Z OSTATNIEJ CHWILI

Sąd uznał Saleha Abdeslama za winnego zabójstw w atakach terrorystycznych w Paryżu z 2015 roku.  • • • Salah Abdeslam został skazany na dożywocie za udział w zamachach terrorystycznych z listopada 2015 roku.  • • •

Dlaczego Erdoğan mówi „niet”

Z powodu agresji Rosji na Ukrainę i poczucia realnego zagrożenia nieobliczalnością wschodniego sąsiada Szwecja i Finlandia zdecydowały się na przełomowy krok i złożyły formalne wnioski o przyjęcie do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Sprzeciw prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana wobec akcesji obu państw do Sojuszu odczytywany jest w Europie jako wyraz polityki prorosyjskiej Ankary. Przede wszystkim jednak dla tureckiego prezydenta jest okazją, by załatwić kilka ważnych spraw.

Dla Helsinek i Sztokholmu nie jest tajemnicą, że Moskwa od dekad planowała atak na Skandynawię, wykorzystując neutralność tych krajów. W kuluarach sztabów wojskowych „starych” państw NATO z czasów zimnej wojny pamiętają jeszcze o planie Sacharowa z lat 60., który zakładał szybkie uderzenie sowieckie na Skandynawię i równoczesne uderzenie potężną bombą wodorową w Morze Północne. Fala tsunami, pierwotna i wtórna (kilkukrotnie przechodząca przez zalewane tereny), która miała powstać w wyniku eksplozji, unicestwiłaby Wielką Brytanię, kraje Beneluksu oraz północną Francję i Niemcy. Wraz z agresją Putina na Ukrainę Kreml nieustannie sygnalizuje, że ten plan mógłby być zrealizowany, tym bardziej że nie ma wciąż możliwości technicznych, aby zapobiec morderczej fali spowodowanej uderzeniem Moskwy.

Turcja – trudny sojusznik

Żeby NATO przyjęło nowych członków, wszystkie kraje Sojuszu muszą wyrazić na to zgodę. Sprzeciw Turcji wobec akcesji krajów skandynawskich szokuje zachodnią opinię publiczną. Prezydent Erdoğan niechętnie, ale dołączył do krajów, które zamknęły przestrzeń powietrzną dla rosyjskich samolotów, jak i oficjalnie zablokował dla rosyjskich statków drogę przez cieśninę Bosfor, morze Marmara i Dardanele. Tureckie drony Bayraktar stały się symbolem obrony Ukrainy przed Rosjanami. Z drugiej strony kremlowscy oligarchowie przenoszą swój kapitał nad Bosfor, a Turcja jest trzecim po Izraelu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich miejscem, w którym osiedlają się tzw. nowyje ruskije. A wraz ze zbliżającym się sezonem wakacyjnym turecka turystyka zaczęła zachęcać rosyjskich wczasowiczów do urlopów w tym kraju.

Turcja jest drugą największą armią NATO, liczącą 420 tys. żołnierzy i 200 tys. rezerwistów. Zdaniem ekspertów realna siła armii tureckiej to ponad 700 tys. żołnierzy, co czyni ją trzecią największą armią świata. W czasach zimnej wojny Turcja była krajem frontowym NATO i dzięki temu przez dekady była dotowana przez Waszyngton, a po upadku Związku Sowieckiego Ankara była kluczowym sojusznikiem w wojnie z terroryzmem i w amerykańskich interwencjach w Afganistanie i Iraku. Jednak wraz z dojściem do władzy Recepa Erdoğana (wpierw jako premier 2003−2014, a od 2014 jako prezydent) relacje Turcji z Zachodem się ochłodziły.

Bruksela pomimo rozpoczęcia procesu negocjacji akcesyjnych Turcji do UE w 2005 r. miała wiele zastrzeżeń wobec Ankary. Turcja pozostawała w konflikcie z innymi członkami NATO i UE (Grecją oraz Cyprem), a także prowadziła wątpliwą politykę względem muzułmańskich krajów na Bałkanach (Bośnia, Albania, Kosowo). Dla UE nie do zaakceptowania był też konflikt z Kurdami (około 30 proc. mieszkańców Turcji to Kurdowie), który to antagonizm często przenosił się w diasporze na ulice europejskich metropolii. Europa również opowiedziała się za Ormianami, których ludobójstwo (wraz z innymi chrześcijanami – Asyryjczykami, Grekami, maronitami) w czasie I wojny światowej i tuż po niej wciąż stanowi temat tabu w tureckiej historii i polityce. Wątpliwości budziło także to, co działo się z turecką demokracją, która wielokrotnie była „zawieszana” przez wojsko (1961, 1970, 1980, 1997), by tę demokrację… ratować a to przed kryzysem gospodarczym i korupcją, a to zagrożeniami ze strony terroru skrajnej lewicy
i/lub prawicy czy w końcu ze strony islamistów. Jak się bowiem okazuje, Turcja dzięki reformom Kemala Atatürka weszła do świata zachodniego, ale jedynie połowicznie. Poza Ankarą i Stambułem oraz turystycznymi kurortami istnieje inna Turcja, w której reformy Atatürka dawno zostały zepchnięte przez islamski porządek świata.

Kłopoty sułtana neoimperium

Ankara odrzucona przez UE zaczęła szukać swojego miejsca na Bliskim Wschodzie i w Azji Centralnej. Turcja po 2011 r. była aktywna w konfliktach w Libii i Syrii oraz wspierała skonfliktowany ze światem arabskim Katar. Wykorzystując chaos na Bliskim Wschodzie, zaczęła odgrywać bardzo ważną rolę, a wpływy tureckie rozciągały się nawet po Róg Afryki. Dlatego też wielu zachodnich analityków geopolitycznych, a także obserwatorów ze świata islamu zaczęło prognozować odbudowę imperium ottomańskiego, które upadło po I wojnie światowej. To imperium miałoby swoim politycznym i gospodarczym wpływem obejmować Bałkany, Bliski Wschód i Afrykę Północną. Niezwykle ważny jest obszar Morza Śródziemnego, pod którego dnem znajduje się gaz, o który toczy się rywalizacja z Grecją, Egiptem i Izraelem. Jednak wraz wojną na Ukrainie i upadkiem gospodarczym w Turcji sytuacja się zmieniła. Erdoğan w przyszłym roku ma wybory prezydenckie, które może przegrać w związku z gigantyczną inflacją (wg Tureckiego Instytutu Statystycznego ceny np. artykułów spożywczych wzrosły o ok. 90 proc. w ujęciu rocznym), kryzysem ekonomicznym i drastycznym spadkiem poziomu życia.

Wraz z wojną na Ukrainie Ankara zaczęła polityczną odwilż z Arabią Saudyjską i Izraelem – krajami z którymi od ponad 10 lat Turcja miała wrogie, a nawet wręcz wojenne relacje. Jednak Erdoğan wyrzucił z kraju działaczy i zwolenników palestyńskiego Hamasu oraz Bractwa Muzułmańskiego, z którym sam sympatyzował. Rozpoczęły się też rozmowy ormiańsko-tureckie na temat nawiązania stosunków dyplomatycznych. Krytyczna sytuacja tureckich finansów sprawia, że apetyt prezydenta Erdoğana musi być skalibrowany do możliwości. A te pozostają bardzo skromne. Dlatego też zdaniem części obserwatorów projekt „odbudowy” sułtanatu tureckiego zakończył się, nim się rozpoczął, a wybory w 2023 r. mogą zmieść ekipę Erdoğana, a nawet wysłać tureckiego prezydenta z powrotem do więzienia, w którym to już odbywał karę za łamanie świeckiej konstytucji po usunięciu ze stanowiska burmistrza Stambułu w 2001 r.

Kilka spraw do załatwienia

Zdaniem bliskowschodnich mediów Turcja poprzez demonstracyjne weto dla nowych członków NATO sygnalizuje Zachodowi potrzebę uregulowania drażliwych sporów pomiędzy krajami UE i USA a Turcją. Jedną z takich spraw jest, zdaniem Ankary, wspieranie przez Sztokholm i Helsinki Partii Pracujących Kurdystanu, która jej zdaniem w dalszym ciągu stanowi zagrożenie dla tureckiej integralności terytorialnej. Stawia to państwa europejskie w kłopotliwej sytuacji, albowiem to właśnie Kurdowie wzięli na siebie ciężar walk z ISIS. Szwecja jest też dużym skupiskiem irackich chrześcijan (Asyryjczyków), którzy zdaniem Ankary prowadzą antyturecką kampanię historyczną w odniesieniu do rzezi chrześcijan w trakcie I wojny światowej i po niej.
Zdaniem bliskowschodnich komentatorów Ankara za zmianę stanowiska wobec akcesji Szwecji i Finlandii do NATO domaga się zniesienia sankcji nałożonych na ten kraj przez USA w czasach Donalda Trumpa, szczególnie po „dziwnym puczu” w 2016 r., który zdaniem przeciwników Erdoğana był prowokacją umożliwiającą dokonanie czystek w tureckiej armii, wymiarze sprawiedliwości oraz na kampusach uniwersyteckich. Co więcej, tureckie weto ma być próbą wymuszenia na amerykańskim Kongresie zablokowania kontraktów zbrojeniowych dla Grecji. Wedle doniesień medialnych Erdoğan byłby skłonny zmienić swoje zdanie, jeśli USA dokonałyby unowocześnienia tureckich F-16, co było zablokowane przez Waszyngton związku z zakupem przez Turcję rosyjskiego systemu antyrakietowego S-400. Donald Trump, zirytowany tureckimi działaniami szczególnie na Bliskim Wschodzie, nałożył embargo na Ankarę, przez co Turcja przestała otrzymywać amerykańską elektronikę. Ponadto, w zamian za zmianę stanowiska, Ankara byłaby zainteresowana kupnem samolotów F-35, na co Amerykanie do tej pory nie pozwalali.
Co ugra Erdoğan w zamian za zmianę stanowiska wobec szwedzkiego i fińskiego wniosku akcesyjnego do NATO, czas pokaże.

 


Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Paweł Rakowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo