo-liberalnej większości europejskiej, jak ma wyglądać system praworządności. I to się mnoży. Pewnie będą mnożone warunki bezpieczeństwa. Będą podstawy wstrzymywania negocjacji dopóki Ukraina nie będzie miała bezpiecznych granic, czy zrezygnuje z zajętego przez Rosję terytorium. Przypominam, że podzielony Cypr wprowadziliśmy do Unii Europejskiej. Nie mówiąc już o NRD, która została po prostu wchłonięta" - zaznacza europoseł, dodając, że Niemcy i Francuzi mogą naciskać, żeby Kijów zaakceptował zabory rosyjskie i wtedy rozpoczną się negocjacje akcesyjne.

"To jest niebezpieczne dla Ukrainy, bo ktoś kiedyś się skusi i stwierdzi, że lepiej zrezygnować z ziem, bo członkostwo w Unii jest ważniejsze. Zakładamy jednak, że w procesie akcesji do Unii, Ukraina powinna zachować integralność i suwerenność nad całym swoim terytorium w granicach z 2014 roku" - konkluduje były minister.

 


Źródło: niezalezna.pl, PAP

#Ukraina

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo