Profesor Waldemar Paruch. Człowiek, który przewidział wojnę

Chciał kształtować rzeczywistość osobiście, był człowiekiem niezwykle ambitnym i ta ambicja definiowała jego osobowość. Na pewno czuł pewien niedosyt. To prawda, że miał bardzo dużo sukcesów ale niestety, ze względu na to, że tak krótko żył, pewnych kwestii nie zdążył dokończyć. Choćby takich, jak budowy Centrum Analiz Strategicznych. O zmarłym niedawno prof. Waldemarze Paruchu rozmawiamy z prof. dr hab. Bogumiłem Szmulikiem, dyrektorem Instytutu De Republica, który przyjaźnił się z prof. Waldemarem Paruchem.

Prof. Waldemar Paruch
Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Zmarł prof. Waldemar Paruch, człowiek niewątpliwie zasłużony i dla życia publicznego, i dla polskiej nauki. Jak długo się pan znał z panem prof. Paruchem?
W 1987 r. spotkaliśmy się na wydziale UMCS, wówczas był to Międzyuczelniany Instytut Nauk Politycznych. Ja rozpocząłem drugi kierunek studiów - nauki polityczne, byłem wtedy na studiach prawniczych, a pan prof. Paruch kończył już studia historyczne i również rozpoczynał politologiczne. Byliśmy w jednej grupie.

Jakim człowiekiem był pan prof. Waldemar Paruch?
Dzisiaj mówimy, że był państwowcem, wielkim profesorem, wielkim patriotą. To jest takie ubrązowione, lecz za tymi pięknymi i wzniosłymi słowami kryje się człowiek. Widziałem go, kiedy był młodym, radosnym, pełnym empatii , przyjaznym dla swoich kolegów człowiekiem. Bardzo nietuzinkowym. Wielu moich kolegów przewyższał intelektualnie, od razu było rażąco widoczne jak miał dojrzałe sądy. Był niezwykle pragmatyczny.

To ten pragmatyzm popychał go w stronę polityki?
Tak jak ja, Waldek pochodził z środowiska wiejskiego. Swoją polityczną działalność rozpoczął od ruchu ludowego. Gdy się poznaliśmy, był z nim już bardzo związany. Sądzę, że już wówczas jego pragmatyzm był bardzo widoczny, a później zadecydował o dalszej drodze życiowej. Mam wrażenie, że jako „genetyczny” pragmatyk lepiej czuł się jako politolog niż historyk, w każdym razie widziałem w nim zawsze rasowego politologa.
Choć oczywiście tkwił w nim też silny pierwiastek historii, co uzewnętrzniało się w fascynacji postacią Józefa Piłsudskiego, ruchem piłsudczykowskim, sanacją. Zresztą tego dotyczyły jego doktorat i habilitacja. Lecz dominowała w nim dusza politologa i analityka. Myślał „polityczne”, polityka i politologia były jego pasją. W jej spełnianiu pomagały mu wrodzona, ogromna bystrość, przenikliwość, świetna pamięć. To nie był mól książkowy, uwielbiał opowiadać o politycznych zmaganiach. Ja odwrotnie - zawsze siedziałem w bibliotekach, interesowałem się bardziej historią, której nie skończyłem, ale która dzisiaj mi bardzo towarzyszy, definiuje życie, chociaż zawodowo jestem prawnikiem. Nasze życiowe drogi poszły w różnych kierunkach, Waldek związał się z polityką.
Pan jednak zapytał, jakim człowiekiem był Waldek. I tu chcę podkreślić, że od początku był bardzo religijny. Pamiętam, że w 2016 r. miał zabieg - bo chorował już bardzo ciężko, bardzo cierpiał, co znosił odważnie i mężnie. Mówił mi wówczas, że się nie boi, że jest pogodzony z Bogiem, jest gotowy na spotkanie z Nim. Ja nie mam w sobie chyba takiego męstwa jak on, może takiej wiary. Trzeba niesłychanie wierzyć, żeby nie bać się śmierci.

Zdarzało się panom spierać? Jaki był podczas sporów?
W wielu sprawach myśleliśmy bardzo podobnie. Waldek był piłsudczykiem, ja, odkąd pamiętam, bonapartystą. I tutaj nie było wielkich sporów, mieliśmy bardzo zbliżone poglądy. Lecz tocząc spory, był wymagający. Z jednej strony pełen empatii dla przyjaciół, z drugiej, podczas sporów, bywał ostry. Ta pryncypialna ostrość wielu ludzi do niego zniechęcała.

Prof. Paruch poznał różne oblicza polityki, jej jasne i ciemne strony. Był ważną postacią w intelektualnym zapleczu PiS, lecz zaliczył też porażki w wyborach do Sejmu i do Parlamentu Europejskiego. Jak je odbierał?
Nie rozmawiał o tym ze mną, lecz myślę, że bardzo to przeżywał. To były dwa starty na przestrzeni kilku lat. Niestety, nie wygrywa się wyborów mówiąc do wyborców jak profesor, a Waldek był przed wszystkim profesorem. W zasadzie każdy się identyfikował z tym, co napisał, z jego poglądami oraz opiniami. Lecz w momencie w którym zaczynał przemawiać, identyfikacja przestawała działać, bo ludzie odbierali już nie tylko poglądy, lecz również sposób ich prezentacji. To była jego pięta achillesowa. On nie umiał, niestety, zejść z katedry.

A czy rola jednego z dużej klasy ekspertów Prawa i Sprawiedliwości, wzmacniających intelektualny nurt w partii, przynosiła mu satysfakcję?
Myślę, że ambicje Waldka sięgały znacznie dalej, o czym świadczył właśnie udział w wyborczych zmaganiach. Chciał kształtować rzeczywistość osobiście, był człowiekiem niezwykle ambitnym i ta ambicja definiowała jego osobowość. Na pewno czuł pewien niedosyt. To prawda, że miał bardzo dużo sukcesów ale niestety, ze względu na to, że tak krótko żył, pewnych kwestii nie zdążył dokończyć. Choćby takich, jak budowy Centrum Analiz Strategicznych.
Cieszyło go, czego nie krył, duże uznanie premiera Jarosława Kaczyńskiego. Mówił, że ma z nim kontakt, że z nim rozmawiał, że może chociaż w ten sposób kształtować rzeczywistość polityczną. Z osób, które zapisały się bardzo pozytywnie w jego życiorysie, był marszałek Marek Kuchciński, który mu poświęcił bardzo dużo energii i czasu w tym bardzo trudnym okresie, w którym chorował. Bardzo cenił premier Beatę Szydło. Kiedy zarządzał Centrum Analiz Strategicznych, ciepło wypowiadał się o premierze Mateuszu Morawieckim.

Bardzo doceniał znakomite relacje z ministrem Przemysławem Czarnkiem. Współpracując z panem ministrem, Waldek miał wpływ na stępienie, niekorzystnego dla naszych uczelni, ostrza reformy Jarosława Gowina. Stępiał je na tyle na ile mógł, wniósł liczne poprawki do projektu ustawy. Myślę, że to był pozytywny rezultat bardzo ścisłej współpracy z ministrem Czarnkiem, wspólnie realizowali plany uzdrowienia uczelnianej rzeczywistości
Swoją rolę cenił wysoko. Widziałem go po zabiegu, gdy leżąc w szpitalnym łóżku, miał przy sobie komputer i telefon, bo nieustająco pracował, pisał. Mnie się wierzyć nie chciało, że tak można. Ja bym się trapił, czy wyzdrowieję, a on pracował. Nie potrafił się angażować na pół gwiazdka, jedne sprawy mu wychodziły, inne nie, lecz zawsze był w pełni zaangażowany. Był ideowy.

Jakie było znaczenie prof. Parucha w kontekście ideologii obecnego rządu, jaki miał wpływ na jego funkcjonowanie?
Jak już wspomniałem, był, moim zdaniem, bardzo zaprzyjaźniony i w takich bliskich relacjach z premierem Jarosławem Kaczyńskim. Nie wątpię, że spędzili wiele godzin na wspólnych rozmowach. Wiem, że był przez premiera bardzo wysoko ceniony, a jeśli ktoś jest ceniony, spędza z kimś wiele godzin, to jest rzeczą oczywistą, że ma na tego drugiego człowieka wpływ. Przypuszczam, że ten wpływ był bardzo duży. Waldek był realistą. Nie wyznaczał bardzo dalekosiężnych celów. Myślę też że to, co go definiowało i co jest pozytywne, to wyznaczanie realistycznych celów. Takich, które można było osiągnąć w tym politycznie labilnym układzie.
Czyli można powiedzieć, że był człowiekiem idei, ekspertem z ambicjami czysto politycznymi.

Jakby pan ocenił trafność prognoz prof. Parucha?
Większość była trafna. Pewne zjawiska doskonale analizował, posiadał umiejętność wykorzystywania z warsztatu badawczego, co umożliwiało przewidywanie przyszłych zdarzeń. Jak wspomniałem, był człowiekiem dysponującym wyjątkową, wręcz fotograficzną pamięcią, co również ułatwiało kreślenie prognoz. Nie wszyscy je akceptowali, szczególnie w sferze polityki zagranicznej. Usłyszałem kiedyś taką opinię: „No tak, Waldek fajnie mówi o tych kwestiach wewnętrznych, ale już zupełnie rozmija się z oczekiwaniami w kwestiach polityki zagranicznej.” Po lutym 2022 r. okazało się, że to Waldek miał rację. Że te jego wszystkie prognozy oceny dotyczące Rosji, Niemiec, okazały się ze wszech miar trafione. Że tak naprawdę, to nic się nie zmieniło na lepsze.
Jest to taka gorzka satysfakcja. Tej satysfakcji na pewno doświadczył, bo był świadkiem chociażby tego, że po rozpoczęciu wojny Rosji z Ukrainą, pozycja Polski w polityce międzynarodowej wzrosła w sposób widoczny. Zobaczyliśmy na własne oczy klęskę politycznych koncepcji Schroedera, Merkel, Obamy. Ten cały reset w relacjach z Rosją okazał się jednym wielkim nieporozumieniem. Pamiętam, ze rozmawiałem o tym z Waldkiem i zgadzaliśmy się, że koncepcja resetu oznacza katastrofę. On przewidział, że reset spowoduje wojnę. Mówił, że to jest zachęcanie Rosji do ekspansji. Dobrze rozumiał Rosję i dobrze rozumiał naturę człowieka.

Czy przejmował się krytycznymi głosami?
Reagował tak, jakby w ogóle się nimi nie przejmował. Myślę, że w środku mógł je przeżywać, jednak na zewnątrz okazywał taką stanowczość, twardość.

A jak oceniłby pan prof. Parucha jako wykładowcę i naukowca?
Jeśli chodzi o dydaktykę, to bardzo dobrze wykładał a ćwiczenia ze studentami były świetne. Zarazem był bardzo wymagający. Czasem z tego powodu nie lubiono go, kroił dwóje i to jest znany fakt. W ogóle się nie patyczkował, potrafił wycisnąć ze studentów wszystko. Po zajęciach, ćwiczeniach, pod jego drzwiami ustawiały się kolejki aspirujących do uzyskania zaliczenia, co nie było takie łatwe. Jednak wszyscy go pamiętają, jak spotykam studentów i mówię „Waldek Paruch”, to zawsze spotyka się to z jakimś komentarzem. Był dobrym naukowcem, jednym z najlepiej zapowiadających się naukowców na wydziale politologii.

Nakreślił pan postać prof. Parucha właściwie jako człowieka z misją. Pan kieruje Instytutem De Republica. Jak określiłby pan misję tej instytucji?
No cóż, każdy ma jakąś życiową misję, ja również. I chciałbym, aby była zbieżna z misją Instytutu. Pragnę zintegrować środowisko naukowe, które dzisiaj jest niesłychanie podzielone. Zabiegam więc o udział różnych naukowców we wspólnych wydarzeniach. Zorganizowaliśmy już koło dwudziestu dużych imprez naukowych, zakupiliśmy wiele książek od autorów, cieszę się też, że mamy środki pozwalające płacić honoraria za wykłady i publikacje.

Dostrzega pan jakieś oznaki wskazujące na możliwości przełamywania barier, prowadzenia rozmów?
Wielu młodych ludzi, osiągających naukową samodzielność, okazuje pewną niezależność. A ja właśnie liczę na ludzi niezależnych w swoich osądach, nie dających się zastraszyć. Korzystają z moich zaproszeń na seminaria europejskie w Kazimierzu Dolnym, przybywa też takich, którzy sami dzwonią i wyrażają chęć aktywnego uczestnictwa. My te wystąpienia w Kazimierzu nagrywamy, one są do odsłuchania na naszej stronie internetowej. Myślę więc, że cieszymy się coraz większym uznaniem, co podkreślam z pewną satysfakcją.

Jednak pan prof. Paruch nie byłby taki szybki i skłonny do godzenia się z politycznymi przeciwnikami?
W moim przekonaniu, miał pod tym względem bardzo ograniczoną gotowość. Był takim człowiekiem o niezwykle silnym kręgosłupie ideowym, nie chodził na kompromisy.

 

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie,

#Gazeta Polska Codziennie

Maciej Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo