Putrioszka. W świecie sobowtórów

Kimkolwiek by był numer 1 w Rosji, jest i musi być reprezentantem i wykonawcą czekistowskiej grupy trzymającej władzę w imperium. I dopóki ona nie odejdzie, może nawet zmienić płeć albo być grany osobiście przez Daniela Craiga (mało że Bond, to jeszc

EPA/ANATOLY MALTSEV/PAP
Kimkolwiek by był numer 1 w Rosji, jest i musi być reprezentantem i wykonawcą czekistowskiej grupy trzymającej władzę w imperium. I dopóki ona nie odejdzie, może nawet zmienić płeć albo być grany osobiście przez Daniela Craiga (mało że Bond, to jeszcze to podobieństwo), a nic to w Rosji nie zmieni.

Matrioszka to, jak wiadomo, baba w babie, popularna zabawka w Rosji i bliskiej zagranicy. Nieco inne znaczenie ma ten termin w polityce. W latach zimnej wojny, a zapewne jeszcze długo po niej, była to najlepsza metoda wprowadzania agentów do krajów demokratycznych poprzez podstawienie własnych ludzi zamiast osób z Zachodu porwanych lub zamordowanych przez KGB. Wielu takich osobników zdemaskowano, wielu nie.

Wśród podobnych spekulacji od lat utrzymywały się legendy na temat podmiany Bolesława Bieruta, a nawet gen. Wojciecha Jaruzelskiego, bo po prostu nikomu nie mieściło się w głowie, żeby polski szlachcic, wychowanek ojców Marianów okazał się tym, kim się okazał...

Sobowtóry to w ogóle niezwykle wdzięczny temat w literaturze – wspomnijmy choćby „Żelazną maskę” Dumasa o bliźniaku Ludwika XIV czy brawurowego „Szachistę” Waldemara Łysiaka o podmianie Napoleona na... Napoleona.

Jest to także stały element teorii spiskowych nakazujących wierzyć, że ciągle żyją nie tylko Elvis Presley i John Lennon, ale również Saddam Husajn, Muammar Kaddafi, stracono zaś ich sobowtóry. Odwrotnie jest z Osamą bin Ladenem. Szerzą się plotki, że zabito go dwa lata po jego śmierci, a w wersji skrajnej – że w ogóle nigdy nie istniał, będąc jedynie wirtualnym wykwitem manipulatorów z CIA.

Oczywiście sobowtórów w historii nigdy nie brakowało – weźmy kolejnych cudem ocalonych Dymitrów Samozwańców, Napoleonów, Ludwików XVII, cesarzewiczów rosyjskich czy Anastazji Nikołajewnych.

W ościennym państwie sobowtóry posiadano nawet po śmierci – żartowano, że kiedy mumię Lenina poddawano renowacji (a psuła się zarówno od głowy, jak i od nóg), wówczas w mauzoleum kładł się jego filmowy odtwórca Maksym Sztrauch, a jeśli przypadkiem był niedysponowany, z Polski ściągano kolejnego zmiennika – aktora Ignacego Machowskiego.

Wspominam o tym nie bez powodu. Nasilają się bowiem – zwłaszcza w sezonie ogórkowym – pogłoski, że Putin to już nie Putin. Mówi się o operacji plastycznej, o ciężkiej chorobie, którą przeszedł, o niedyspozycjach, które powodują, że musi udawać go zmiennik.

Zwolennicy teorii sklonowanego samodzierżcy przytaczają w charakterze dowodów nie tylko filmy, na których Putin jest mocno niedysponowany (ale w końcu Tusk też kuleje, a nie ma sugestii, żeby go ktoś podmienił, zwłaszcza ostatnio), ale i wskazują na wystąpienia, w których widać ciekawy asynchron – i wygląda, że kto inny gada, a kto inny świeci twarzą. Takie też miałyby być istotne kulisy jego rozwodu – Ludmiła nie tylko rozpoznała podmiankę, ale nie zgodziła się spełniać obowiązków małżeńskich z dublerem.

Opozycja sugeruje, m.in. na stronie bojowników czeczeńskich o nazwie „Kavkazcenter”, że być może rozpoczął się proces wirtualizacji przywódcy, udawania, że jest, rządzi, a tymczasem prawdziwy przebywa gdzieś na terapii z powodu nieuleczalnej choroby i psychicznej niepełnosprawności, albo znajduje się już pod powierzchnią pl. Czerwonego.

Oczywiście pytanie czy Putin to Putin miałoby wielki sens, gdyby ewentualna wymiana mogła wywołać skutki praktyczne. Jak na razie ewentualny Władimir II działa toczka w toczkę jak Wladimir I, chociażby naciskając na Ukrainę, aby trzymała się z dala od Unii Europejskiej. Może być o cal wyższy lub mówić o ćwierć tonu niżej, ale przecież nie jest ani o gram większym demokratą i nie widać, żeby był choć o centymetr bardziej prozachodni. Czyli kwestia: autentyk czy falsyfikat – nie ma większego znaczenia.

Problem mógłby się zacząć dopiero wtedy, gdyby ten prawdziwy uciekł z psychuszek i próbował wrócić do władzy (o podobnych przypadkach z Leninem i Stalinem istnieje spora literatura fantastyczna, do której sam przykładałem rękę).

Kimkolwiek by był numer 1 w Rosji, jest i musi być reprezentantem i wykonawcą czekistowskiej grupy trzymającej władzę w imperium. I dopóki ona nie odejdzie, może nawet zmienić płeć albo być grany osobiście przez Daniela Craiga (mało że Bond, to jeszcze to podobieństwo), a nic to w Rosji nie zmieni.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”

 

Źródło: Gazeta Polska

Marcin Wolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo