Skazany za pedofilię prowadzi... terapie

- Skazany za pedofilię były dziennikarz z Kalisza opracowuje programy terapeutyczne dla dzieci i opiekuje się studentami - do tych szokujących informacji dotarła Polska Agencja Prasowa. - Kiedy dowiedziałam się, kim jest nasz opiekun bardzo się zatrwożyłam. Nie mogę dopuścić do tego, żeby ten człowiek miał jakikolwiek kontakt z dziećmi, ze szkołą - powiedziała jedna z wolontariuszek.

pxhere CC0 Public Domain

W Poznaniu działa Stowarzyszenie Inicjatywa Obywatelska Pro Civium. To organizacja non profit, założona w 2018 r. Jak wynika z zamieszczonych na stronie stowarzyszenia informacji działa na rzecz przeciwdziałania wykluczeniu i stygmatyzacji rodziny, w szczególności dzieci.

Stowarzyszenie współpracuje z uczelniami na terenie całej Polski, organizując praktyki dla studentów prawa, psychologii i resocjalizacji.- W 2021 roku praktyki zawodowe odbyło u nas ponad 210 osób - podano na stronie.

Stowarzyszenie wydaje czasopismo Postpenit. „Kwartlanik trafia do tysięcy studentów, do grup zawodowych, np. kuratorów sądowych, funkcjonariuszy Służby Więziennej, jest czytane przez środowisko psychologów, doradców zawodowych i prawników. Kolportujemy je również do lokalnych samorządów” - przekazano.

Stowarzyszenie jest autorem spotu reklamowego emitowanego w telewizji, dotyczącego przeciwdziałania przemocy w rodzinie. - To ten słynny znak ręką Pomóż mi - wskazała jedna z byłych wolontariuszek.

Kim jest Henryk G.?

W poznańskim stowarzyszeniu działa skazany za pedofilię Henryk G., który jest pełnomocnikiem zarządu ds. organizacji praktyk studenckich.

Były dziennikarz z Kalisza, który podawał się za właściciela agencji modelek, w 2006 roku zgwałcił młodą dziewczynę, zmuszał dzieci do innych czynności seksualnych, podawał im alkohol i rozpowszechniał ich zdjęcia wśród innych pedofilów. Henryk G. działał na terenie kilku województw, w tym Wielkopolski. Na postawionych 30 zarzutów, potwierdziło się 28 z nich.

- Henryk G. w 2010 r. został skazany przez Sąd Okręgowy w Kaliszu za przestępstwo pedofilii na 10 lat więzienia i 10 lat zakazu zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów oraz wszelkiej działalności, związanej z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi, a także ma zakaz kontaktowania się z osobami małoletnimi, poza osobami najbliższymi. Ciąży na nim też wyrok za oszustwa finansowe. G. odsiadywał wyrok w Areszcie Śledczym w Poznaniu, skąd wyszedł w 2019 r.

-poinformowała rzecznik prasowy kaliskiego sądu SSO Edyta Janiszewska. Wyjaśniła, że zatarcie skazania nastąpi w październiku 2029 r.

Zdemaskowanie 

O działalności G. w stowarzyszeniu poinformowała jedna z byłych wolontariuszek, która odkryła tożsamość G. To osoba wykształcona, w trakcie realizacji drugich studiów oraz rzecznik prasowy jednej z publicznych instytucji. Kobieta przez ponad pół roku odbywała w stowarzyszeniu praktyki studenckie.

- Kiedy dowiedziałam się, kim jest nasz opiekun bardzo się zatrwożyłam. Nie mogę dopuścić do tego, żeby ten człowiek miał jakikolwiek kontakt z dziećmi, ze szkołą. Taki kontakt zapowiada się ze względu na opracowywanie przez niego projektu pod nazwą Zauważ mnie, który adresowany jest głównie do dzieci wykluczonych społecznie m.in. ze względu na molestowanie seksualne. G. wielokrotnie podkreślał, że ten program jest jego oczkiem w głowie

- powiedziała.

Projekt ma ruszyć od września br. Zadaniem wolontariuszy będzie szkolenie pedagogów i rodziców na terenie szkół. - Martwię się, że G. także pojedzie do którejś ze szkół a to stanowi już zagrożenie  – powiedziała rozmówczyni.

Wyjaśniła, że projekt powiązany jest z innym zadaniem realizowanym we współpracy z Samurai Labs i NASK. Samurai Labs to specjalistyczne laboratorium pracujące nad rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji, tworzonej do wykrywania i zapobiegania przemocy w sieci. Naukowcy opracowali algorytm wykrywający w sieci treści o charakterze pedofilnym. Natomiast NASK jest państwowym instytutem badawczym, którego misją jest ochrona dzieci i młodzieży przed zagrożeniami, związanymi z użytkowaniem nowych technologii.

- Mnie zastanawia, czy nawiązując kontakt z takimi firmami on po prostu chce nauczyć się, jak omijać te wszystkie zabezpieczenia i jak utajnić w sieci swoją działalność

 - wskazała.

Rozmowy ze studentami 

Kobieta powiedziała, że „studentom zadawał tematy typu: czy pedofilów należy karać czy leczyć? Kiedyś kazał przeprowadzać nam rozmowy telefoniczne z pedofilem. Później wyszło na jaw, że po drugiej stronie słuchawki siedział sam G.”.

Rozmowy z G. – ja wyjaśniła rozmówczyni – zawsze odbywały się online. - Nie wiemy, jak wygląda. Nigdy nie włączał kamery. Żartował, że nie ma makijażu. Kiedy obiecał, że to zrobi, przed komputerem z ciekawości zasiadlo ponad 100 wolontariuszy, tymczasem zobaczyliśmy tylko jego ucho. Powiedział, że jedzie samochodem i wyczerpał mu się Internet. On jest tak przekonywujący w tym co mówi i robi, że nawet nie zastanawialiśmy się, dlaczego nie chce nam się ujawnić - powiedziała.

Na czele stowarzyszenia jest prezes Izabela Jarczewska. W rozmowie z PAP zapewniła, że G. nie ma kontaktu z dziećmi.

Polska Agencja Prasowa ustaliła, że z nazwiska Henryka G. zniknęła jedna litera. Z kolei w użytkowanej przez niego legitymacji dziennikarskiej nazwisko jest poprawne ale w podanym przez niego PESEL -u zmieniona jest jedna z cyfr.

- To powoduje, że w przypadku chęci potwierdzenia jego tożsamości nie wyskoczy jako osoba figurująca w rejestrze pedofili

- zauważyła nasza rozmówczyni.

G. się tłumaczy

Henryk G., powiedział Polskiej Agencji Prasowe, że „żadne dziecko nie uczestniczy w projekcie; dzieci najbliżej mnie są na ulicy, z dziećmi nie mam nic wspólnego na kilometr. Robimy projekty dla rodzin, gdzie rodzic odbywa karę więzienia. My nie bawimy się z dziećmi z tych rodzin osobiście, tylko opracowujemy programy. Zajmuję się koncepcją pracy stowarzyszenia i nie wychodzę zza biurka, działam przez komputer” – powiedział.

W rozmowie przyznał, że nie chciał pokazać wolontariuszom swojej twarzy „bo chciałem robić coś dobrego a nie narażać się na niepotrzebne pytania. Jestem z boku, ktoś inny jest prezesem stowarzyszenia i mojej twarzy nie musi nikt widzieć” - powiedział.

Zmianę nazwiska nazwał literówką a „sytuację z PESELEM sprawdzę; to zapewne jakaś pomyłka” – dodał. G. przyznał, że po opuszczeniu więzienia nie został objęty nadzorem prewencyjnym.

 

 

 


Źródło: PAP, niezalezna.pl,

as
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo