Rosjanie sami odpuścili zakup Lotosu. Ekipa Tuska planowała inny scenariusz

- Donald Tusk ciężko pracuje na pogorszenie własnej wiarygodności - przyznał redaktor naczelny "Gazety Gdańskiej" Marek Formela, komentując w programie TVP Info "Minęła 20" niedoszły proces sprzedaży Lotosu sprzed kilkunastu lat. To nie ówczesny premier zablokował sprzedaż naftowego giganta. Z dokumentów i publikacji prasowych wprost wynika, że premier Tusk dążył do scenariusza dokładnie odwrotnego.

Fot.Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Odtajnionej notatki ministra skarbu do prezesa Lotosu za czasów rządów PO, kiedy to minister skarbu informował o firmach (kojarzonych z Rosją) zakwalifikowanych do prywatyzacji Lotosu, ciąg dalszy. Dziś red. Michał Rachoń przekazał kolejną chronologię wydarzeń, rujnującą wersję Donalda Tuska. Były premier podtrzymuje, że sam zablokował sprzedaż Lotosu w 2011 roku.

Z dokumentów - do których dostęp dalej jest możliwy w archiwum zlikwidowanego Ministerstwa Skarbu - wprost wynika, że do samego końca była wola sprzedaży Lotosu.

Rachoń pokazał krótką notatkę asystenta ministra skarbu, który informował, że jeżeli Lotos ma być sprzedany, to trzeba zmienić zapisy strategii polskiej polityki energetycznej. Zdaniem rządu Tuska, trzeba było dopisać zdanie: "z wyjątkiem spółek przeznaczonych do prywatyzacji".

Przez kilka miesięcy specjalny zespół w Ministerstwie Skarbu odpowiadał za kontakt z potencjalnymi nabywcami Lotosu. Państwo polskie wystosowało wówczas zapytania do kilku firm znanych z kontroli Kremla, m.in. Gazprom, Rosnieft czy Lukoil.

Do sprzedaży Lotosu nie doszło. Ale nie dlatego, że proces zablokował ówczesny premier…

Dowodem na to jest pismo Mikołaja Budzanowskiego - następcy Aleksandra Grada - w którym podkreślił on, że termin składania wiążących ofert na zakup Lotosu minął, a nie wpłynęła żadna oferta. - Z jakichś powodów Rosjanie Lotosu po prostu nie chcieli kupić - stwierdził Rachoń.

Sam Donald Tusk - jako premier - o rosyjskich ofertach miał rozmawiać z ówczesnym prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem. To stoi w sprzeczności z dzisiejszymi zapewnieniami lidera opozycji.

O niedoszłej sprzedaży naftowego giganta rozmawiali dziś w programie „Minęła 20” Cezary Gmyz oraz Marek Formela.

- Donald Tusk ciężko pracuje na pogorszenie własnej wiarygodności. Nie przynosi ujmy zmiana planu wraz ze zmianą sytuacji, ale przedstawianie po latach fiaska doktrynalnej wyprzedaży jako sukcesu, jasno świadczy o etyce publicznej byłego premiera

- mówił redaktor naczelny „Gazety Gdańskiej”.

- Cała operacja oparta była o przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 2009 roku. Na tej podstawie minister Grad - bliski współpracownik premiera - w 2010 roku wystosował zaproszenie do wielu firm do współpracy przy przeprowadzeniu tej transakcji - przypomniał dziennikarz, od lat badający transakcje wokół sektora energetycznego w Polsce.

- Ta sprawa ma wiele rozmaitych aspektów. Donald Tusk oszczędnie gospodaruje prawdą w tej sprawie - przyznał.

Korespondent TVP w Berlinie przypomniał z kolei, że „nie była to pierwsza próba wejścia do Lotosu”. - Wcześniej mieliśmy do czynienia z czymś, co określane jest jako Orlen Gate, czy afera orlenowska. Usiłowania przejęcia rafinerii gdańskiej były związane z nieżyjącym już Janem Kulczykiem i rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem. Od tego ta historia się zaczęła - mówił Gmyz.

 


Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

am
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo