Z OSTATNIEJ CHWILI

Salah Abdeslam został skazany na dożywocie za udział w zamachach terrorystycznych z listopada 2015 roku.  • • •

Wielka koalicja czy nowe rozdanie? Cz. 1

Wiele wskazuje na to, że plan Donalda Tuska na stworzenie jednej listy partii opozycyjnych nie ma już szans na powodzenie. Pojawiają się też plotki o zakulisowych rozmowach Rafała Trzaskowskiego z Szymonem Hołownią. Hołownię wielu widzi też idącego razem z PSL, na razie jednak Władysław Kosiniak-Kamysz zbiera wokół siebie polityczny plankton, stawiając na ilość, nie jakość. Mowa jest też o konserwatywnej koalicji wokół jego ugrupowania, jednak konserwatyzmu próżno szukać w Stronnictwie Demokratycznym, które właśnie połączyło swe losy z ludowcami. Również na weekendowej konwencji Porozumienia to Kosiniak z kolegami zajęli pierwsze rzędy dla gości.

W poprzedniej kadencji Sejmu przez wiele miesięcy trwał serial „Ludowcy porozumiewają się z Kukizem”. Gdy temat pojawił się w przestrzeni medialnej po raz pierwszy, Paweł Kukiz miał jeszcze resztki popularności, klubu i siły politycznej. Gdy w końcu doszło do porozumienia, nie było już przy nim wielu kolegów, a i sondażowo wypadał słabo. Miał więc dużo gorszą pozycję negocjacyjną, jednak według wielu opinii to właśnie on uratował PSL przed spadnięciem pod próg wyborczy.

Z Kukizem już nie

Po wyborach ludowcy najpierw niespecjalnie chcieli się dzielić z kolegami pieniędzmi, a później wyrzucili ich z koalicji za niewystarczającą uległość wobec Unii Europejskiej. Paradoksalnie jednak Paweł Kukiz okazał się w tym wszystkim zarówno wielkim przegranym, jak i niespodziewanym wygranym. Gdy bowiem wydawało się, że stracił już właściwie wszystko, z dwójką pozostałych przy nim posłów (nie liczę Stanisława Tyszki, który jako najbardziej wobec PiS krytyczny z pozostałych przy Kukizie ludzi nie bierze udziału w kluczowych głosowaniach), w zamian za podtrzymywanie sejmowej większości, zaczął realizować postulaty, z którymi wchodził do polityki.

Ruch Kukiza nadal uwzględniany jest jako samodzielny podmiot w sondażach preferencji parlamentarnych, od dawna jednak nie przekracza w nich nawet trzyprocentowego progu, gwarantującego subwencje i obecność w mediach publicznych. Coraz częściej mówi się jednak o tym, że do kolejnego Sejmu kukizowcy pójdą już z list PiS i spotykają tam przecież wielu swoich dawnych kolegów i koleżanek.

Rokowania innych potencjalnych partnerów

PSL, pozbywszy się Pawła Kukiza, jedynego liczącego się partnera, trochę na siłę chciało udowodnić dalsze istnienie Koalicji Polskiej, podkreślając wagę współtworzących je podmiotów. Jednak polityczne znaczenie Unii Europejskich Demokratów czy Konserwatystów Marka Biernackiego jest zerowe, nawet jeśli Biernacki czy Michał Kamiński są osobami rozpoznawalnymi, które kiedyś miały w polskiej polityce coś do powiedzenia.

O politycznej bliskości Jarosława Gowina i Władysława Kosiniaka-Kamysza mówiło się już w czasach sabotowania przez tego pierwszego konstytucyjnego terminu wyborów. Gowin trochę jeszcze w koalicji przetrwał, finalnie jednak doczekał się zasłużonej dymisji. Ludowcy chętnie schylają się dziś po kolejną partyjkę, de facto będącą jedynie masą upadłościową, darzoną powszechną niechęcią zarówno wśród wyborców prawicy, jak i opozycji. Trudno dziś dopatrzeć się w tym głębszej politycznej mądrości, ponieważ Gowin nie pomoże bynajmniej w zdobywaniu głosów wyborców rozczarowanych rządami prawicy, gdy sam jest jednym z większych rozczarowań tych rządów.

Ale rzecz dziwi z jeszcze jednego powodu, zapomnianego dziś przez komentatorów, a chyba też przez samych ludowców. W czasach, gdy wszyscy razem wspólnie tworzyli koalicyjny rząd Platformy i PSL, to działania Jarosława Gowina jako ministra sprawiedliwości doprowadziły do jednego z poważniejszych sporów w obozie władzy. Gowin przeprowadził wówczas reformę sądownictwa, polegającą przede wszystkim na likwidacji małych sądów rejonowych. Przeciw tym zmianom były samorządy, cała ówczesna opozycja, wreszcie PSL, które finalnie doprowadziło do odwrócenia zmian z pomocą nowelizacji, przygotowanej przez Bronisława Komorowskiego. Dziś ludowcy darowali jednak Gowinowi wszystko, najwyraźniej oszołomieni jego sondażowym poparciem, które można by nazwać ironicznie „zerojedynkowym”, ponieważ krąży ono między 0 a 1 proc. wskazań.

Sojusze taktyczne, nie programowe

To jednak niejedyne dziwne zachowanie partii Władysława Kosiniaka-Kamysza. Współpraca ze Stronnictwem Demokratycznym również zaskakuje, ponieważ partia ta, dziś kierowana przez Pawła Piskorskiego, w swych założeniach dotyczących spraw obyczajowych jest nie mniej liberalna od lewicy, z którą z tego samego powodu PSL nie chce mieć dziś nic wspólnego. SD chce tymczasem uznania związków osób tej samej płci czy usunięcia symboli religijnych z obiektów publicznych. Dla pełnego obrazu warto też jednak zauważyć, że w kilku drażliwych tematach Stronnictwo nie zabiera głosu lub wykazuje się większą od Lewicy zachowawczością, nie domagając się np. zwiększenia dostępności do aborcji, wychodzącej poza ramy obecnej ustawy. Jednak z konserwatyzmem wciąż nie ma to zbyt wiele wspólnego.
Ludowcy nie spieszą się natomiast z bliższym porozumieniem z Szymonem Hołownią, choć co pewien czas słychać o istnieniu takiego planu. W kwestiach programowych problem jest ten sam, co z SD Piskorskiego, trudno bowiem u Hołowni znaleźć elementy konserwatywne czy centroprawicowe, lecz przynajmniej stanowi on cały czas potencjalnie istotną siłę polityczną. Jednak kolejne sondaże pokazują, że były gwiazdor TVN może okazać się jednak sensacją tylko jednego sezonu. W ostatnich tygodniach coraz częściej bowiem Polska 2050, która przed powrotem Donalda Tuska bliska była zdobycia pozycji pierwszej siły opozycyjnej, nie tylko nie odrobiła strat do Platformy, lecz także coraz bardziej traci pozycję na podium na rzecz Lewicy. Oczywiście nie należy Hołowni przekreślać zbyt szybko, ponieważ zapewne w 2023 r. uratuje reprezentację parlamentarną, samodzielną lub w ramach jakiejś koalicji.

Marginalizacja przez autokratę Tuska

Wszelkie opisane wyżej działania pokazują wyraźnie, że mniejsze ugrupowania politycznego centrum nie mają ochoty na natychmiastową powtórkę losu Nowoczesnej i będą chciały raczej wzmocnić swą pozycję względem Platformy. Choć Tusk próbuje przekonać je dętymi sondażami, w których koalicja wszystkich zdobywa ponad 50 proc. głosów, nikt nie pyta o los takiego tworu po wyborach. A przecież przykład Parlamentu Europejskiego pokazuje, że taka koalicja może rozejść się w chwili ogłoszenia wyników i tym samym zakończyć jednomyślność w chwili ogłoszenia podziału mandatów. Poza tym liderzy tych środowisk wiedzą dobrze, jak wygląda praktyka sprawowania władzy, na razie – i oby tak zostało – jedynie partyjnej przez Donalda Tuska. Tusk, jako polityk mściwy i nieznoszący sprzeciwu, skutecznie zmarginalizował partyjną konkurencję i można być niemal pewnym, że chętnie, jeśli będzie miał okazję, powtórzy to na szczeblu rządowym. Czy zaś Hołownię usatysfakcjonuje rola nowego Borysa Budki, a Kosiniak-Kamysz wróci do roli pokornego wykonawcy niepopularnych reform, za co płaci przecież do dziś? To wysoce wątpliwe.
Tymczasem widzimy postępującą radykalizację Tuska, który chętnie wchodzi w rolę autorytarnego przywódcy, który zapowiada nie do końca legalistyczną rozprawę z przeciwnikami politycznymi. Już na początku roku w swych materiałach PO zapowiadała rządy silnej ręki, nie tak dawno ten zbiór pojęciowy zasiliła znana z języka propagandy totalitarnej „żelazna miotła”, a w ostatnich dniach Tusk zapowiedział siłowe usuwanie sędziów z niewłaściwej według niego nominacji. To nie otwarcie, a zamknięcie się na inny niż betonowy elektorat i świadomość ta niepokoić musi polityków, którzy wciąż widzą swą misję w odsunięciu PiS od władzy.

 


Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo