Umożliwienie wszystkim wyborcom głosowania korespondencyjnego przewiduje projekt noweli Kodeksu wyborczego autorstwa klubu PO. Dotychczas głosować korespondencyjnie mogli w kraju jedynie wyborcy niepełnosprawni. Czyżby zmiana organizacji wyborów wiązała się z fatalnymi sondażami partii Tuska?

Zmiany mają dotyczyć wyborów do Sejmu, Senatu, prezydenckich oraz samorządowych. Platforma zakłada, że po raz pierwszy powszechne głosowanie korespondencyjne możliwe byłoby w wyborach samorządowych w 2014 r.

Wyborca chcący głosować korespondencyjnie w kraju będzie zgłaszał taki zamiar wójtowi, a za granicą - konsulowi. Otrzyma wówczas pakiet wyborczy zawierający m.in. kartę do głosowania wraz z instrukcją głosowania korespondencyjnego.

Jak mogłyby wyglądać takie wybory, pokazał niedawno dziennikarz "Rzeczpospolitej", który bez problemu zdobył karty uprawniające do głosowania w trwających właśnie wyborach na szefa Platformy. "Choć partia wdrożyła masę zabezpieczeń, aby uniknąć sfałszowania wyników, to na niewiele się to zdało. W drugim obiegu karty można zdobyć nawet, jeśli się nie jest jednym z 42 636 członków Platformy. Ba, można nawet zagłosować, co też zrobiliśmy" - pisała "Rzeczpospolita".

Przypomnijmy jeszcze, że we wrześniu 2012 r. eksperci od bezpieczeństwa teleinformatycznego przedstawili raport dowodzący, że rosyjskie służby specjalne mogły wpływać na wynik wyborów w Polsce. Według twórców raportu serwery wykorzystywane przez Państwową Komisję Wyborczą w trakcie ostatnich wyborów są w rękach rosyjskich. Informacje te pochodzą z monitoringu ruchu sieciowego, wykonanego w trakcie przesyłania danych do PKW w dniu wyborów przez prof. Jerzego Urbanowicza i jeszcze jednego eksperta mającego doświadczenie w pracy służb specjalnych. Czyżby Donald Tusk nie ufał już Rosjanom?